Budżet obywatelski w Gdańsku — historia z lekcją do odrobienia

Budowanie zaufania to proces żmudny i długotrwały. Gdański budżet obywatelski dał nam kolejną lekcję do odrobienia. Jego piąta edycja zakończyła się właśnie dogrywką, poprzedzoną dość dużą awanturą medialną. Kiedy opadł już kurz bitewny, a wybrane przez mieszkańców projekty przeszły do realizacji, dopiero na spokojnie i bez skrajnych emocji poczułem się gotowy do komentowania. 
 
 Chciałbym krótko zastanowić się nad tym, co właściwie się stało i czego się na tym możemy nauczyć.

Foto. Jerzy Pinkas — www.gdansk.pl

Dla przypomnienia, budżet obywatelski jako inicjatywa, której wprowadzenie w Gdańsku poprzedziła wieloletnia dyskusja, miał stać się szansą na realizację postulatu partycypacji mieszkańców w procesie zarządzania miastem.

Pierwszy raz w Polsce użyto tej procedury w sąsiednim Sopocie. Trzy lata później przeprowadzono pierwsze obywatelskie głosowanie w Gdańsku. Już po drugiej edycji nastąpiły istotne zmiany, a potem co roku modernizowano kształt tego jak zbierane są wnioski, jak przebiega całość głosowania oraz realizacja budżetu. Uważam, że fakt przeprowadzania stałej ewaluacji i zmian, dobrze świadczy o wszystkich uczestnikach debaty. Krytyka, komunikacja, umiejętność podejmowania ciągłych zmian i trud słuchania racji, to cecha coraz bardziej dojrzałej demokracji. 
 
Co roku przetacza się dyskusja na temat frekwencji, która mimo wprowadzania różnych pomysłów (jak wspólny termin głosowania, a co za tym idzie promocji w całym Trójmieście) nie rośnie. Ocena, jakie są tego przyczyna co roku dzieli urzędników, dziennikarzy i aktywistów.

Zaletą corocznego budżetu obywatelskiego jest to, że angażuje jakąś część mieszkańców w proces składania wniosków, przechodzenia oceny formalnej, organizowania poparcia wśród społeczności lokalnej. Wadą zaś to, że angażuje relatywnie niewielką część uprawnionych do głosowania, mimo poszerzenia grupy o roczniki powyżej 16 roku życia i tego, że projekty dotyczą często naszego najbliższego sąsiedztwa.

Osobiście uważam, że największym mankamentem budżetu obywatelskiego jest brak świadomości po stronie większości mieszkańców, że budżet obywatelski jest integralną częścią finansów miasta, a nie specjalnie wydzieloną „ekstrakasą” i że jest innym sposobem ustalania priorytetów społeczności miasta. Mieszkańcy wiedzą, że to środki, o których decydują, ale nie łączą ich z całym obrazem miasta, jego potrzeb, dochodów itd. Nie mają wiedzy i narzędzi do tego, aby być równorzędnym dla miasta partnerem. Budżet obywatelski pełni więc rolę kieszonkowego, którego zasady oderwane są od dochodów i wydatków rodziny i tylko nielicznych mieszkańców uczą prawidłowego gospodarowania swoim budżetem. Miałem nadzieję, że w miarę kolejnych edycji uda się wypracować takie mechanizmy, które tę lukę kompetencyjną wypełnią. Niestety sam proces w dzisiejszym kształcie nie urzeczywistnia tego.

Budżet obywatelski koncentruje się na samym wydawaniu pieniędzy, a nie np. na tym jak sfinansować różne potrzeby, jak obniżyć koszty, jak skutecznie rozwiązywać problemy. Ba, nawet nie posuwa nas do przodu w umiejętności definiowania tych problemów. Mam wrażenie, że brakuje chęci rozmowy o kosztach utrzymania poszczególnych inwestycji finansowanych w ten sposób i ich wpływie na całą społeczność. Nie dopracowaliśmy się żadnych standardów, które podwyższałyby poziom wiedzy nas wszystkich w tym zakresie. Stopień skomplikowania rzeczywistości prawnej, w jakiej funkcjonują polskie samorządy jest tak duży, że wielu elementów tego systemu nie rozumie przeciętny mieszkaniec, tylko bardzo wyspecjalizowani urzędnicy, którzy czasem chętnie, a częściej niechętnie dzielą się tą wiedzę. Często z powodu przeciążenia obowiązkami i ciągłymi zmianami w prawie.

