Historia 347: O podróży w znane

Myślałem, że codzienne podróżowanie krakowską komunikacją miejską to doświadczenie, które niczym mnie już nie zaskoczy. Pijacy, turyści, studenci, ostatecznie ja sam — wszystko w tych biało-niebieskich tramwajach już znam na wylot.

Powodowany jednak przemożną ciekawością — tym moim podstawowym mechanizmem napędzającym życie i pchającym mnie w kłopoty — sprawdziłem regulamin przewozów MPK w kwestii kupna biletu liniowego. Codziennie pokonuję trasę z Kazimierza na Bronowice, a czasy studenckiej legitymacji mam już dawno za sobą, stąd nabycie takiego biletu znacznie ułatwia podróż.

Kupiłem już dawno bilet na linię 24, a podróże innymi numerami opłacałem za pomocą aplikacji Skycash. Otóż z lektury regulaminu dowiedziałem się czegoś, co podobno już trzech lat jest podane do publicznej wiadomości, ale mnie jakoś umknęło.

Linia i trasa w Krakowie to pojęcia nietożsame.

Mówiąc językiem prostym – posiadanie biletu na linię 24 upoważnia również do jazdy numerem linii 3 lub 19, lub dowolnym innym tak długo jak pozostają one na tej samej trasie (a pozostają przez większą część Starego Miasta)! Wszystkie moje wydatki biletowe (bo uważam jeżdżenie na gapę zbiorkomem za powód do wstydu i aktywność godną potępienia, skoro nie jeździmy tak taksówkami ani nie latamy samolotami) okazały się niepotrzebne. Nawet podjechanie dowolną linią z Bronowic do Teatru Bagatela lub Dworca nadal mieściło się w moim bilecie miesięcznym na jedną linię.

Jest to jedynie dowodem na starą rzymską maksymę, iż nieznajomość prawa szkodzi. Nawet wtedy, gdy te przepisy działają na naszą korzyść.

To była moja trzysta czterdziesta siódma historia. Zostało 18 #365historii #365stories