Wakacje pod namiotem? Czemu nie!

Poradnik z perspektywy rodzica

Wstęp

Podczas rozmów urlopowych w pracy wielu z was wyrażało zaskoczenie i ciekawość gdy deklarowałem, że jadę z dwójką dzieci na wakacje pod namiot. Tym wszystkim, którzy pytali jak to jest dedykuję ten artykuł. Ponieważ jest to temat miły mojemu sercu — zachęcam was do wypytywania mnie o szczegóły kiedy chcecie — mailowo lub na kawie czy obiedzie. Miłego czytania!

Jedno zastrzeżenie — tekst dotyczy urlopu pod namiotem w Polsce.

O mnie

Wiele lat spędzałem wakacje poza miastem, w bliskim kontakcie z przyrodą. Z rodzicami jeździłem na żagle, z harcerstwa jeździłem na obozy, wędrówki i biwaki. Gdy podrosłem jeździłem sam, na jednym z wyjazdów studenckich poznałem moją przyszłą żonę.

Gdy pojawiły się dzieci zaczęliśmy spędzać urlopy w inny sposób — w pensjonatach i hotelach lub na kwaterach. Szybko zaczęło mi przeszkadzać, że po całym dniu spędzonym nad morzem, nad jeziorem czy w lesie wracamy w cztery, murowane ściany.

Po urlopie dwa lata temu zacząłem rozważać — namiot, przyczepa a może samochód kempingowy? Porozmawiałem z jeżdżącymi na campingi, poczytałem w sieci, poszukałem ofert wynajmu, zakupu i szeroko zgłębiłem temat. W pół roku wyjaśniło mi się, że w naszej sytuacji najlepszy będzie wygodny, rodzinny namiot (więcej o powodach — dalej). Zdecydowałem się na konkretny model, kupiłem i spędziliśmy w nim w zeszłym roku drugie z rzędu wakacje — dwoje dzieci (8 i 3 lata), moja Żona i ja.

Wakacyjny domek — Vango Calder 500

Oczekiwania

Jadąc pod namiot oczekuję warunków umożliwiających zachowanie higieny, dużo ruchu oraz względnego komfortu pozwalającego na aktywny wypoczynek. Trzymam kciuki za pogodę, ale w nie większym stopniu niż gdy jadę do pensjonatu. Oczekuję kontaktu z przyrodą i przyjaznymi ludźmi, uśmiechów darowanych i dzielonych i pewnej dozy przygody.

Bardzo ostrożnie dobieram miejsce wypoczynku, prześwietlając je z każdej strony. Ten etap przygotowań to zresztą bardzo przyjemne rozszerzenie urlopu — budowanie ekscytacji podróżą i rozbudzenie wyobraźni. Wierzę przy tym, że dobre przygotowanie zapobiega wielu problemom.

Miejsce

Miejsce trzeba rozpatrzyć z dwóch stron. Po pierwsze — wybranie generalnego rejonu na wyjazd. Ponieważ dla mnie wakacje nierozerwalnie związane są z wodą — wybieramy morze lub jeziora. W Polsce wybór miejsc pod namiot nad jeziorem jest spory, podobnie jak na polskim wybrzeżu Bałtyku. Jeśli jednak wolisz góry, chcesz jechać na całkowite odludzie lub odwrotnie — zwiedzać miasto — wciąż można jechać pod namiot. Jest wiele pól namiotowych i campingów położonych w odpowiednich miejscach.

Właśnie, po drugie, kwestia miejsca to wybór pomiędzy polem namiotowym a campingiem. W dużym uproszczeniu pole namiotowe zapewnia niższy standard wypoczynku a camping większy. By firma posługiwała się nazwą camping musi spełnić wiele warunków. Na campingu są m.in. numerowane miejsca, wyższy standard sanitariatów, świetlica i szereg innych udogodnień. Oczywiście przekłada się to na cenę pobytu ale zapewnia większy komfort.

Warto też zauważyć, że pole polu nierówne. Można się zatrzymać na półdzikim polu z przenośną toaletą i bez bieżącej wody lub na bardziej cywilizowanym zapewniającym prąd, wodę pitną, prysznice itd. Uważam, że z dziećmi lepiej poszukać tych drugich, gdy jadąc w dorosłym towarzystwie wybrałbym pierwsze. W opiniach google maps bardzo szybko można określić do której grupy należy pole. Z campingami nie ma problemów, bo praktycznie wszystkie są zrzeszone w jednej z federacji. Federacje przyznają gwiazdki, pilnują poziomu i bardzo dokładnie opisują campingi.

