Historia 99: O wizycie w Brainburgu

Gry, czy to na PC czy Playstation, są dla mnie świetną formą rozrywki i bardzo je lubię (chociaż nigdy nie mam na nie tyle czasu, ile bym chciał). Dla planszówek mam osobny sentyment, związany z tym przyjemnym, fizycznym aspektem grania w nie: rzucania koścmi, ładnych pionków, kolorowych plansz itd. Mam małą kolekcję własnych planszówek (mniejszą rzecz jasna od gier cyfrowych), ale czasem nachodzi mnie ochota zagrania w coś nowego (musiałbym wtedy ją kupić lub poszukać kogoś, który ma daną grę), albo spróbowania sił w innym gronie niż najbliżsi znajomi.

Nie jestem odosobnionym przypadkiem, dlatego ucieszyłem się, gdy naprzeciw moim potrzebom wyszedł Brainburg. To klimatyczny lokal usytuowany przy Szewskiej 21, piętro nad znanym i lubianym Multi-Qlti Tap Bar. Zaraz przy wejściu do klubu gier wita Cię uśmiechnięty kasjer pod muszką, a Ty wkraczasz do pokoju, który mnie przywodzi na myśl słynne mieszkanie przy Baker Street 221B lub salon z czasów prohibicji. Czarne krzesła, czarne stoły, klimatyczne lampy (Ranarp z Ikei, mnie się podobają), oraz naprawdę duży wybór gier planszowych, detektywistycznych, RPG itd. Jest nieźle, ale ciekawym wystrojem czy szeroką paletą gier mogą się pochwalić też inne kluby gier w Krakowie. W porównaniu z nimi, Brainburg ma jednak dużą zaletę — dedykowanych mistrzów gry, czyli osoby pełniące role instruktorów zasad i prowadzących rozgrywki.

Oczywiście, możesz jedynie wynająć sobie stolik na partyjkę w znanym gronie i przynieść swoje gry, ale polecam oddać się w ręce doświadczonego/ej Mistrza Gry w czymś, w co jeszcze nie graliście. My w czteroosobowym gronie ścigaliśmy w sobotni wieczór Kubę Rozpruwacza w grze Listy z Whitechapel i pewnie bawilibyśmy się dobrze sami z siebie, ale wkład prowadzącej rozgrywkę w budowanie klimatu mglistego XIX-wiecznego Londynu, sterowanie poczynaniami Kuby i płynne wprowadzenie nas w zasady — to są rzeczy nie do przecenienia, kiedy nie masz czasu na wertowanie podręcznika do gry, a po prostu chcesz czerpać przyjemność z tego, że siedzisz z przyjaciółmi, jest fajnie, podjadacie przekąski i dajecie się wciągnąć rozgrywce.

Obsługa to prawdziwi pasjonaci grania i widać, że tak naprawdę nie czują się jak w pracy, ale bawią się razem ze swoimi klientami.

Za dwie godziny rozgrywki z instruktorką zapłaciliśmy 40 zł, co daje śmiesznie niską cenę 5 zł za osobę za godzinę gry. To naprawdę najlepszy sposób wydania 5 złotych jaki znam, dlatego do Brainburgu wstąpię na pewno jeszcze nie raz i nie dwa, a Was też zapraszam do złożenia tam wizyty.

Wystarczy się zarejestrować lub zadzwonić tutaj.

To była moja dziewięćdziesiąta dziewiąta historia. Zostało 266 #365historii #365stories