Historia 50: O „Fathers”
Pewnie to dziwne dla kogoś, kto nie jest mężem ani ojcem, żeby prenumerować kwartalnik o tytule „Fathers”. Ja jednak robię to od premiery rok temu, ponieważ na rynku męskich czasopism jest on wartym uwagi wyjątkiem.
Kiedy myślimy „męskie czasopisma” to albo mamy na myśli te rozbierane, albo te rozbierane trochę mniej, za to z obowiązkowymi testami aut, gadżetów i 10 sposobów na zrobienie formy w miesiąc przed urlopem nad morzem. Więc kiedy dostajesz do ręki zeszytowy format z hipsterską okładką, to możesz się czuć zaskoczony.
W środku czekają teksty polskich redaktorów, twórców, biznesmenów oraz zagranicznych gości – ich wspólną cechą jest fakt, że wszyscy są albo zaraz zostaną ojcami. Na plus zaliczam że wszystko to autorskie teksty, a nie polskie tłumaczenia z zagranicznej redakcji-matki, bo… redakcji-matki nie ma. „Fathers” od początku jest rodzimym projektem, chociaż ukazuje się też po angielsku.
Do tego dochodzą po prostu fenomenalne zdjęcia – niezależnie czy to fotoreportaż rodziny, która z małymi dziećmi objeżdża świat, czy relacja z arktycznych wypraw. Warto, bo cieszy oko każdym kadrem.
Jeśli szukacie dobrych tekstów od facetów dla facetów o facetach i ojcostwie – i chcecie się przekonać, że trąbiony zewsząd „kryzys męskości” nie do końca wygląda tak apokaliptycznie, to z całego serca polecam „Fathers”.
Czytelniczkom polecam zakup dla partnera lub męża, ale ostrożnie – mogą to odczytać jako podprogową informację o powiększaniu rodziny.
I zawał gotowy.
To była moja pięćdziesiąta historia. Zostało 315 #365historii #365stories