Życie poza Netflixem

Och, jak te czasy lubią się zmieniać, co zauważył już dawno Bob Dylan, za co w końcu dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Najlepiej widzę tę prawdę uważnie patrząc wstecz, na swoje własne upodobania w dziedzinie rozrywki zażywanej przed małym ekranem. Telewizyjne produkcje zmieniły się bardzo, stając się wyznacznikiem nowych trendów. Najgorętszym zjawiskiem jest Netflix, więc odnoszę się do niego. Czy istnieje jakaś alternatywa?

Trzy dekady temu byłem w Polsce skazany na trzy programy telewizyjne, w których królowały produkcje rodzime i radzieckie. Dwie dekady temu kanałów było nieco więcej i nastąpiło zachłyśnięcie amerykańskimi serialami. Dekadę temu rozpoczął się czas telewizyjnego szału serialowego. Obecnie szał ten trwa nadal, jedynie zmienili się dostawcy. Co robić, gdy nie lubi się ich propozycji? Czy istnieje życie poza Netflixem? Okazuje się, że nie tylko istnieje, ale dość bujnie kwitnie.

Wybór ruchomych obrazków jest dziś tak wielki, że właściwie staje się bardzo trudny. Nic zatem dziwnego, że większość osób korzysta jedynie z tego, co polecają portale lub znajomi. Mam wrażenie, że od dobrych paru lat tkwimy w czymś na kształt “bańki informacyjnej” również w doborze rozrywki. A przecież możliwości techniczne sprawiają, że znacznie łatwiej znaleźć i docenić coś, co nie musi być wcale obecne w głównym nurcie.

Wyprawa na wschód

Mi pomógł ślepy traf, kierując przy okazji oglądania czegoś zupełnie innego, a mianowicie do produkcji rosyjskich powstałych na przestrzeni ostatnich kilku lat. Nieprzypadkowo wspomniałem na początku o oglądaniu radzieckich produkcji w dzieciństwie. Były zazwyczaj nudne, poważne, nie mające wiele wspólnego z czystą rozrywką, której tak wówczas pragnęliśmy w dość szarym świecie.

Na szczęście te czasy minęły i dziś produkcje filmowe i serialowe ze wschodu prezentują światowy poziom. Oglądam ostatnio namiętnie rosyjskie produkcje, korzystając przy tym z faktu, że wiele z seriali zostało wyposażonych w napisy w języku angielskim i, co najważniejsze, są dostępne w popularnym serwisie służącym do oglądania treści video.

“Na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja” powiedział niegdyś bohater “Seksmisji”. Okazuje się dziś, że miał rację. Warto udać się w podróż na przekór modom oferującym jedynie zachodnie produkcje.

Dlaczego warto oglądać rosyjskie seriale?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta — są zwyczajnie dobre. Wszystko oczywiście jest sprawą indywidualnego podejścia, które determinuje wybory dotyczące prób oglądania lub też zaprzestania. Personalnie skupiam się bardziej na tych dokonaniach, które są kojarzone z męską częścią publiczności. Wybieram seriale wojenne i sensacyjne, niekiedy połączone z także z niedawną historią. Jeśli jednak ktoś szuka zupełnie innych gatunków produkcji telewizyjnych, bez większego problemu odnajdzie również bogaty wybór. Wystarczy odrobina zaangażowania i, co wcale nie mniej ważne, pozbycie się uprzedzeń w stosunku do sąsiadów ze wschodu.

Historyczna polityka serialowa

Jeśli chodzi o seriale historyczne, to powinniśmy właściwie uczyć się od Rosjan. Nie ma u nas tak swobodnego podejścia do mówienia o własnych dziejach, zwłaszcza tych najnowszych. Słynny serial “Karny batalion”, obecny również i u nas, podejmuje wątek przez dziesięciolecia przemilczany w historiografii. Wyciągnięci na front więźniowie łagrów byli dosłownym mięsem armatnim. Atakowali często bez uzbrojenia, za plecami mając lufy enkawudzistów. Kto choć raz zobaczy scenę “rozpoznania bojem” pola minowego ten zrozumie o czym piszę. Zasada to prosta, wręcz banalna — żołnierze zwyczajnie biegli przez pola wypełnione minami.

Podobnie zapomnianą historią jest ta, którą przywołuje serial zatytułowany “Nocne jaskółki”. Dzieje bohaterskich lotniczek, które wykonują śmiertelnie niebezpieczne misje na samolotach o osiągach technicznych rodem z I wojny światowej pokazuje, jak ciężkim było życie zwyczajnych żołnierzy radzieckich. Oczywiście, jest tu również spora łyżka propagandy, niemniej jednak nie mam złudzeń, że na podobne seriale polskiej produkcji przyjdzie nam czekać jeszcze bardzo długo.

Historie wojenne cechuje pewna dawka propagandy, zawsze też zawierają romanse, często kończące się nieszczęśliwie, co zdaje się być wpisane w to, co zwykliśmy niekiedy określać mianem “rosyjskiej duszy”. W schematach fabularnych ukryte są jednak wspaniałe pojedyncze sceny, które mówią dużo prawdy o czasach wojny. Wystarczy jedynie uważnie oglądać.

Zabili go i uciekł

Analogicznie jest z sensacją powstającą w największym państwie na świecie. Rosyjskie seriale kryminalne niczym nie ustępują tym produkowanym po zachodniej stronie Odry i Atlantyku. Godne polecenia są te poświęcone złotym czasom rosyjskiej mafii, jak również i takie, w których twórcy sięgają po zachodnie wzorce, jak ma to miejsce w “Metodzie Freuda”. Nieprzystosowany społecznie psycholog jako osoba wspierająca śledczych to pomysł niezbyt nowy i mało już dziś oryginalny, a jednak ogląda się to zaskakująco dobrze.

Ciekawe jest także połączenie sensacji z historią. Przedstawia się takie opowieści w Rosji, podobnie jak zresztą na całym świecie, w podstawowych trzech wariantach. Może się to odbywać na płaszczyźnie prawdziwych wydarzeń, jak ma to miejsce w przypadku historii opisanej w “Pewnego razu w Odessie”, gdzie głównym bohaterem jest żydowski gangster i rewolucjonista Misza Japończyk. Może to być również połączenie nieco bliższe fikcji, jak w opowiadającej o wewnętrznej walce na szczytach władzy pod koniec życia Breżniewa historii zatytułowanej “Praca gastronoma nr 1”, lub po prostu może to być lekka i rozrywkowa historyjka zatytułowana “Szuler”, która na pewno spodoba się wszystkim miłośnikom polskiego “Sztosa” i innych tego rodzaju produkcji. Lekkość, humor, sensacja plus piękne okoliczności przyrody — czego chcieć więcej?

Jest zatem w czym wybierać, nie trzeba ograniczać się do tego, co proponuje moda i wielkie produkcje zza oceanu. Co więcej, nie należy się nawet ograniczać do mojej krótkiej listy, która z konieczności jest mocno okrojona.

Z całą pewnością warto pamiętać o tym, że istnieje życie poza Netflixem i okropieństwami serialowymi serwowanymi przez rodzime produkcje. Wystarczy odrobina odwagi i wysiłku by znaleźć coś zgodnego z własnymi upodobaniami. Przyjemnych poszukiwań.