Mikrofalowa Przygoda Pana Nowaka w Elektrycznym Świecie, Rozdział 16
Rano pan Nowak obudził się. Zenona znów nie było w domu, więc emeryt usiadł w fotelu i czekał. Dopiero koło południa do mieszkania przyszło kilku opozycjonistów, żeby zabrać skrzynię z radiostacją.
- Będziemy nadawać w różnych miejscach, żeby P.A.T.O. nas nie zlokalizowało — wyjaśnił jeden z nich.
Oprócz tego drobnego urozmaicenia nic wyjątkowego nie wydarzyło się. Zenon wrócił z pracy koło 16 po południu. Wyglądał na niezwykle zadowolonego.
- Co cię tak cieszy? — zapytał pan Nowak.
- W biurze zakończyliśmy pracę nad jednym projektem i kierownik każdemu dał po dwa talony na posiłek w restauracji — wyjaśnił Zenon.
- Aha — powiedział Nowak.
- Tak myślałem, że dziś wieczorem moglibyśmy tam pójść i zjeść coś innego niż pasztetową z ogórkami — dodał Maciejak.
- Dobry pomysł. A daleko to? — spytał pan Nowak, myśląc już o mrożącej krew w żyłach przeprawie chwiejącymi się mostami linowymi.
Zenon, jakby czytając w jego myślach, powiedział:
- Nie bój się. Weźmiemy taryfę.
Pan Nowak uspokoił się wyraźnie.
- Wyszlibyśmy koło 18. W porządku? — spytał Maciejak.
- W porządku — powiedział pan Nowak.
Przed 18 wieczorem pan Nowak i Zenon stali przy drzwiach, czekając na taksówkę. Zenon nagle przypomniał sobie coś i powiedział:
- Nowak, załóż maskę!
Pan Nowak poszedł do kuchni i założył maskę. Gdy wrócił, Zenon czekał już przy otwartych drzwiach.
- Taryfa już czeka.
Wyszli z mieszkania. Koło latającej skały, na której stał dom inżyniera Maciejaka, lewitowała leniwie niewielka, metalowa platforma. Na zamontowanym na niej rowerowym siodełku siedział mężczyzna. Jego nogi spoczywały na pedałach, które zostały sprzęgnięte ze śmigiełkiem, które mieściło się z tyłu tego dziwacznego pojazdu.
- Zenon, ja na to nie wejdę! — powiedział pan Nowak.
- Daj spokój, Nowak!
Pozbawiony wyboru pan Nowak wszedł na latającą platformę, trzęsąc się ze strachu. Za nim wsiadł Zenon.
- Dokąd? — zapytał taksówkarz.
- „Kable w Mydle Kąpane” — odpowiedział Zenon.
- Robi się, szefie — potwierdził kierowca.
Taksówkarz zaczął pedałować, a dziwny pojazd ruszył powoli napędzany śmigiełkiem.
Pan Nowak zamknął oczy, czekając na katastrofę.
Tymczasem siedzący w ukryciu na jednej z okolicznych lewitujących skał szpieg Ireneusz Waciak robił się coraz bardziej senny. Zanim pan Nowak i Zenon wyszli z domu, udręczony agent zasnął głęboko. Gdy się obudził, w domu nie było ani inżyniera Maciejaka, ani Nowaka. Klnąc pod nosem, zmęczony życiem Waciak wrócił do swojej kawalerki, gdzie pocieszał się myślą o obiecanej przez Wielkiego Wodza podwawelskiej.
Natomiast pan Nowak i Zenon dotarli w końcu przed latającą skałę, na której stała restauracja.

- Należy się 20000 — powiedział taksówkarz.
- Ile?! — zdziwił się pan Nowak.
- 20000.
Zenon wyjął portfel i wyciągnął z niego dwa pomięte banknoty z wizerunkami złowrogiego dyktatora, każdy o wartości 10000.
- Słabą macie walutę, co? — spytał pan Nowak.
- Raczej — stwierdził Zenon.
Zapłaciwszy taksówkarzowi, obydwaj zeszli z latającej platformy i ruszyli w stronę restauracji. Nad drzwiami do lokalu zawieszono stary neon wygięty w napis: „Kable w Mydle Kąpane”. Weszli do środka. Wnętrze restauracji było ciemne, oświetlone jedynie kilkoma zimnymi świetlówkami. Ściany „Kabli w Mydle Kąpanych” pokrywała staroświecka boazeria, a podłogę kafle z lastryko. Przy stołach siedzieli spowici dymem z papierosów i zapachami kuchni ludzie. Pan Nowaki Zenon podeszli do wolnego dwuosobowego stolika i usiedli przy nim. Chwiał się nieco, ale nie było innych wolnych miejsc. W końcu do stołu podszedł kelner. Był wysokim, chudym, ale nieprzyjemnym mężczyzną w białej, miejscami brudnej marynarce, ciemnych spodniach, z rzadkimi włosami uczesanymi „na pożyczkę”, żeby zakryć łysinę.

