Historia 328: O korzyściach z podpierania ścian

W filmie “The perks of being a wallflower” (na podstawie bestsellera pod tym samym tytułem) w finałowej scenie główny bohater, nastoletni Charlie, stoi na pace pick-upa jadącego przez oświetlony tunel, doświadczając w pełni wolności, przyjaźni i miłości, ciesząc się pędem i feerią świateł. Po raz pierwszy jest szczęśliwy, otoczony przyjaciółmi i pogodzony ze sobą. W tle lecą “Heroes” Davida Bowiego i trudno o lepszą scenę zamykającą dzieło o dojrzewaniu i wielkiej wrażliwości oraz zmaganiu się z równie wielkimi traumami.

Przede wszystkim patrząc na świat przedstawiony, odczuwam znajome uczucie. To rzeczywistość lat 90., jeszcze przed internetem i iPodem, moje czasy wchodzenia w wiek dojrzewania i niejedną imprezę spędzoną przecież na podpieraniu ścian. Ale zgodnie z wymową filmu nawet podpieranie ścian ma zaletę —z czasem widzi się więcej i więcej rozumie.

Oglądając film lub czytając oryginalną książkę Chbowsky’ego idealnie widzi się tę pełną wzlotów i upadków ewolucję nieśmiałego “podpieracza ścian” na szkolnych imprezach. I zauważa się też ważny jej aspekt — ludzie nie dokonują przemian w sobie ot tak. One zawsze są wspierane przez otoczenie, przez tych, którym ufamy. Choć nawet, a może właśnie przede wszystkim, ci którym ufamy są zdolni do zadawania nam największych krzywd.

To była moja trzysta dwudziesta ósma historia. Zostało 37 #365historii #365stories