Panie doktorze, ktoś za mną chodzi

Znasz Google Now? Pewnie, każdy zna, niektórzy tylko nie wiedzą jeszcze o tym. Zresztą, nieważne, bo w tej znajomości wcale nie chodzi o to, czy masz jej świadomość czy też zupełnie nie. Ważne, że Google Now doskonale zna Ciebie.

Ostatnio dostałem w smartfonie informację o tym, gdzie mniej więcej we Wrocławiu zaparkowałem swoje auto. Byłoby miło, bo roztargniony jestem z natury. Problem jednak w tym, że nie mam samochodu. Ani nawet prawa jazdy, jeśli już o tym mowa. Algorytm cudownego ułatwiania świata zdaje się jednak wiedzieć lepiej. Po szybkości poruszania miejskiego autobusu uznał, że przyjechałem autem. W ten sposób pokazał mi, że się o mnie troszczy.

Czy ja potrzebuję tej troski? Czasem tak, a czasem nie, ale cała ta sytuacja niebezpiecznie uzależnia. Nie muszę już dobrze znać mojego miasta, mogę spokojnie włączyć mapę. Nie muszę wiedzieć, gdzie warto pójść na piwo, wystarczy włączyć inną aplikację albo po prostu rzucić hasło na walla. Ktoś zawsze jest przy mnie, szepcząc na uszko czułe słówka. Prawie nie czuję samotności, prawie nie czuję prywatności. Jestem za to bardzo nowoczesny, wiecznie młody. Cóż z tego że ta młodość przypomina ciągłe napominanie zatroskanych rodziców? Wszak jest tak fajnie.

Problem istnieje czy też go nie ma? Jakoś tak się dzieje, że jesteśmy coraz bardziej przywiązani do tych drobnych podpowiedzi. Sprawdzenie rozkładu jazdy, kupno biletu, przeczytanie kolejnego prawie śmiesznego tekstu Kuby Wojewódzkiego dzięki smartfonom stało się takie proste. Już nie muszę pamiętać o liście zakupów, aplikacja współdzielona z żoną pozwala mi na bieżące śledzenie stanu lodówki. Niestety, na wersję lodówki robiącą zamówienia online w moim imieniu muszę jeszcze nieco poczekać. Niemniej już dziś widzę, że czasem faktycznie jest lepiej. Oczywiście do chwili, gdy nie zapomnę nakarmić baterii mojego małego przyjaciela.

Płacę danymi za tę wygodę i w sumie nie jestem pewien, czy to opłacalny interes. Powinienem mieć więcej wolnego czasu, a ostatnio dramatycznie się skurczył do takich rozmiarów, że właściwie mogę go zamknąć w kieszeni. W wygodnym opakowaniu smartfona mieszczącego moje życie. Jakoś trudno odczuwać z tego powodu ulgę.