Anioł Zapomnienia

Czerwiec, 2000 r.

Zapytałem się Księżyca
- Czy pozwolisz mi zachować romantyczność?
- Wiem, że musisz się stać się praktyczny — powiedział — lecz kiedy spojrzysz na mnie, postaram się być w pełni i przypomnę Tobie, że Twoje serce nie jest niewzruszone i będziesz wówczas wiedział, że zachowałeś swoje marzenia.

Zapytałem się brzasku
- Powiedz mi, jaki będzie dzień?
Brzask odpowiedział:
- Idź spać, jesteś zmęczony. Opowiem Ci o tym jak wstaniesz.
Cwany brzask. Gdy się obudziłem, był już Dzień. Przywitałem go więc i zapytałem:
- Powiedz dniu, jaki będziesz?
- Będę Twoją praktycznością — odpowiedział — Twoją samodzielnością i odpowiedzialnością. Będę Twoim dniem!
- Lecz, czy pozwolisz mi — kontynuowałem — zachować ideały Księżyca i niepewność Brzasku
- Nie bądź głupi! — wtrącił się nadchodzący Zmierzch — Dzień może tylko trwać. Nic Ci nie doradzi. Po prostu będzie.
- A ty Zmierzchu — zagadnąłem — czy pozwolisz mi zachować spokój nocy, pewność istnienia, choć chwilkę wytchnienia? — Lecz Zmierzch skinął tylko na nadchodzącą noc i rzekł — W niej szukaj odpowiedzi.

Nadeszła więc Noc. Czym prędzej ją zapytałem — Posłuchaj Nocy, co ja mam robić? Wychodzi na to, że wszystkie odpowiedzi są Tobie znane, lecz z nastaniem Brzasku zaczynają się rozmywać, aby w końcu zagubić się w Dniu i powrócić o Zmierzchu. Od Ciebie więc wszystko się zaczyna, lecz gdzie kończy się? Lecz Noc spojrzała na mnie drwiąco i rzekła rozmyślnie — Diabeł tkwi w szczegółach. A teraz śpij.

Nie znajdując odpowiedzi poszedłem spać, lecz jak tylko wstałem, zacząłem szukać szczegółów. Przyglądałem się wszystkiemu. I co znajdowałem szczegół, odwoływał się on do następnego szczegółu, a ten z kolei, do następnego. Zrozumiałem, że coś mnie robi w konia, i w pewnej chwili wykrzyczałem — Dość!

I wszystko ustało. I nastała Chwila. I powiedziała — słucham Ciebie. — Chwilo, — zapytałem — czy to na Tobie się wszystko kończy? — Na to wygląda — odpowiedziała Chwila irytująco. — Lecz, czy to prawda — drążyłem — co mam robić? czego mam nie robić? Czy znajdę swoją drogę?

Nastała niewymowna cisza.

Ale ja czekałem. Czekałem i uparłem się, że się stąd nie ruszę, dopóki, ktoś w końcu, czegoś konkretnego mi nie odpowie. Chwila, w końcu, cicho westchnęła i rzekła — Bo to nieprawda, że tak miało być, że głupie słowa, głupie czyny są, głupia myśl — Ale -przerwałem jej — Nie! Nie ma żadnego ale — zripostowała i już miała kontynuować, ale zaczęła przebrzmiewać, nie udzielając do końca odpowiedzi. Zrozumiałem, że i Chwila nie ma patentu na prawdę.

Ze złości uderzyłem w klawisze. I zabrzmiał akord. Dołączyłem do niego dźwięk. I kolejny. I następny. I kolejny. Tworzyły melodię. I coś drgnęło. Pojąłem, że jestem jak ten akord. Choć niewątpliwie sam brzmi i istnieje, lepszy jest z melodią. Po chwili przebrzmiewa, a melodia zostaje. I choć współbrzmieją ze sobą, to akord potrzebny jest melodii, tylko gdy zabrzmi odpowiednia nuta. A ludzie…A ludzie pamiętają tylko melodie. I tylko melodie są ważne. A akordy…A akordy przebrzmiewają, zanikając z kolejnymi dźwiękami melodii. A księżyc…A księżyc odbijał się na białej tafli klawiszy, a Brzask, a Brzask go uspokajał, a Dzień był melodią, z Zmierzch jej tłem, a Noc była po to by grać. I tak zaczęła powstawać melodia. Melodia dla Ciebie. A słowa, Słowa same dołączyły do tej melodii, dołączyły tworząc piosenkę. Piosenkę dla Ciebie. A Anioł…

A Anioł Zapomnienia, niech sobie zastuka do innych drzwi, niż moje.

Like what you read? Give Marcin Wójcik a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.