Historia 98: O prywatności w Sieci

Internet to największe dobrodziejstwo, nigdy nie będę temu zaprzeczał. Jednak jak z każdym narzędziem, którego się dotknął człowiek, zyskało także swoje mroczniejsze oblicze. Chcąc lub nie chcąc, dodajemy tam całą masę danych o sobie samych, o tym gdzie chodzimy i z kim, co kupujemy, co myślimy. Wspaniała pożywka dla rządów i firm, które coraz rzadziej grają z nami — obywatelami — uczciwie.

Nie chodzi o to, że mam paranoję. Nawet jeśli jesteś superuczciwym obywatelem, a o tajnych służbach wiesz tyle, co z oglądania Bonda, to i tak ktoś sobie podbiera Twoje dane, choćby dla dopasowania reklam. Taka jest po prostu rzeczywistość, chcąc używać nowoczesnych sprzętów i aplikacji sprzedajesz jakąś część swojej prywatności. Absolutnie nie chodzi mi też o działalność przestępczą, która powinna być ścigana i karana, ale o stosowanie podstawowych zabezpieczeń przez zwykłych, szarych obywateli — dla ich prywatnej, a często intymnej korespondencji, której bez wyraźnej potrzeby nie powinien móc widzieć policjant, ani tym bardziej marketer w korporacji czy cyniczny polityk.

Można zadbać o trzy proste elementy swojego bezpieczeństwa przez:

  1. Szyfrowanie poczty,
  2. Bezpieczną wyszukiwarkę,
  3. Szyfrowany komunikator.

Andy Brandt ukuł fajną metaforę, że wysyłanie niezaszyfrowanego maila to jak posyłanie komuś pocztówki, wkładając ją w przezroczysty pojemnik obwożony przez wszystkie wsie i miasta na drodze do adresata, tak że każdy może przeczytać jej treść. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o szyfrowaniu poczty elektronicznej, przeczytaj ten i ten artykuł. Nie ma tu nic, czego nie zrozumiałby laik, a nawet ta podstawowa wiedza to już jakieś zabezpieczenie. Dla bardziej zaawansowanych polecam też bardzo bezpieczną, szwajcarską skrzynkę mailową ProtonMail.

Wpisujesz coś w Google, a za sekundę na innej stronie masz powiązaną reklamę. Wychodzisz na spacer, a Twój telefon z Androidem zapisuje sobie całą trasę i wysyła na serwer w Mountain View. Chyba nie do końca o to chodzi w prywatności? Jeśli chcesz skorzystać z innej wyszukiwarki niż Google - takiej, która Cię nie śledzi, to zobacz DuckDuckGo. Fakt faktem, jest może mniej wygodna w użyciu niż Google, ale znajduje to, co ma znaleźć i ładnie się integruje ze wszystkimi przeglądarkami, także na telefonach.

Co do komunikatorów, nastręczają one trudności. Po pierwsze— musisz się mieć z kim komunikować. Skoro 99% moich znajomych korzysta z nieszyfrowanego Facebook Messengera (bo mają konta na FB i połączone z nim swoje kontakty, zdjęcia itd.), to małe szanse, że uda się przekonać ich do Signala (chociaż jest obecnie najbezpieczniejszego na rynku), czy gorzej zabezpieczonych Telegrama czy Whatsapp (który to za moment odda nasze dane Zuckerbergowi). Chyba, że będą go traktować jako zapasowy komunikator do “prywatnych” rozmów. Druga trudność— liczba aplikacji. Signal jest dostępny wyłącznie na iOS i Androida, ale już Telegram na wszystkie platformy mobilne i stacjonarne, łącznie z Linuxami. Używając Signala na iPhonie, nie pogadam z nikim, kto posiada Lumię, bo nie ma aplikacji na Widnows Phone. Posiadając WhatsApp, nie pogadam z kimś, kto uparł się na Telegram, bo nie ma konta na WhatsAppie i tak dalej. Mimo to, lepiej się umówić ze znajomymi na jeden standard, niż dać się podsłuchiwać.

Jest jeszcze ostatnie, najważniejsze zabezpieczenie. Bez niego żadna z podanych przeze mnie metod nie ma żadnego znaczenia.

Jest nim własny mózg. Nic nie zastąpi rozsądnego i rozważnego korzystana z Internetu. Naprawdę, nie ma potrzeby powierzania Sieci wszystkich swoich sekretów.

To była moja dziewięćdziesiąta ósma historia. Zostało 267 #365historii #365stories