Historia 341: O nijakich facetach

Mijam ich codziennie na ulicy, w tramwaju i w kolejce w sklepie. Szczególnie w sklepie jakoś mocniej zwracam na to uwagę, może przez fakt że ludzie nie przemieszczają się tak szybko i mam czas trochę im się poprzyglądać.

Standardowo – para, spiesząca się żeby spakować zakupy i już wreszcie wyjść ze sklepu. Naturalnie najpierw zauważam kobietę. Nie musi być nawet uderzająco piękna, ale ponieważ Polki są generalnie bardzo ładne, to zazwyczaj trudno mi oderwać wzrok. Często ubrana w sukienkę, w dopasowanych spodniach (wiem że teraz taka moda, że najlepiej by jeszcze były mocno dziurawe, nic na to nie poradzę), albo w innym stroju, podkreślającym kobiecość. A kiedy spojrzy się w bok, dopiero za moment zauważa się jej mężczyznę, drugą połowę w parze. On dla kontrastu jest najpewniej w byle czym: powycieranych jeansach, zmechaconym polarze albo rozciągniętym T-shircie. Nawet niezbyt uczesany, bo trudno uczesać fryzurę „na rekruta”. Przy pięknej dziewczynie – facet-ściana.

Oczywiście nie umiem z samego wyglądu ocenić „co ona w nim widzi”. Cóż, coś na pewno, skoro z nim jest. I wiem, elegancko ubrani ludzie potrafią mieć paskudne charaktery. Nie daje mi jednak spokoju świadomość faktu, że mężczyźni potrafią być aż tak nijacy. Ubrani bez polotu, niezadbani, niewyróżniający się – szczególnie gdy mają obok partnerkę, która błyszczy! To nie tak, że mają ją przytłaczać, ale nie mogą być szaroburym tłem.

Choćby byli im najczulszymi kochankami, najukochańszymi misiami-pysiami, najlepszymi tygryskami – nie wierzę, żeby nie usłyszeli od swojej kobiety chociaż raz wyrzutu: mógłbyś się ubrać jak człowiek.

To była moja trzysta czterdziesta pierwsza historia. Zostało 24 #365historii #365stories