Jeśli relacje pomiędzy wybranymi przedstawicielami w wyborach, a społecznością funkcjonują źle i budżet obywatelski ma te relacje poprawić i budować zaufanie, to obecne zasady i formuła, jaka przyjęła się w Polsce, nie spełniają swojego zadania.

Na zdjęciu Justyna Piwko z Urzędu Stołecznego Miasta Warszawy fot. Jerzy Pinkas www.gdansk.pl

Kryzys, jaki nastąpił w wyniku błędów w systemie informatycznym, zamówionym przez Urząd Miejski, pokazał również, nie po raz pierwszy, że umiejętności dyskusji i rozwiązywania problemów efektywnie brakuje nie tylko urzędnikom, ale również miejskim aktywistom i mediom, które często nie bardzo potrafią obiektywnie relacjonować spory, walcząc o kliknięcia bardziej, niż o rzetelne informowanie.

Projekt zmian w ustawodawstwie, który narzuca wdrożenie tej formy partycypacji we wszystkich gminach w Polsce jeszcze pogłębia zamęt. Dla bieżących korzyści, kreuje się atrapę, która ma w oczach mieszkańców przysłonić inne zmiany. Paradoksalnie sama ustawa procedowana jest w sposób urągający zasadom partycypacji społecznej.

Przydługi to wstęp, ale bez szerszego kontekstu trudno oceniać wpadkę, jaką zaliczyła procedura obywatelskiego głosowania w Gdańsku w tym roku.

Mieszkańcom trudno zrozumieć, jak bardzo uregulowane są różne procedury działań w samorządzie i na jak wiele rzeczy nie mamy wpływu, np. na to, żeby nagradzać najlepszych nauczycieli, wpływać na jakość pracy policji, straży pożarnej czy służby zdrowia. Z kolei dostęp do istotnych informacji o tym jak działa samorząd, jakie przesłanki stoją za poszczególnymi decyzjami, o podstawowych danych ekonomicznych jest dość ograniczony, choć trzeba przyznać, że Gdańsk dokonał w tej kwestii gigantycznego postępu w ostatnich latach. Warto przejrzeć zakładkę informator na stronie http://www.gdansk.pl/budzet-obywatelski i rzeczywiście jest tam sporo treści edukacyjnie bezcennej.

Problemy, które widzę w swoim mieście naznaczają też i inne miasta z budżetem obywatelskim, choć zapewne już dziś, przy obecnym systemie prawnym można to zrobić lepiej.

Dziś w Gdańsku jesteśmy już po „dogrywce” głosowania na projekty 2018 r., która nie zmieniła zbyt mocno wyników.

Spotkanie na temat przyszłych rozwiązań dotyczących BO w Gdańsku w ECS ot. Jerzy Pinkas Gdansk.pl

Wnioski, jakie można wyciągnąć z dyskusji, która przetoczyła się przez trójmiejską sferę aktywistów, media i różne społecznościowe kanały można podsumować w kilku punktach:

