Mikrofalowa Przygoda Pana Nowaka w Elektrycznym Świecie, Rozdział 23
Pan Nowak leciał z zawrotną prędkością w stronę Centrali. Czując pęd zimnego powietrza, był pewien, że misja skończy się dla niego wielkim przeziębieniem.
Nie miał jednak czasu, żeby się nad tym rozwodzić. Po kilku minutach lotu oczom pana Nowaka ukazały się dwie wieże Centrali. Na dole dookoła ogrodzenia, pośród wystrzałów i wybuchów kotłowali się ludzie strzelający do odpierających ataki robotów P.A.T.O. Mimo całkowitej zmiany systemu operacyjnego, maszyny wydawały się strasznie nieporadne i wyraźnie nie radziły sobie z tysiącami rozwścieczonych bojowników. W miarę, jak pan Nowak zbliżał się do Centrali, obrona przeciwlotnicza wroga uaktywniła się. Ustawione pod bazą P.A.T.O. działa przeciwlotnicze wystrzeliwały dziesiątki pocisków w stronę lecącego na rakietowych butach emeryta. Nagle jedno z wielkokalibrowych dział na dole eksplodowało z wielkim hukiem. Widocznie roboty nieodpowiednio zaryglowały zamek i ogromna armata została rozerwana na strzępy przy próbie wystrzału.
Spektakularna eksplozja w dole tak przykuła uwagę pana Nowaka, że ten nie zdążył w porę wyhamować przed wieżą Centrali. Emeryt przebił szybę apartamentu Wielkiego Wodza i wśród tysięcy okruchów szkła wpadł do środka. Tam przekoziołkował kilka razy i padł plackiem na podłogę tuż przed zaskoczonym Alter-Nowakiem. Dyktator był tak zdziwiony, że patrzył tylko na leżącego na podłodze Nowaka. Ten zaraz podniósł się i mimo licznych stłuczeń, stanął prosto, usiłując zachować resztki dumy. Złapał zaskoczonego dyktatora za szyję i uniósł go w triumfalnym geście.

Oświetlany wpadającym przez jedno z wielkich okien blaskiem zachodzącego słońca, trzymający wierzgającego i rzężącego Wielkiego Wodza pan Nowak wyglądał naprawdę groźnie.
Jednak po chwili wpadające do apartamentu, oślepiające światło słoneczne zostało zasłonięte przez wielki latający obiekt. Pan Nowak puścił Alter-Nowaka, który upadł na podłogę. Sam zaraz odwrócił się w stronę przesłaniającego słońce obiektu i z przerażeniem zobaczył latającą łódź podwodną P.A.T.O., która unosiła się w pobliżu Centrali. Drzwi silosów rakietowych okrętu uchyliły się powoli. Ze środka buchnął dym, a po chwili z szarych kłębów spalin wyłoniły się pędzące ku górze, wypluwające snopy iskier i ognia rakiety.
Mimo znacznej odległości dzielącej emeryta od pocisków balistycznych, pan Nowak bez problemu zauważył ostrzegające przed promieniowaniem znaki na głowicach.
- Ty zbrodniarzu!!! — wrzasnął w stronę wstającego z podłogi, śmiejącego się szyderczo dyktatora.
Do apartamentu wbiegło zaraz kilkadziesiąt robotów P.A.T.O.
- Nie strzelać! — rozkazał wyszczerzony w diabolicznym uśmiechu Alter-Nowak. — Chcę go żywcem.
- Nigdy! — Krzyknął pan Nowak i pobiegł w stronę najbliższego okna apartamentu.
Był pewien, że właśnie przez ten otwór wleciał do środka i podbiegłszy doń, usiłował wyskoczyć na zewnątrz. Niestety szyba w tym oknie była nietknięta, a Nowak jedynie odbił się od niej i upadł na podłogę. Obserwowany przez zbaraniałych: Alter-Nowaka i roboty P.A.T.O. emeryt wstał z parkietu, otrzepał swój prochowiec i ratując to, co zostało z jego dumy, dostojnym krokiem pomaszerował w stronę sąsiedniego okna. Szyba w nim była wybita, więc pan Nowak wyskoczył z wieży, włączył rakietowe buty i poleciał z powrotem w kierunku domu Zenona. Nie miał czasu do stracenia. Musiał przecież ostrzec przyjaciół przed wykorzystaną przez dyktatora bronią masowego rażenia.
Tymczasem złowrogi dyktator, jeden z jego oficerów i kilkadziesiąt robotów P.A.T.O. stali nieruchomo, patrząc na odlatującego pana Nowaka. W końcu zdziwiony oficer spytał:
- Co to było?
- Nic — odpowiedział zaskakująco spokojnie Wielki Wódz, machając ręką.
- Aha… — powiedział wojskowy.
- Może lepiej zejdźmy do schronu… — stwierdził Alter-Nowak, patrząc na lecące w górze rakiety z głowicami nuklearnymi.
