10 drinków, które zwiększą Twoją produktywność

Robienie list i planowanie to zdaje się jedne z najbardziej pożądanych umiejętności na rynku życia. Jak nie planujesz, to grasz w filmie bez scenariusza, a wtedy uważaj, bo improwizacje skończą się jak te w “Procesie” Lupy, czyli leżysz człowieku na łopatkach jak dajmy na to żółw (nie jestem pewna, czy ma łopatki), i niby patrzysz w niebo szczęśliwy, ale w miejscu stoisz ucieszony swoją nieświadomą niedolą. Przyznaj, błazenada.

Albo z drugiej strony — planujesz swoje jestestwo co do dnia, bo przecież masz cele, a cele są po to, by je realizować, marzenia się nie spełniają, je się spełnia, a przecież jak pada, to głupotą jest wychodzić bez parasola. Czyli do roboty, leniuszku!

I jesteś w tym wszystkim, jak między młotem a kowadłem, być na nie być, Yin i Jang, zamiast — zgodnie z założeniem szczęśliwości — współżyć z nimi, tworząc harmonię żywota Twojego, Jezus.

Z planów poważnych, to owszem, mam. I te dotyczące zarabiania dolarków, i te dotyczące domu (także w sensie nie ścian) oraz na emeryturę jak odkładać. Z tych mniej poważnych to właśnie zaczynam listę, na której jedną z pierwszych pozycji będzie koncert Bajmu w Walentynki i upieczenie chleba bananowego, bo zasmakowałam w nim jak mój pies w granulacie z jelenia.

I chyba zacznę pisać. Bo jak sobie przypomnę kim chciałam być w dzieciństwie, to głównie reżyserem i pisarką. A przecież jak wiadomo to w dzieciństwie podejmujemy najważniejsze decyzje dotyczące dorosłości. Skoro więc tak sobie o sobie myślałam, to dlaczego nie. Pisać wciąż lubię.

A gdyby tak zacząć robić tylko to, co się lubi? Oczywiście, dziękuję Pani za to pytanie, spieszę z odpowiedzią.

Jadłabym, rekomendując.

Piłabym. Głównie wino i łychę, nie ma co ukrywać. Ze szczęśliwością polecałabym Wam wytrawne drinki, przy których lepiej wygląda się przy barze lub cokolwiek (10 drinków, które zwiększą Twoją produktywność!)

Pojechałabym gdzieś. Żeby pić i jeść.

No i mogłabym napisać o tym, jak się nie rozumiemy, a jak bardzo chcemy.

Takie pomysły. Może jednak zacznę od Bajmu i jakiejś wyprawy do Lichenia. Nie ma co się od razu rzucać na wielkie sprawy jak karp na święta w siatce. Jeszcze się przedwcześnie uduszę lub padnę na suchoty.

Ja wiem jak to brzmi, ale tak właśnie wygląda u mnie inspirująca niedziela. Hej ho!