Historia 95: O potrzebie użytecznego piękna

Chciałbym powiedzieć że pasjonuję się designem i szpanować umiejętnością nazwania słynnej wyciskarki do owoców Alessi wyciskarką do owoców Alessi, albo bezbłędnym rozpoznawaniem fotela Chierowskiego 366 lub krzeseł Eamesa. Wtedy mógłbym przynajmniej być aspirującym pisarzem-dizajnerem.

Szczęśliwie nie mam zielonego pojęcia ani o tym ani o tym, więc mogę z czystym sercem wypowiadać się na tematy, na których się nie znam. I dlatego dzisiaj będzie wpis o Bauhausie, na którym znam się tyle, że przecztałem książkę lub dwie Gropiusa i zwiedziłem berlińskie Bauhaus-Archiv. Nie będzie tu streszczenia działalności tego ruchu, linkuję Wikipedię.

Chodzi mi raczej o pewną fascynację prostotą i wpływem, choćby nieuświadomionym, jaki Bauhas ma na nas do dzisiaj. Moi znajomi architekci dzielą się na dwa obozy. Tych, krórzy Bauhausu nienawidzą i tych, którzy go cenią. Tym, co najbardziej podoba się mnie, jest motto “Funkcja określa formę” — czyli najpierw definiujemy co dany przedmiot ma robić, a dopiero to określa jego kształt, materiał, konstrukcję. To dobra zasada dla wielu dziedzin życia, nie tylko architektury i rzemiosła.

Otaczanie się rzeczami pięknymi i jednocześnie funkcjonalnymi (albo lepiej: pięknymi bo funkcjonalnymi), ma niebywałą zaletę. Zaczynasz bowiem doceniać dobre wykonanie i nie zgadzasz się na bylejakość w swoim życiu nie tyle z powodów estetycznych (których kategorii zapewne jest tyle, ilu zapytanych), ale z powodów pragmatycznych. Coś dobrze wykonanego po prostu działa i należycie spełnia swoją rolę, i z tego czerpiesz radość obcowania z danym przedmiotem. To, że jest subiektywnie *ładny*, wynika właśnie z jego obiektywnej funkcji. Dieter Rams nazwałby to pewnie uczciwością designu.

Dobra, koniec pozowania na autorytet. Oddaję głos ludziom z Harvard Art Musem, którzy odwalili kawał dobrej roboty i prezentują ponad 32000 dzieł Bauhausu (grafika, przedmioty użytkowe etc.) w przystępnej cyfrowej formie. Zostaje mi tylko zaprosić Was do oglądania:

To była moja dziewięćdziesiąta piąta historia. Zostało 270 #365historii #365stories