Mikrofalowa Przygoda Pana Nowaka w Elektrycznym Świecie, Rozdział 15

Po godzinie 18 do domu wrócił Zenon wraz z kilkoma kolegami z ruchu oporu. Przedstawiciele robotniczych związków zawodowych wnieśli do mieszkania wielką, drewnianą skrzynię i pokaźny plik zadrukowanych kartonów.

Pan Nowak przywitał się ze swoimi towarzyszami i z ciekawością przyglądał się drewnianej skrzyni.

- Co to jest? — zapytał.

- To jest nasza radiostacja — oznajmił jeden z opozycjonistów.

- Po co? — dopytywał się pan Nowak.

- Żeby nadawać nasze audycje. Założyliśmy przecież radio „Wolny Elektryczny Świat”. Nie pamięta pan? — odpowiedział Zenon.

- Nieważne — odparł pan Nowak, po czym wskazał na plik kartek — A co to za kartony?

- To są plakaty propagandowe, które przygotowaliśmy — powiedział Władysław, przedstawiciel górników.

Pan Nowak spojrzał na plakaty. Przedstawiały one jego samego trzymającego w jednej ręce odciętą głowę Alter-Nowaka, a w drugiej unoszącego w triumfalnym geście karabin.

- Bardzo ładnie, bardzo ładnie… Tylko narysowaliście mi ten karabin w złej ręce — stwierdził pan Nowak.

- Jak to złej? — obruszył się Władysław.

- No lewej! — odpowiedział pan Nowak.

W pokoju zapanowało wielkie poruszenie i czuło się narastające napięcie.

- Masz coś przeciwko leworęcznym, homofobie jeden?! — wrzasnął Władysław.

- Nie, nie… przecież nie o to chodzi… Jak jesteś taki mądry, to sprawdź w słowniku, co dokładnie znaczy „homofob”- zaczął pan Nowak.

- Oj, ja wiem doskonale, o co tu chodzi! Jesteś nietolerancyjny, dyskryminujesz innych od siebie! Może jeszcze zwyzywasz biednego Johna, co? — przerwał mu Władysław, wskazując na stojącego obok przedstawiciela Związku Czarnoskórych Obywateli Elektrycznego Świata. Pan Nowak próbował coś wymyślić, żeby udowodnić, że nie jest rasistą. W końcu palnął:

- Nie, przecież to nie jego wina, że urodził się czarny.

Oczy wszystkich w pokoju zwróciły się w stronę pana Nowaka, do którego powoli docierał sens słów, wygłoszonych przed chwilą. Awantura wydawała się nieunikniona.

- Widzicie? — powiedział Władysław. — To jest cham, homofob i rasista! Jak tak ma wyglądać ten wasz cały ruch oporu, to ja rezygnuję!

- Daj spokój. Nowak się tylko przejęzyczył — próbował uspokoić go Zenon.

- Zamknij się! To, że ten stary dziad wpadł do twojego domu przez dach, nie oznacza jeszcze, że możesz mi tutaj rozkazywać! — krzyknął górnik. — Poza tym, tobie też warto się przyjrzeć. Wielki dom, umeblowany, z ogródkiem… Przyznaj się, że poszedłeś na układ z P.A.T.O.!

- Jaki układ?! Co ty bredzisz?! — wrzasnął zaszokowany Zenon.

- Już ty wiesz jaki! No, powiedz, kto ci to wszystko załatwił? Generał? Sekretarz partii? Albo może Wielki Wódz? — kontynuował Władysław.

- Nie insynuuj! Jestem tak samo ciemiężony przez władzę, jak ty! — odpowiedział Zenon.

- Kłamiesz! Jeszcze w kuchni lodówkę masz pewnie pełną żarcia, kiedy w Elektrycznym Świecie ludzie głodują! — krzyczał górnik.

- Tak, tak! — do dyskusji włączył się Wiesław, spawacz. — U nas na zakładzie już oficer polityczny opowiadał, że wy, inteligenci, naszym robotniczym dzieciom jedzenie od ust odejmujecie, jeden z drugim!

Od tego momentu w pokoju wszyscy zaczęli krzyczeć na siebie nawzajem. Miało już dojść do bijatyki, gdy Stanisław, szef Wolnych Związków Zawodowych Elektrycznego Świata, stanął na krześle i wśród kłębiących się pod nim ludzi powiedział dumnie:

- Towarzysze! Towarzysze, nie kłóćmy się! Żeby pokonać złowrogiego dyktatora, musimy być zjednoczeni. Tylko wspólną, kolektywną pracą możemy wyzwolić naszą ukochaną ojczyznę. Nieważne, jakie kto ma poglądy, nieistotne, jaki ma kolor skóry… Liczy się to, że chce ramię w ramię z nami walczyć o wolność i równość w Elektrycznym Świecie.

W mieszkaniu Zenona zapanowała cisza. Wszyscy patrzyli na Stanisława pogrążeni w patriotycznym, podniosłym nastroju.

- To było głębokie — wyszeptał Zenon.

- Tak — stwierdził Władysław, rzucając się ze łzami w oczach w ramiona pana Nowaka. — Przepraszam, Nowak. Jesteś dobrym człowiekiem.

- Tak… Ja też przepraszam — powiedział pan Nowak, ściskając Władysława. — Ale to nie zmienia faktu, że plakat jest do dupy.

Mimo to, w mieszkaniu Zenona zapanował spokój. Związkowcy zostawili skrzynię, wzięli nieudane plakaty i wyszli. Pan Nowak i inżynier Maciejak odetchnęli z ulgą.

- Mało brakowało — powiedział Zenon.

- No — odparł pan Nowak. — A poza tym… Rano w liście napisałeś… znaczy napisał pan coś o jakichś lisich szpiegach. Kto to jest?

- Lisi szpiedzy to najstraszliwsze narzędzie terroru reżimu Alter-Nowaka, owoc setek eksperymentów genetycznych. Proszę wyobrazić sobie gadającego lisa ludzkiej wielkości w szarym płaszczu i kapeluszu. Ponadto, lisi szpiedzy są bardzo sprytni, przebiegli, potrafią podszywać się pod każdego i kiedy przyjdzie co do czego… nie biorą więźniów — wyjaśnił Zenon, przejeżdżając demonstracyjnie palcem po szyi.

Pan Nowak milczał przez jakiś czas, aż stwierdził, że był strasznie zmęczony wydarzeniami tego dnia. Zarówno on, jak i Zenon, poszli spać przed 21.

Tymczasem nauczony przykrymi doświadczeniami minionej nocy szpieg Ireneusz Waciak siedział na sąsiedniej latającej skale, trzymając tym razem składany parasol. Jak na złość akurat tej nocy nie padało.