dlaczego wypowiedź roberta de niro o donaldzie trumpie jest słaba?

nie, nie jestem fanką donalda trumpa. uważam, że to wstyd, że amerykańska partia republikańska nie znalazła lepszego kandydata na prezydenta. nie jestem pewna, czy hilary clinton to najlepszy wybór. ale jestem przekonana, że lepszy z tej dwójki. sposób, w jaki robert de niro postanowił zniechęcić ludzi do głosowania na trumpa, do mnie nie trafia. wydaje mi się nawet, że może mieć efekt odwrotny od zamierzonego.

dlaczego uważam wystąpienie de niro za słabe? przede wszystkim dlatego, że bez względu na to, czy było ono przemyślane i zaplanowane, czy też było wynikiem emocji (niektóre media sugerowały, że “de niro nie wytrzymał”), aktor użył retoryki charakterystycznej dla człowieka, którego tak ostro krytykuje. postanowił obrażać.

“jest bezgranicznie głupi.”

“jest psem.”

“jest gówniarzem.”

“jest świnią.”

“jest idiotą.”

to tylko niektóre z użytych przez de niro inwektyw. i bez względu na to, czy się z jego zdaniem zgadzam, czy nie, nie podoba mi się taki sposób wyrażania opinii na temat kandydata na prezydenta. nieustanne obrażanie innych to domena donalda trumpa. on jest mistrzem w okazywaniu pogardy i braku szacunku. obraża kobiety, meksykanów, muzułmanów, homoseksualistów, a nawet innych republikanów — kolegów z partii, która wystawiła i poparła jego kandydaturę.

może jestem… nie, na pewno jestem niepoprawną idealistką. według mnie zło należy zwalczać dobrem, a chamstwo wysoką kulturą osobistą. (nie wiem, czy de niro ma psa albo hoduje świnki, ale wiem, że nigdy nie nazwałabym kogoś, kogo uważam za głupiego, psem lub świnią. to bardzo mądre zwierzęta.)

jasne, zdaję sobie sprawę, że do części osób popierających trumpa łatwiej trafić językiem, jakiego w swojej wypowiedzi użył de niro. jednak według mnie można było wyrazić to samo w sposób równie emocjonalny, a bardziej… cywilizowany.

poparcie dla trumpa jest odzwierciedleniem trendu panującego obecnie nie tylko w stanach zjednoczonych, ale również w europie. trendu, zgodnie z którym ludzie głosują “przeciw”. przeciw zastanej sytuacji, przeciw rządzącym dotychczas. wybierają alternatywę, nie zastanawiając się (niestety) nad konsekwencjami. prezydentem austrii może zostać skrajny nacjonalista, na węgrzech rządzi orban, w polsce pełnię władzy ma pis, brytyjczycy zagłosowali za brexitem.

wśród komentarzy po pierwszej debacie clinton — trump usłyszałam w telewizji wypowiedź jakiegoś eksperta, którego nazwiska nie pamiętam. twierdził, że amerykanie głosują przeciw establishmentowi. według mnie to teza błędna. trump jest częścią amerykańskiego establishmentu. majątek, który posiada, daje mu bowiem od lat władzę i pozwala wywierać wpływ na życie publiczne. hilary clinton jest “z drużyny” dotychczasowego prezydenta, dlatego wielu amerykanów wskazuje “tego drugiego” kandydata.

ja bym na trumpa nie zagłosowała. ale gdybym to zrobić chciała, robert de niro swoim wystąpieniem opublikowanym na youtube, by mnie od tego nie odwiódł. a tytuły artykułów donoszących o jego wypowiedzi, typu” “de niro miażdży trumpa” tylko by mnie rozśmieszały. zresztą rozśmieszają. bo de niro miażdżąc trumpa w moich oczach zmiażdżył też nieco sam siebie.

ludzi należy traktować z szacunkiem, nawet wrogów, przeciwników politycznych, czy nielubianych kandydatów na prezydenta. powinien o tym pamiętać każdy, bez względu na to, czy jest wielkim hollywoodzkim gwiazdorem, kandydatem na prezydenta, czy przeciętnym kowalskim.