Historia 91: O zarządzaniu zdjęciami

Przesiadka na nowego laptopa stała się okazją do zebrania wszystkich zdjęć, jakie dotychczas miałem na pendrive’ach, zewnętrznych dyskach, Dropboxie, iCloudzie, Google Picasa i dziesiątkach innych miejsc, posegregowania i zachowania tylko starannie wyselekcjonowanych. Nagromadziło się dziewięć tysięcy plików lekko licząc, nie mówiąc o tych, które leżą na starym dysku w moim rodzinnym domu.

Poradzić sobie z taką masą zdjęć, szczególnie gdy jest to po prostu 10 lat nieprzeglądanego materiału, wrzucanego do folderów jak leci — to duże wyzwanie. Nie mówię że to co ja zrobiłem to najlepszy czy najbardziej koszerny sposób organizacji zdjęć. Zdjęcia robię tylko telefonem i żaden ze mnie profesjonalny fotograf (tak naprawdę nawet selfie wychodzą mi kiepskie, ale może to kwestia twarzy), więc pewnie osoby bardziej zaawansowane w fotografii mają swoje triki.

Ja ustaliłem sobie trzy główne zasady:

  1. Centrum zarządzania zdjęciami będzie tylko jedno. Dla posiadaczy jabłkowych sprzętów to łatwe, bo jest aplikacja Photos która kataloguje wszystkie zdjęcia i zostawia ich kopię w chmurze iCloud. Dzięki temu w momencie zdjęcia zrobione iPhonem są na iPadzie, Maku itd. Można też skorzystać z innych opcji, jak Google Picasa lub Microsoft Photos wbudowane w system Windows. Nie muszę się martwić że coś mi się zgubi lub skauje (bo nawet przypadkowo skasowane zdjęcia są przechowywane w Photos jeszcze 40 dni).
  2. Regularnie i bez żalu wywalę rozliczne kopie i zdjęcia słabej jakości. Po co 10 takich samych ujęć, na których przy okazji zasłoniłeś sobie palcem część obiektywu? Zachowaj dla potomności coś bardziej wartego uwagi.
  3. Jeśli porządkujemy automatycznie: Photos potrafią same tworzyć kolekcje zdjęć według daty, miejsca lub innych zadanych parametrów — i się tego trzymać. Potrafi też przypisać jedno zdjęcie do kilku albumów (np. zdjęcie psa z wakacji będzie jednocześnie w albumie Pies i albumie Wakacje, ale bez niepotrzebnego kopiowania samego pliku).
    Jeśli ręcznie: zdjęcia posegregować do dobrze opisanych folderów z miejscem i datą. Można dorzucić plik .txt z krótką informacją w jakich okolicznościach były zrobione.

Ostatecznie z dziewięciu tysięcy zostawiłem sobie niecałe dwa i pół. Najlepsze z najlepszych zleciłem do wydruku — będą analogowo, staroświecko wisiały w ramkach na ścianie. Wnioski na koniec - sprzątanie zdjęć z całej dekady to w 99% żenada (Boże, naprawdę tak wyglądałem?) oraz 1% takich perełek:

Tak, to Aza, 8 lat i 35 kilogramów temu. Kocyk w pieski żeby jej nie było zimno, rzecz jasna.

To była moja dziewięćdziesiąta pierwsza historia. Zostało 274 #365historii #365stories