- Co podać? — spytał.
- Przepraszam pana, ale nie mamy menu — powiedział Zenon.
Kelner przewrócił oczyma i podszedł do stolika obok. Wyrwał obcesowo siedzącemu tam grubemu mężczyźnie kartę dań z rąk i dał ją Zenonowi.
- Zadowolony? — spytał z przekąsem.
- Dziękuję — szepnął Zenon.
Pan Nowak nachylił się nad menu i zapytał:
- Co polecasz, Zenon?
- Weźmy specjalność zakładu: „Spaghetti
Carbonara — Kable w Mydle Kąpane” — zasugerował inżynier Maciejak.
Kelner podszedł znowu i zapytał:
- I co?
- Dwa razy „Kable w Mydle Kąpane”, proszę — powiedział Zenon.
Kelner popatrzył na niego z politowaniem i wziął jedną z leżących na stole papierowych serwetek. Położył ją przed sobą, wyjął długopis i zaczął pisać. Gdy skończył, spytał:
- Coś do picia?
- Może dwie herbaty — poprosił Zenon.
- A magiczne słowo? — warknął kelner.
- … proszę — powiedział niepewnie Maciejak.
- No! — powiedział kelner. — Herbata wyszła.
-Co takiego? — zapytał pan Nowak.
- Głuchy jesteś? Wyszła!
- To może weźmiemy kawę… — zasugerował Zenon.
- Też wyszła — powiedział oschle kelner.
- A co jest? — oburzył się pan Nowak.
- Bieda jest! — zażartował kelner i odszedł.
Pan Nowak zwrócił się do Zenona:
- Co za cham! Widziałeś to?
- Daj spokój, Nowak. Jak nie chcesz, żeby ci napluł do jedzenia, to siedź cicho! — uspokoił go Zenon.
Pan Nowak oparł się na krześle i czekał na jedzenie. Był strasznie głodny. W końcu po prawie godzinie zobaczył, że kelner podszedł do ich stolika z powrotem.
- Rachunek — powiedział pracownik gastronomiczny.
- Rachunek? — zdziwił się Nowak. — Ale my jeszcze nie jedliśmy!
- Płatność z góry — warknął kelner. — Płacicie bonami specjalnymi czy macie talony z zakładu?
- Talony z zakładu — wyszeptał Zenon i wręczył kelnerowi dwa świstki.
Ten wyrwał mu je z ręki i poszedł.
- Konam z głodu! — powiedział pan Nowak.
Po chwili kelner wrócił z dwoma parującymi talerzami w ręku. Jeden postawił przed Nowakiem, drugi przed Zenonem, po czym powiedział ironicznie:
- Smacznego.
Pan Nowak wziął do ręki widelec i spojrzał na talerz. W białawej wodzie pływały pojedyncze kluseczki i mizerne kawałki słoniny. Był jednak zbyt głodny, żeby wybrzydzać i wziął do ust pierwszy kęs. Pan Nowak poczuł silny aromat mydlin i smak zdzieranej zębami z kabli izolacji. Wypluł natychmiast to, co miał w buzi i wrzasnął na całą restaurację:
- Co za syf! Przecież tego się nie da jeść!
Oczy wszystkich w lokalu skierowały się w jego stronę.
- Nowak, uspokój się! — powiedział nerwowo Zenon.
- Cicho! Chcę natychmiast rozmawiać z kierownikiem tego zakładu! — krzyknął Nowak.
- Zamknij się pan! — wrzasnął kelner, wyciągając zza pazuchy gumową pałkę. — Jak się nie podoba, to możesz pan stąd wyjść!
- To jest oburzające! Chcę natychmiast zwrotu pieniędzy! — kontynuował Nowak.
- Ja ci dam zwrot pieniędzy, mendo jedna! Będzie mi tu burdy wszczynać! Wynocha, chamie! — krzyczał kelner, wymachując pałką.
- Jak ty się odnosisz do klienta?! — wydarł się pan Nowak.
Zanim padła odpowiedź, emeryt poczuł, że ktoś puka go w plecy.
- Jakiś problem, obywatelu? — rozległ się głos za panem Nowakiem.
- Panie! To jest niedopuszczalne… — zaczął, odwracając się w stronę nowego rozmówcy.
Gdy się odwrócił, zobaczył wielkiego, gadającego lisa w płaszczu i kapeluszu.- Lisi szpieg!!! — wrzasnął pan Nowak i uderzył go z całej siły pięścią w pysk.
Siła uderzenia była tak duża, że lisi szpieg dosłownie poleciał do tyłu prosto w garnek wrzącego serowego fondue. Słysząc przeraźliwy wrzask poparzonego wroga, pan Nowak natychmiast wybiegł z restauracji.