  • na władze miasta i urzędników zostały rzucone ciężkie oskarżenia, choć sugerowanie, że krył się za tym jakikolwiek interes w manipulowaniu wynikami głosowania, to moim zdaniem zdecydowanie nieupoważniony wniosek
  • na pewno procedura wyłonienie sposobu obliczania wyników głosowania nie była dobrze przemyślana. A najniższa cena nie zawsze jest dobrym wyznacznikiem wyboru, zwłaszcza, kiedy cierpi na tym poziom zaufania do władz, który w Polsce i tak jest na dramatycznie niskim poziomie. To, że nie zabezpieczono wykonania testów jest poważnym błędem. Słusznie też komentatorzy wytykają odpowiedzialnym urzędnikom, że nigdzie i nigdy wprost nie przeprosili, nie przyznali się do poważnego zaniedbania. Nie uważam, żeby kodeks pracy w Polsce dawał podstawy do decyzji personalnych w tym przypadku, ale wypadało powiedzieć na przykład: „Daliśmy ciała. Przepraszamy. Zaufaliśmy za bardzo firmie, która przeprowadziła takie głosowania w wielu miejscowościach w Polsce i nie zabezpieczyliśmy dostatecznie naszych interesów.” Tyle należało powiedzieć.
  • mechanizm głosowania, mimo medialnej dyskusji, jest nadal niezrozumiały dla wielu mieszkańców i nietransparentny. To, że urzędnicy mają dostęp do wyników w trakcie głosowania, w tym również do danych o frekwencji, a nie wyświetla się ich online na bieżąco, powoduje również powstawanie niepotrzebnych teorii spiskowych
  • wadą budżetu obywatelskiego nie tylko w Gdańsku, ale i w innych obserwowanych miejscowościach, jest to, że wcale nie jest demokratyczny i równościowy. Widać w nim jak w soczewce inne problemy naszej demokracji. Przechodzą wnioski tych, którzy mają dostęp do publiczności, mediów, lub mają ponadprzeciętne możliwości, umiejętności komunikacyjne. Jednym z narzędzi promocji jest niestety również „rozpętywanie afer”, że użyję takiego określenia, wiedząc że to uproszczenie nadmierne
  • proces udoskonalania powinien postępować z każdym rokiem, powinien zawierać np. wprowadzenie przesyłania potwierdzeń SMS-owych z oddanym głosem. Dzisiejsze zasady budżetu obywatelskiego są efektem pewnej dyskusji, która toczy się od lat. Nie jest wcale powiedziane, że to idealne zasady. Warto nadal dyskutować o tym, w jakim wieku jesteśmy gotowi do głosowania, kto jest z definicji mieszkańcem a kto nie. Czy powinny być projekty infrastrukturalne finansowane w ten sposób czy nie itd. itd. W dyskusjach, które śledzę pojawia się wiele wątpliwości i wątków i wydaje mi się, że to doskonała sposobność do kształtowania stałej dyskusji na ważne dla nas wszystkich tematy. A to jest jeden z takich tematów. Dwa tygodnie temu na spotkaniu w ECS (tutaj link do realcji z tego spotkania) mieliśmy okazję posłuchać o tym, jak Warszawa projektowała rozwiązania i jak podeszła do tematu. Myślę, że w tym wypadku stolica zrobiła to lepiej niż Gdańsk i należy zaczerpnąć z doświadczeń innych samorządów
  • bezpieczne i stabilne systemy, zdolne obsłużyć dużą ilość działań, kosztują i będą kosztować. Dobrze, że dyskusja na temat tego, czy zlecać usługę na zewnątrz czy wykonać ją własnymi siłami w urzędzie odbywa się dziś bardziej transparentnie. Moim zdaniem istnieje wiele opcji wykonania dobrego, dość bezpiecznego i sprawnego systemu, który jednocześnie zapewni pełną transparentność i co ważne anonimowość. Demokracja kosztuje i od tego jak bardzo uznamy, że jest dla nas cenna i ważna zależy jak priorytetowa stanie się np. procedura wszelkich konsultacji. To nasz poligon demokracji, miejsce gdzie się nawzajem uczymy, dyskutujemy, poznajemy, uczymy szanować nasze potrzeby, często sprzeczne
  • Po stronie urzędników odpowiedzialnych za promowanie budżetu obywatelskiego, ale i przeprowadzanie głosowania i późniejszą realizację, istnieją ogromne braki w kompetencjach informatycznych, komunikacyjnych, które powinny zostać przepracowane z pomocą obywateli miasta. Nieumiejętność grania w otwarte karty, z otwarciem na każdy pomysł i otwartymi drzwiami dla mieszkańców, widać po wszystkich stronach tych wewnątrz i na zewnątrz urzędu
