Chip myślowy i kobiecość w służbie społeczeństwu (cz. 2)

Hot Volcano i korek w metrze (poprzedni tekst)

Budynek przy 43-ej. Podstarzały wieżowiec mieszkalny czy korporacyjny moloch — trudno stwierdzić. Podobno projektowało go dwóch architektów. Zaczął romantyk, miłośnik secesji. Popełnił samobójstwo, po tym jak przegrał na giełdzie cały swój majątek. Projekt dokończył syn bankiera, modernista. Dożył późnej starości. Zamiast dzieła sztuki użytkowej, powstał koszmarek. Budynek z secesyjną konstrukcją, ciętym szkłem i metalem, nałożonym na lekkie, finezyjne łuki. Jedne drzwi otwierają się do środka, inne na zewnątrz. Niektóre okna są okrągłe, inne kwadratowe. Rozkładu pięter trzeba nauczyć się na pamięć. Jak mówi Maria, nasza sprzątaczka: “Mamy szczęście. Karaluchy dochodzą do 20 piętra. Nawet one nie mogą znieść tego stylu. Dom wariatów” — dodaje pod nosem.

Biuro w “Domu wariatów” było tanie. Jeden pokój typu klitka. 3 na 4,5 metra kwadratowego. Brak okien. Biurko z krzesłem. W prawym kącie szafa zamykana na klucz. Rudawe zacieki przy rogach sufitu. Dostęp do wspólnej przestrzeni — dużego salonu z kanapami, pufami i widokiem na New Jersey. To jedyne miejsce, które oglądają potencjalni najemcy.

8:57 rano. Wyskoczyłam spocona z windy. Karta magnetyczna w lewej ręce. Klucz do biura w prawej. Bam. Zielone światło na czytniku. Push. Wąski korytarz. Metalowe drzwi po prawej stronie. Przekręciłam klucz w zamku. Dwie minuty.

- Cześć, John. Jak się masz? — powiedziałam na wydechu.
- Dobrze… Zaczęłaś biegać?
- Przecież wiesz, że nie. Bieganie i taniec nie pasują do siebie.
- E… przesądy. Jeszcze kiedyś się “nawrócisz”. Mówię ci! — Moje powątpiewanie było widoczne przez Skype, pomimo wyłączonego modułu emocji. — W każdym razie jeszcze raz dzięki za wsparcie eventu w Nowym Jorku. Był mega duży odzew. Dwieście osób na liście oczekujących.
- To świetnie! Słuchaj… Jest taka sprawa. Jak wiesz, poza mną w zespole jest pięć osób. Krzysiek — mobile i grafika, Mary — backend, Kate — nasza PR i marketing manager, Ania współzałożycielka, zajmująca się głównie kontaktem z klientami, i jeszcze Marta — nasza tech lead.
- Marta Wrońska?
- No tak.
- Marta wraca do Polski. Mówiła mi, że nie dostała nowej wizy.
- Właśnie, o to chodzi. John, znamy się tyle lat. Wiesz, że bardzo cię cenię jako programistę z… jak to powiedzieć… silnie rozwiniętymi umiejętnościami społecznymi…
- Zawstydzasz mnie. — Emotikonka “;)” pojawiła się na ekranie. — Wiem, wiem. Nie musisz mi słodzić. Chcesz, żebym przejął rolę Marty?
- Chcę, żebyś był nowym tech leadem w UpDance. Na razie koordynowałbyś pracę Krzyśka i Mary. Jak przejdzie kolejna runda finansowania, to planujemy powiększyć zespół. Marta wyjeżdża za dwa miesiące. Najlepiej, jakbyście chwilę popracowali razem. Mógłbyś zacząć w październiku.
- Zdalnie, z San Francisco, 20 godzin tygodniowo, tak jak Marta?
- Tak byłoby najwygodniej. Przemyśl sprawę na spokojnie i pogadajmy jeszcze w tym tygodniu.
- Nie powiem, żebyś mnie zaskoczyła. Chcę z tobą pracować. Zastanowię się nad moimi warunkami i odezwę się koło czwartku.
- Fantastycznie!

Poszło gładko. Gdyby John nie był na serio zainteresowany, to już by powiedział “nie ma szans, znajdź kogoś innego”. Za to go cenię. O ile nie przestrzeli stawki, to mam nowego tech leada.

Kawy… Adrenalina puściła. Ciało z nową siłą przypomniało sobie o kacu. Rene — ciekawe, czy już wstała. Mam nadzieję, że nie jest na mnie zła. Kupię jej kwiaty w drodze do domu.

Taniec jest najbardziej zmysłową z nieseksualnych form rozrywki wymyślonych przez człowieka. Ciała tancerzy wzajemnie dopasowują się do siebie. Zaczynają rozmawiać. Wspólnie oddychać. Wysyłać i reagować na bodźce. Ta harmonia ma znaczenie nie tylko na parkiecie. Pary, które…“ — Oderwałam wzrok od ekranu. Ciekawe, czy były jakieś badania na ten temat. E… musiały być. Brzmi wiarygodnie. Czy to znaczy, że tworząc apkę, “z którą znajdziesz wymarzonego partnera na gorączkę sobotniej nocy”, pracuję nad kolejnym serwisem randkowym? — “Jasne że tak “— głos Kate, PR manager włączył się automatycznie w mojej głowie.

— A… to była twoja prywatna myśl, a nie pytanie? — ciągnęła Kate.
— Tak, ale dobrze, że się włączyłaś — nie wiem, czy przyzwyczaję się do tego software’u. Muszę lepiej ustawić kluczowe słowa.
— Słyszałam…
— He, he. Skoro już rozmawiamy. Jest coś, co nie daje mi spokoju. Nie jest związane z projektem. Pamiętasz ten film, na którym byłyśmy w zeszłym tygodniu? Ten dokument o Bible Belt.
— Pamiętam. Nadal śni mi się po nocach.
— Tak, ten. Ciągle jestem wkurwiona. Według tych ludzi każda kobieta powinna służyć wybranej istocie ludzkiej, która ma penisa. Nie ma innego sposobu na szczęście, spełnienie i cały ten pakiet “dobrego życia”. Sama widziałaś! Nadal są takie miejsca w Bible Belt, które uczą jedynej, słusznej drogi — jak być kobietą, a jak mężczyzną. Czytaj: jak być mężem i żoną. Albo celibat, albo slave-master, edycja — przedmieścia. “Kobiecość” w służbie społeczeństwu.
— Ale wiesz, że w takim układzie faceci też mają przerąbane? Nie mogą pokazać słabości, emocji, zawsze muszą być odpowiedzialni. Chronić swoją wiarę i rodzinę każdym oddechem. A co, jeżeli nie chcą? Co, jeżeli są gejami?… Ale wiesz, co mnie przeraża najbardziej? Może oni mają rację.
— No co ty, Kate! Ciebie najbardziej przeraża bomba atomowa.
— Ha, ha. No tak, tu mnie masz. Eliz, a tak serio. Nie myśl o tym za wiele. To ich problem, nie twój.
— Wiem, wiem. Nie zmienię wszystkich.
— Skoro już rozmawiamy. Mam fajny pomysł, jak użyć chipu myślowego w naszej apce (…)

— — —

Zapraszam Was do świata Eliz — trzydziestolatki mieszkającej w jednej z wersji Nowego Jorku. Będzie o startupach, technologiach które jeszcze nie istnieją, tańcu, sztuce, barach, seksie i miłości.

Zdjęcia są prawdziwe. Zrobione przeze mnie.

Kolejna część za tydzień.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.