Historia 85: O korzyściach z siedzenia koło okna

Gdy siedzisz w biurze obok okna wychodzącego na ruchliwą ulicę, chcąc nie chcąc słyszysz wiele rzeczy, których wolałbyś nie. Kłócący się ludzie? Nie ma sprawy, to codzienność. Ploteczki i małżeńskie sekrety gdy przed przejściem dla pieszych spotkasz psiapsiółkę? Są. Nagły pisk opon i trąbienie kierowców nie potrafiących sobie poradzić na skrzyżowaniu z tramwajem? Obecne.

Pikanterii dodaje fakt, że budynek obok zajmuje policja. Sznureczek petentów wędruje więc pod moim oknem od przystanku tramwajowego do komisariatu i z powrotem, robiąc to czego ja nie znoszę, a słuchać muszę — opowiada o wszystkim co ich spotkało przez telefon. Na głos, żeby przekrzyczeć hałas na Alejach. Wiem, że często wizyta na policji to emocje, bo coś się stało, coś ukradli, kogoś pobili. Wiem, że muszą znaleźć ujście.

Nie widziałem kim była. Nie widziałem jak była ubrana. Ale po tym, gdy ją usłyszałem rozmawiającą ze wzburzeniem przez telefon pod moim oknem, nie chciałbym z nią zadrzeć.

Grażyna, mnie to kompletnie nie interesuje. To co mnie interesuje, to dlaczego mnie poszukuje Centralne Biuro Śledcze?

To była moja osiemdziesiąta piąta historia. Zostało 280 #365historii #365stories