Dla mnie minimum jakie powinno dać nam miejsce (gdy jadę z dziećmi i zależy mi na komforcie) zawiera: toalety i umywalnie czynne całą dobę, prysznice wliczone w koszt pobytu, możliwość ładowania telefonu oraz dozór gospodarzy. Jest też dla mnie ważne usytuowanie pola względem morza (jeziora), atrakcji lokalnych i gastronomii. Lubię też gdy w bliskości pola (<10 minut marszu) jest sklep z pieczywem itp. Na szczęście to raczej standard w miejscowościach wypoczynkowych a campingi położone na uboczu mają często własne sklepy.

Alternatywnym miejscem pod namiot są agroturystyki. Niestety jak dotąd nie zatrzymywałem się w agroturystyce pod namiotem i nie mam o nich zdania. Zapewne takie kameralne miejsca mają swoje plusy. Warto też pamiętać, że w Polsce nie jest legalne biwakowanie poza wyznaczonymi do tego miejscami. Mandaty mogą być całkiem spore (nawet 2 tysiące złotych) i zależą w znacznym stopniu od naszego zachowania na takim nielegalnym biwaku oraz w trakcie ew. kontroli. Teoretycznie nielegalnie ale w praktyce bezkarnie można się przespać na parkingach leśnych oraz w stajniach leśnych (oznaczonych!). Jeśli zdarzyłaby się jakaś awaria dobrze to wiedzieć.

Wyposażenie

Wielu z was pytało czy zapakuję się w samochód, ile wiozę i generalnie — co trzeba mieć? Jeżdżę obecnie starszym SUVem o pojemności bagażnika ok 530l. Spokojnie wystarcza to na zapakowanie wszystkich rzeczy na 2 tygodniowy wyjazd dla 4 osobowej rodziny, wliczając w to 10l lodówkę turystyczną. Innymi słowy — nie trzeba mieć kombi, żeby pojechać pod namiot.

Uważam, że absolutnie konieczne wyposażenie sprowadza się do trzech elementów — namiotu, materaca pompowanego oraz śpiwora. Wszystko ponadto można zastąpić, improwizować lub użyć rzeczy używanych na codzień.

Namiot

To miejsce by odpowiedzieć na pytanie z początku artykułu — dlaczego wybrałem namiot? Powodów jest kilka: bo nie muszę dbać o miejsce parkingowe dla przyczepy lub kampera, płacić OC, przeglądów i napraw. Bo po sezonie muszę go jeszcze raz wyjąć, wyczyścić, złożyć i wsadzić do pawlacza (co zajmuje około godziny a nie cały dzień). Bo w transporcie to jest tylko 16kg i mieści się w bagażniku przeciętnego auta. Bo po dojechaniu na miejsce pobytu auto wciąż jest dostępne na wypady — odwrotnie niż w przypadku kampera. Wreszcie — bo nowy, świetny namiot kosztował tyle co jeden procent nowego dobrego kampera.

Czym kierowałem się kupując namiot? Dla mnie ważne, żebym mógł w większości namiotu swobodnie stać wyprostowany, żeby namiot miał sypialnię z własną podłogą oraz duży przedsionek (to jest ta zamykana część dzienna). Bardzo ważne, żeby miał osobny tropik (wierzchnią warstwę) i osobną sypialnię. Jest wtedy zdecydowanie bardziej odporny na deszcz i jest w nim cieplej. Sypialnia absolutnie musi mieć moskitierę — ścianę z siateczki. Bez tego trudno się obyć, bo na polu mogą być owady, które przeszkadzają spać.

Pomimo wady, polegającej na niemożności jednoosobowego rozstawienia takiego namiotu, zdecydowałem się na namiot o konstrukcji tunelu. Wybrany przeze mnie model miał szereg innych parametrów, które przeważyły nad tym jednym aspektem.

Jednym z istotniejszych parametrów namiotu, który wybrałem, jest atestowana tkanina trudnopalna, z której namiot jest uszyty. Generalnie trudnopalność nieczęsto idzie w parze z impregnacją przeciwdeszczową.

