Pochwała pierdzenia i wstydu
Piotr Leśniak
41

Przypomina mi się stara francuska komedia pt. Kapuśniaczek. Opowiada o dwóch trochę stetryczałych staruszkach, mieszkających w zapadłej wsi o wymownej nazwie Durnopałki. Na początku filmu, przyjaciele — Claude (grany przez Louisa de Funèsa) oraz Krzywus — siadają wieczorową porą przed domem i elegancko raczą się trunkiem. W pewnym momencie, bez skrępowania rozpoczynają swoisty pojedynek na gazy; kto popisze się bardziej gromkim pierdnięciem. I każdy wydźwięk kwitują pełnym uznania oklaskiem. Smrodliwe kanonady mącą wieczorną ciszę, ku jowialnej uciesze obu gazowników — i zagęszczają mrok, wyciskając im łzy z oczu. Wydaje się, iż ta krótka symfoniczna rywalizacja jest dla sympatycznych skądinąd sąsiadów specyficznym, acz niewyszukanym rytuałem. Może nawet elementem cementującym ich przyjaźń, zapewniającym o braku barier rodem z salonowej ogłady, potwierdzającym porozumienie dusz (i dup). Następuje po niej przerywnik muzyczny na akordeonie, po czym kolejnymi salwami z trzewi obaj przywołują błyskawice. Rozpoczyna się rywalizacja gromkich bąków z gromami na niebie — rozpętująca w końcu burzę, która obu zuchwalców przegania do domów.

Jest jednak w tej scenie coś prawdziwego. Jest ukazany w prostym człowieku brak zbytecznego wstydu, czy (żeby być bliżej francuszczyzny) brak pruderii. Niegdysiejsza wieś (choć być może dziś też by się podobną znalazło) — wstydziła się nie tyle mniej, co po prostu innych rzeczy. Zawstydzenie dotyczyło bardziej sfer honoru i moralności — choć nieraz było w wypaczonej formie, przypominającej miejski odpowiednik: dulszczyznę. Zwykle wstyd powiązany był ze sferą sacrum. Czyli, owszem — ważne było: co ludzie powiedzą, ale przede wszystkim dlatego, że ci ludzie będą przykładać do tego miarkę grzechu. I ważne będzie rozliczenie się z tego przed Bogiem. Jasne, że nawet prosty człowiek się peszy, że są sytuacje, w których czuje zakłopotanie. Mam jednak wrażenie, że kiedyś akcenty położone były w innych miejscach. Nie wprawiało zatem ludzi w zażenowanie pierdnięcie, chyba, że rozniosło się echem po kościele (i nie tylko echem). A przez to, co naturalne (jednakowoż nie bezbożne) nikt się zbytnio nie rumienił.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.