  • potrzebujemy nowych narzędzi do stałego rozmawiania, musimy testować i budować systemy do e-votingu, które umożliwią nam skuteczną partycypację i dyskusję z mieszkańcami nie tylko na temat „kieszonkowego”, ale na wiele innych tematów
  • potrzebujemy rozbudowy i zmiany sposobu wyłaniania pomysłów na wnioski objęte budżetem obywatelskim. To powinien być czas, w którym dyskutują ze sobą wszystkie grupy interesów, kiedy rozmawiamy o problemach miasta, poszczególnych dzielnic, ulic, podwórek. To powinien być też system zbierania opinii na różne bieżące tematy, również te o których debatują aktualnie radni i urzędnicy. Wreszcie musimy szukać takich metod, w których pokażemy jak najwięcej danych, pomożemy przełożyć doświadczenie laików na pracę specjalistów, nauczymy się nawzajem jak funkcjonuje miasto, budżet, jakie mamy ograniczenia, a jakie możliwości. De facto postuluję, żeby budżet obywatelski wykorzystać jako stałą, cykliczną ogólnomiejską akademię debaty, wiedzy o mieście, samorządzie — czyli prawdziwą szkołę Smart Citizens, bez której ideały Smart City 3.0, o których pisałem na tym blogu już ponad dwa lata temu, nie da się urzeczywistnić
  • rozwiązania można wymyślić i wdrożyć również w uspołecznionej, partycypacyjnej formie, poprzez konkursy na rozwikłanie problemów, poprzez zaangażowanie branży ICT, ale także tych, którzy profesjonalnie zajmują się ergonomią informacji. Nie brakuje takich ludzi w naszej metropolii, sam codziennie mam z nimi kontakt w ramach Civic Hub i innych miejsc spotkań. Generalnie byłoby dobrze gdyby urząd miejski w Gdańsku i innych miejscowościach nauczył się i wypracował procedury opiniowania, zasięgania porad u fachowców, którzy często są chętni wspomóc miasto w którym pracują czy mieszkają swoim doświadczeniem, o ile widzą, że ich głos jest w ogóle brany pod uwagę. To wymaga wysiłku, który trzeba zamienić w nawyk
  • należy stale konfrontować używane technologie i sposoby działania z tym, co dzieje się w tych dziedzinach w innych miastach, krajach czy biznesie i wdrażać w miarę możliwości, w sposób zwinny kolejne sposoby poprawiania jakości działania i skuteczność rozwiązywania problemów. Na spotkaniach z urzędnikami, również przez ostatnie lata, gorąco orędowałem za poszukiwaniem nowych sposobów uprawiania demokracji przez dostępne narzędzia, za współpracą z aktywistami, organizacjami pozarządowymi, uczelniami — a w każdym razie na poważnie traktować je jako alternatywę dla dużych przetargów, w których poszukuje się jednego wykonawcy, od którego życzliwości zbyt wiele potem zależy
  • trzeba przeanalizować koszty, wady i zalety różnych rozwiązań, nawet takich jak blockchain, które są w stanie zagwarantować zarówno bezpieczeństwo jak i transparentność
  • last but not least, ważna jest otwartość reprezentowana przez wszystkie strony dyskusji — w końcu wszystkim nam chodzi o to samo — żeby żyło nam się jutro w lepszym miejscu, niż wczoraj.

Jako organizatorzy społeczności Civic Hub w Gdańsku zaproponowaliśmy współpracę w zakresie uspołeczniania tego procesu dyskusji. Ta propozycja została przyjęta i nadal jest z naszej strony aktualna. Mam tylko swoją osobistą prośbę, żeby urzędnicy ustalając spotkania robili to tak, żeby umożliwić udział innym, którzy muszą dostosować swoje społeczne zaangażowanie do możliwości czasowych. Ale to tylko drobna, mała prośba, którą z pewnością da się wdrożyć.

Na koniec, wszystkim mieszkańcom Gdańska polecam wypełnienie ankiety, w której możecie zawrzeć wasze własne postulaty. Ja moje wpisałem. Czasu na wypełnienie zostało niewiele, bo tylko do końca stycznia 2018.

Ankieta znajduje się tutaj: http://bo2018gdansk.badanie.net/ankieta/zakonczenie/id/315889/ankieta-ewaluacyjna-budzet-obywatelski-2018.html