Pierwszego sezonu przedsionek służył za sypialnię

Materac

Pompowany, dosyć wysoki, żebym nie musiał dwie godziny chodzić po polu i szukać miejsca gładkiego jak stół. Jeśli materac jest trochę wyższy wtedy niweluje nierówności gruntu. W Polsce większość pól namiotowych jest na trawie, która nigdy nie jest super równa (campingi pod tym względem oferują wyższy standard). Warto o tym pamiętać. Z kolei materace samopompujące oraz karimaty nie dają mi wystarczająco wygody przy dłuższym pobycie. Zabieram też pompkę do materaca. Moim zdaniem zwykła, nożna jest lepsza niż kompresor samochodowy. Pożyczanie pompki od ludzi na campingu jest moim zdaniem nieeleganckie i uciążliwe, bo pompka przy dłuższym wyjeździe z pewnością będzie kilka razy potrzebna (plusem jest, że świetnie rozpala się taką pompką grilla).

Śpiwór

Da się spać bez śpiwora, ale ponieważ jeździmy na wakacje głównie w sierpniu i noce bywają chłodne, śpiwory zapewniające komfort spania przy 10 stopniach są nam konieczne. W lipcu często sypiałem bez śpiwora, jedynie w namiocie z zapiętą moskitierą. Jadąc w góry, nawet w lipcu warto pamiętać, że nawet w naszych niższych górach (np. Beskid Makowski) nad ranem temperatura często spada do ok. 5 stopni Celsjusza.

Pozostałe wyposażenie

Apteczka

Ja zawsze wożę apteczkę pierwszej pomocy, wyposażoną w środki opatrunkowe, którym nie upłynął termin ważności. Ponieważ jeździmy z dziećmi zabieramy też na wyjazd mini aptekę — środki przeciwgorączkowe, coś na biegunkę, coś na przeziębienia i koniecznie żel na ukąszenia owadów. W kategorii aptecznej może też być coś łagodzącego skutki oparzenia słonecznego. Słońce opala tak samo na polu namiotowym jak na plaży, a ekspozycja na słońce zaczyna się od wyjścia z namiotu.

Chyba już we wszystkich miejscowościach wypoczynkowych są apteki ale kiedy pojawia się kłopot z dzieckiem szybciej sięgnąć do torby.

Pranie, zmywanie itd.

Niestety czasem trzeba coś przeprać, a jeśli je się na polu trzeba pozmywać naczynia. Jeden kontenerek ok 15l z pokrywką zapewnia nam miskę do prania i noszenia naczyń do mycia naraz. Ma też tę przewagę nad miską, że ładnie pakuje się do bagażnika i ma wygodne uchwyty. Po nakryciu płaską pokrywką natomiast często służy za mini stolik. Z nami jeżdżą 3 takie kontenerki — pozostałe dwa służą za kredens na naczynia (czyste), oraz skrzynię jedzeniową. Ten na jedzenie ma dolegającą równo pokrywę, żeby nie kusić mrówek.

Warto zabrać sznurek do bielizny i klamerki. Absolutne minimum to wg mnie 10m sznurka, ale 20m jest w sam raz. Podobnie warto zabrać dwie gąbki do naczyń (na wyjazd dłuższy niż tydzień) oraz ręcznik papierowy. Ścierka z mikrofibry też jest ok, ale jest z reguły wilgotna a często potrzebuję coś wysuszyć (np. pomidory po myciu).

Innym nieoczywistym wyposażeniem, które jest dla mnie ważne są szczotka i szufelka oraz dwa stare ręczniki frotte techniczne. Jeden służy za chodniczek/wycieraczkę w wejściu do namiotu (w środku, żeby łapał wnoszony piasek, trawę itd.) drugi służy do osuszania rzeczy i namiotu np. po obfitej rosie.

Wyposażenie campingowe

Zajmuje coraz większe działy sezonowe w marketach. Nam przydaje się raptem kilka rzeczy, ale to kwestia indywidualnych potrzeb oraz możliwości finansowych: na pewno stolik i krzesła, lampka namiotowa (nie latarka, tylko osobna lampka), turystyczna kuchenka gazowa oraz komplet garnków turystycznych. Rozważam dokupienie tzw kuchni turystycznej i mebli namiotowych dla uporządkowania rzeczy, ale to nie jest super pilna potrzeba. W zeszłym roku dokupiłem 10l lodówkę na wkłady (wkładów zapomniałem). Pozwala przetrzymać masło i serki z dnia na dzień bez problemu, nawet przy 27 stopniach upału. Za chłodziwo służył karton mleka wprost ze sklepowej lodówki.

