Rok poprzeczki

Podsumowanie, ewaluacja, rysowanie na kartkach planów na przyszłość to nawyki, które nabyłem i mam nadzieję, że pozostaną we mnie na zawsze. Drogi czytelniku tego wpisu, masz więc okazję poczytać moje podsumowanie.

Co mogę powiedzieć o odchodzącym roku? Że był inny niż lata dotychczas, bo jego zasadniczą cechą były małe kroki naprzód i doskonalenie tego, co już się udało. To rok, który nazwałbym rokiem kontynuacji, rokiem ciągłego podnoszenia i przeskakiwania ustawianej ciut wyżej poprzeczki.

fot. Rafał Nitychoruk — ZadużoSłów

Z perspektywy czasu oceniłbym, że to kolejny rok spełniania marzeń. Innych niż w latach poprzednich, ale cóż… marzeń mam wiele.

A od lat marzyłem o tym, żeby dać sobie taki dłuższy czas na refleksję, podnoszenie własnych kwalifikacji, na pisanie, na naukę, czas na swoje zdrowie, czas na przyjaciół i życie osobiste. Żeby znaleźć równowagę między pracą a życiem osobistym, między obowiązkami a hobby i wypoczynkiem. 
I ten rok był pod każdym z tych względów był wyjątkowy.

Ze spisanych na jesieni 2016 roku planów na przyszłość, zdecydowaną większość udało mi się zrealizować. Sam jestem zdumiony jak wiele się może udać w ciągu jednego roku. Niektóre cele zrealizowały się trochę inaczej niż sobie top wyobrażałem (czasami osiągałem coś zupełnie nieoczekiwanego jak np. odpalenie Civic Hub), inne z dużą nawiązką (zamiast 500 założonych na ten rok kilometrów przebiegłem prawie 2000), ale udało się. Każdy z tych celów miał mnie rozwijać, ubogacać, więc jestem z siebie i dumny i zadowolony, że poszło jak poszło.

Co w tym roku było jednak najważniejsze i dużo bardziej istotne niż szczegółowe cele, to fakt, że przez cały rok, na okrągło, stawiałem sobie coraz wyżej poprzeczkę, metodą prób i błędów osiągając ciągle centymetr wyższy skok.

Udało mi się utrzymać wszystkie fajne rzeczy, jakie zdobyłem wcześniej. Udało mi się systematycznie i metodycznie wprowadzać duże i małe pozytywne zmiany w swoim życiu i otoczeniu.

Poprzedni rok, 2016, był czasem wielu przełomywch zmian. Rok 2017 był niesamowity, bo udało mi się to wszystko kontynuować i stale osiągać postępy. Trudno powiedzieć jak długo będzie mi się to nadal udawało, ale dziś, w ostatni dzień roku 2017 jest super. 
Doskonale też pamiętam chwile trudne, kryzysy, zniechęcenia i najbardziej jestem dumny z tego, że je potrafiłem pokonać.

2017 rok, to również zmaganie się z chorobami bliskich, z trudnościami w samodyscyplinie i utrzymaniu systematyczności, ale nie spodziewałem się że będzie inaczej.

Choroba i starość w nabliższej rodzinie to coś, co przebudowuje całe życie i priorytety. Tak jest i w moim życiu.

Ale to rok stabilizacji i przyzwyczajania się do życia, w którym nie ma gwałtownych zmian.

Wreszcie to rok, w którym odpaliłem z Kasią podcast Stacja Zmiana i przeżywam cały czas wielkie i niesamowite doświadczenia jakie to ze sobą niesie.

To również rok spotkań i poznawania wielu niesamowitych ludzi. Niektórzy z nich, wspierali mnie całe te 12 miesięcy. Nic lepszego nie mogło mi się przytrafić niż przyjaciele, znajomi, ludzie napotykani przy okazji pracy, działalności społecznej czy nagrywania podcastu. Każdy z was zostawił we mnie kawałek siebie.

Rok, w którym przebiegłem trenując bieganie ponad 2000 km. W tym ekstremalną Kaszubską Poniewierkę i maraton w Poznaniu oraz wiele krótszych biegów.

Rok w którym nauczyłem się o sobie i swoim ciele więcej niż kiedykolwiek indziej, również o jedzeniu, spaniu, odpoczywaniu, regeneracji… co okazuje się być trudniejsze niż nadmierne oddawanie się pracy.

Pod każdym względem: fizycznym, duchowym, zawodowym, osobistym, to był dobry rok. Dobry nie dlatego że łatwy, bo łatwy nie był. Ale dobry, bo rozwinął we mnie jszcze więcej CZŁOWIEKA. 
A w sumie po to się żyje, żeby stawać się nim coraz bardziej.

Życzę wam tego, czego i sobie. Jeszcze bardziej być, w pełni człowiekiem, w 2018 roku i każdym następnym jaki nam przyjdzie przeżyć.