Ćwiczę słaby punkt

Żaden ze mnie Bruce Lee czy inny bohater, ale przemawia do mnie stwierdzenie, że jeśli się czegoś boisz to mów o tym głośno.

To jest ponoć czeskie (?) powiedzenie. Więc z przyjemnością odkryłam, że moi sąsiedzi (kiedyś mieszkałam jakieś 20 minut od granicy z Czechami) mają absolutną rację w tej kwestii.

Od kiedy sięgam pamięcią byłam nieśmiała i synonimem mojej nieśmiałości może być sucha bułka, którą nota bene pokazuję czasem na moich szkoleniach. Gdyby mi taką suchą bułkę sprzedano w sklepie, podziękowałabym i pewnie pocałowała jeszcze w rękę! O tak. Dziś taka sytuacja nie ma miejsca, ale moja nieśmiałość pozostała ze mną w jakimś stopniu.

Owszem, nauczyłam się walczyć o swoje, mówić czego oczekuję i co sprawia mi dyskomfort lub radość, ale mam wrażenie, że nie mogę wyrzec się tego, jaka byłam kiedyś. Bo to sprawiło po części to, kim jestem dziś. Poza tym, obserwacja własnej ewolucji sprawia mi niemałą satysfakcję.

Nigdy nie ukrywałam, że jestem nieśmiała i gdy dziś o tym wspominam jest mi łatwiej. Oswajam olbrzyma. Uczę się samej siebie, dostaję cenne lekcje od ludzi i zauważam, że akceptacja tego, jaką jestem pozwala mi być tu i teraz z niemałą dozą satysfakcji.

Bywa, że zbyt mocno analizuję, ale to temat na inny czas.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.