Super przydatnym rozszerzeniem namiotu okazał się dywanik z technorattanu przed wejście. Położony przed wejściem daje dodatkowe 3mkw podłogi bez trawy i piasku.

Niebieska plandeka za 20zł — magiczne ubezpieczenie namiotu od deszczu gdy nie jesteście pewni jego wodoszczelności. Kupując ją warto upewnić się, że macie ją czym przywiązać. Widziałem już pomysłowych campingowiczów wiążących plandeki na sznurowadłach, na zrolowanej foliówce czy linkach wyzbieranych na plaży. Przy odrobinie inwencji i doświadczenia taka plandeka jest świetnym dodatkiem do małego namiotu. Do tego faktycznie często plandeka 4x5m kosztuje ok 20zł.

Życie pod namiotem

Wbrew temu co wyobraża sobie wielu moich rozmówców życie pod namiotem nie odbiega specjalnie od życia na kwaterze czy na innych wczasach. Kwestia jakie sobie pole namiotowe wybierzemy i w jakiej miejscowości.

Pobyt na campingu wyróżniają: korzystanie ze wspólnej kuchni (choć my gotujemy sobie w zasadzie tylko kawę i wodę na śniadanie oraz grzejemy mleko na kakao…), mycie się we wspólnych umywalniach oraz ilość świeżego powietrza. No… jest jeszcze kwestia chodzenia. Jeśli kuchnia jest 80m od sypialni i jadalni to musisz się nieco zorganizować, żeby robiąc śniadanie nie chodzić 8 razy. Podobnie jest z braniem prysznica — trzeba wszystko co potrzebne zabrać ze sobą do umywalni (choć na to są triki :D). No i oczywiście chodzenie za potrzebą to dosłownie chodzenie.

Schylanie się, zginanie w pół i życie w kucki — zależą od tego jaki namiot wybierzemy. My nie musimy się zginać.

Robale, wilgoć i brud — cóż, dla mnie wniesienie do namiotu pół szufelki igieł świerkowych to czysty brud, którego się nie brzydzę i sprzątam bez szczególnego poświęcenia. Robale są wszędzie gdzie się otworzy okno — szczególnie latem. Fakt, na polu może być ich nieco więcej ale bez przesady. Kwestia wilgoci natomiast da się zarządzać poprzez wybranie właściwego pola i sprawdzanie prognozy pogody.

Co prowadzi mnie do innej istotnej kwestii związanej z tym sposobem spędzania urlopu. Brak jest konieczności rezerwacji i planowania terminu wyjazdu z dużym wyprzedzeniem. Nawet jeśli w upatrzonej miejscowości wymyślimy sobie jakiś super camping, z rezerwacją, przedpłatą i siedmioma gwiazdkami, to obok są też inne pola i gdyby na tym wymarzonym nie było miejsc, to przecież możemy rozbić się na polu obok i wciąż być w tej miejscowości do której chcieliśmy pojechać — co nie zawsze uda się z kwaterą. Natomiast jeśli miejsce okaże się niewypałem — to po prostu zwijamy się i przenosimy gdzie indziej. Większość pól i campingów pozwala przedłużać pobyt codziennie o jeden, dwa dni.

Obecne aplikacje z prognozami pogody dają dosyć dobre prognozy 10 dniowe dla Polski, co pozwala ad hoc zdecydować o wyjeździe.

Bandyci w wiacie na polu namiotowym

Bezpieczeństwo — osobiste i mienia. Jeśli chodzi o cenne rzeczy — to my takich nie mamy… Obrączka i zegarek są na mnie, pilnuję kluczyków i dokumentów samochodu jak oka w głowie. Nie odpoczywam w dzikim kraju, wybieram zadbane pola z obowiązkiem meldowania się imiennego (RODO nie szanuję — wolę spać spokojnie), gdzie gospodarz zamyka bramę na noc i ma monitoring lub dozór ochroniarza 24/h. Rzeczy cenne w sensie kłopotu przy stracie (jak np książeczki zdrowia dziecka) są cały czas w aucie. Podobnie rzeczy, którym wilgoć mogłaby mocno zaszkodzić — jak większość biblioteczki na wyjazd.

