Historia 80: O wielbicielu Budki Suflera

Jego wczorajszość znaczyły zmierzwione włosy, nieobecny wzrok, potargane ubranie. Nawet gdyby ktoś kompletnie ślepy znalazł się w jego pobliżu, musiałby wyczuć ciężką woń nieustannie wprowadzonego do krwiobiegu i trawionego alkoholu.

W zasadzie w momencie gdy tylko stanął w drzwiach porannego tramwaju, od razu pożałowałem że nie doznałem chwilowego porażenia powonienia i muszę go znosić przez najbliższe trzy przystanki.

Zupełnie nieekskluzywny menel za drugim podejściem pokonał schodki, uśmiechnął się do dziewczyny stojącej w przejściu „Na *kurturanego* pijaka poczekają”, a w końcu stanął jak wryty przed jedną z siedzących pasażerek w starszym wieku.

„Jolka, Jolka, pamiętasz?” zagadnął z melodyjnym zaśpiewem. Tramwaj i czas stanęły w miejscu. Może jednak Jolka pamięta jego, z tamtych lat?

„Ja nie jestem Jolka, coś pan” – wysyczała.

Złamany usiadł na pierwszym wolnym krzesełku. Nie zaśpiewał już nic do końca trasy.

To była moja osiemdziesiąta historia. Zostało 285 #365historii #365stories