Historia 75: O tym co napisać, gdy nie ma się weny

Są takie dni, kiedy samo podniesienie się z łóżka jest sukcesem. Za oknem pada, przed Tobą cała sobota bez żadnych planów, a nawet zwyczajowy zapychacz czasu, jaki było pisanie pracy magisterskiej, już się zdezaktualizował.

Siadasz wtedy przed monitorem z optymizmem, że do 18 na pewno coś wymyślisz. Pół tysiąca obrazków z kotami później orientujesz się, że zakupy, obiad i sprzątanie spokojnie zajmą Ci czas do jakiejś 15, a wiadomo — mózgowi należy się oderwanie od wysiłku i jakieś proste, powtarzalne czynności.

O 15 nie masz wprawdzie żadnego pomysłu na historię, ale za to mieszkanie lśni czystością, lodówka jest pełna jedzenia, a książki na półce są ułożone kolorami.

Dwukrotnie.

Dochodzi 18, a ty podejmujesz męską decyzję, że przecież nic się nie stanie, gdy napiszesz historię później. Ludzie mają przecież jakieś życie, nikt nie będzie w sobotę wieczorem czekał aż opublikujesz wpis.

O 18:15 przychodzą pierwsze wiadomości “Gdzie wpis?”. Ignorujesz je, albo tłumaczysz, że zaraz, zaraz wstawiasz. Przecież już prawie klikałeś enter. Na odpisywaniu na takie wiadomości schodzi Ci prawie do 20. Siadasz i zastanawiasz się, czy może napisanie historii o tym, co pisać gdy nie masz weny, nie byłoby najgorszym pomysłem.

To była moja siedemdziesiąta piąta historia. Zostało 290 #365historii #365stories