Historia 359: O ładowaniu baterii

Dzisiaj wstałem przed piątą, a z włoskich wakacji wróciłem o 23 dnia poprzedniego. Miarowy stukot pociągu na trasie Kraków-Warszawa wprawdzie kołysał mnie kusząco do snu, ale zawziąłem się, nie zasypiając i dokonując ostatniego przeglądu slajdów na dzisiejszą konferencję. Jutro i pojutrze będę jeszcze prowadził szkolenie, a w sobotę sam będę szlifował swój warsztat na innym szkoleniu.

Kiedy prowadzisz takie intensywne życie, istnieje tylko i wyłącznie jedna zasada — musisz stawiać siebie i swoje potrzeby na pierwszym miejscu. Nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Nie wynika to z czyjejś złośliwości czy złej woli, broń Boże! To zwykły ewolucyjny mechanizm wbudowany w ludzką wolę przetrwania (skoro Bóg był linijkę wyżej, to teraz Darwinowi niech będą dzięki). Odpoczynek, sport, ładowanie mentalnych baterii, czytanie głupkowatej książki albo oglądanie śmiesznego filmu z przyjaciółmi są tak samo ważne, jak wygrywanie przetargów i szkolenie przyszłych menedżerów. Ba, bez nich nie ma kreatywności i formy intelektualnej.

Jako pracoholik na swoistym odwyku (który w większości sam sobie organizuje pracę) absolutnie rozumiem takie myślenie, że nie możesz odpocząć dopóki nie skreślisz wszystkich zadań na liście. I włożyłem też wielki wysiłek w pogodzenie się z myślą, że nie chodzi o skreślanie, tylko o układanie priorytetów. To implikuje, że lista wprawdzie nigdy nie będzie pusta, ale to we mnie i w Tobie jest moc decyzyjna, co może poczekać a co musi być zrobione już.

Praca jest dla mnie nadal bardzo ważna. Daje mi satysfakcję, spełnienie, status, także pieniądze na wojaże i dopasowane garnitury. Ale wyostrzył mi się też wewnętrzny kompas, wskazujący w którym kierunku idzie moje życie i że składa się ono z szeregu innych elementów. One zawsze tam były, tylko nie chciałem spojrzeć w ich kierunku, wpatrzony w listę zadań.

Noszę w sobie brzemię prywatnych kosztów, jakie poniosłem za taką krótkowzroczność. Dobra strona jest taka, że jeśli w porę się zorientujesz że się zgubiłeś, zawsze możesz zawrócić na właściwą ścieżkę. Czuły kompas pomaga.

To była moja trzysta pięćdziesiąta dziewiąta historia. Zostało 6 #365historii #365stories