Spodziewaj się wszystkiego.

Gdy prowadzisz firmę oczywiście. Może to wiesz, a może nie, ale na pewno nie jesteś na to gotowy. Dopiero jak się wydarzy coś, co może Cię wytrącić z równowagi lub ‘zdziwić’ nauczysz się kilku rzeczy.

Pod warunkiem, że będziesz mieć dystans do tego, co robisz zawodowo i do ludzi generalnie.

A więc: dystans. To pierwsza, najważniejsza część schematu pt. ‘nie daj się zwariować we własnej firmie’. A także najtrudniejsza. Przychodzi z czasem, gdy zaczynasz poznawać swą wartość, uczyć się na błędach i akceptować porażki. Z nich wyciągasz świetne lekcje, a że bolą.. no cóż. Tough life.

Druga rzecz to porzucenie ‘nadanalizowania’. Nie wiem jak to inaczej nazwać, ale jeśli spędzasz czas na nadmiernym analizowaniu tego, co źle poszło, co mogłeś powiedzieć, a nie powiedziałeś, co mogłeś jeszcze zrobić… don’t. Nie rób tego, bo zapędzi Cię to w kozi róg. Poza tym ucierpi na tym Twoja psychika, rodzina, przyjaciele i firma przede wszystkim. Wyciągaj wnioski, prowadź notatki z każdego spotkania (dobrego/złego), analizuj ale nie szczegółowo. Nie masz na to czasu, spożytkuj je na nowe projekty lub ulepszanie tego, co poszło nie tak.

Trzecia rzecz to dobieraj ludzi mądrze. Korzystaj z intuicji, to jedna za składowych sukcesu. Słuchanie siebie to powinien być nawyk każdego zdrowo myślącego przedsiębiorcy. Zadawaj pytania, interesuj się rekomendacjami i nie twórz załogi na obraz i podobieństwo siebie, bo wtedy będziesz mieć tylko swoją perspektywę na biznes. Nie innych.

Czwarta rzecz? Miej życie poza firmą. Mówią, że najlepsze pomysły przychodzą poza pracą. Jest coś w tym. :-) Korzystaj!