Hałas, imprezy i picie alkoholu na polu —pod namiot jeżdżą różni ludzie, różnie wypoczywający. Pola jednak bardzo dbają o swój profil klienta i łatwo wybrać pole gdzie imprezowicze nie są mile widziani. Znowu odsyłam do opinii w google maps.

Bezpieczeństwo przy ulewie, huraganie i burzy. Prosta sprawa — ryzyko kataklizmu jest zawsze niezależnie od tego czy jest się w namiocie czy w sklepie w kolejce po bułki. Realny kłopot to zalanie namiotu lub porwanie go przez huraganowy wiatr. To ryzyko wciąż maleje bo producenci namiotów robią teraz naprawdę dobre modele — nawet te najtańsze. Nie znam z opowieści ani z literatury żadnego przypadku trafienia pioruna w namiot, choć oczywiście mogę to sobie wyobrazić. ALE nie na takim polu z jakiego korzystam — w pobliżu są budynki z piorunochronami, nie rozbijam się nigdy pod pojedynczym wysokim drzewem, nie przebywam na polach namiotowych na połoninach ani wysoko położonych przełęczach górskich.

Kałuże są spoko

Nie rozpinam namiotu w lesie, gdzie mogłyby go przywalić drzewa lub spaść na niego gałęzie. Faktem jest, że przy mojej konstrukcji namiotu już nieduże spadające gałęzie mogą uszkodzić pokrycie.

Jest jeszcze jedno zagrożenie — ogień. Namiot, który ja kupiłem jest z atestowanej tkaniny trudnopalnej, mimo to uważam bardzo i nie gotuję na kuchence w namiocie — zawsze przed.

Ostatnie ryzyko, które przychodzi mi do głowy, to porażenie prądem. My nie doprowadzamy kabli do namiotu i nie mamy urządzeń zasilanych 220V na wyjeździe. Inni tak. Dlatego kategorycznie zabraniam dzieciom biegać po trawie na bosaka (i sam nie chodzę) jeśli wiem, że na polu jest rozprowadzony prąd. Nawiasem mówiąc, dla 3 latka to jest abstrakcyjne pojęcie, więc tłumaczę że jest dużo potłuczonych butelek i jak rozetnie nogę na szkle to wracamy do domu. Działa.

Dzieci pod namiotem

Nie mamy w tej kwestii jeszcze super praktyki — dopiero dwa razy pojechaliśmy z dziećmi pod namiot. Jak dotąd są zachwycone i lubią takie spędzanie wakacji. Technicznie — obok rozszerzenia apteczki o dedykowane dzieciom leki — trzeba zapewnić trochę więcej niż zwykle odzieży, koniecznie zabrać kurtki przeciw deszczowe, kalosze i czapki (takie wiosenno — jesienne). Bardzo sprawdzają się nam buty typu crocs jako buty ogólnozadaniowe w tym pod prysznic. Dzieci muszą też mieć dobre śpiwory. Koniecznie trzeba zabrać coś do zajęcia na wypadek niepogody, jeśli planujemy korzystać z przyłącza prądu — można brać tablety, telefony itd. Nasze na razie wolą zabawki, książki, rysowanie i różne manualne zajęcia.

Dobrze jest zwrócić uwagę żeby pole miało choć nieduży plac zabaw, a idealnie świetlicę na wypadek niepogody. Z moich obserwacji wynika, że ludzie spędzający wakacje pod namiotem generalnie są “kids-friendly” i nie przeszkadzają im hordy dzikich Indian machających kijami o 21ej pod namiotem.

Nieoczywiste jest zadbanie o dietę dzieci. Przebywanie cały dzień na świeżym powietrzu, zdecydowanie więcej ruchu niż w domu oraz bezustanny czynnik chłodzenia wiatrem powodują, że dzieciaki mają większy wydatek energetyczny. Dorośli zresztą też. Dlatego apetyt rośnie i dziecko chodzi non stop głodne. Dzieci potrzebują również więcej pić, bo tak jakby non stop uprawiają sport.

Koszty

Jeden z fajniejszych aspektów odpoczynku pod namiotem. Nawet za granicą jest tanio! Wyjątek to południowa Europa ale tam campingi są często lepsze niż hotele więc wysokie ceny mogą być uzasadnione.

Koszt pobytu w Polsce dla 4 osobowej rodziny z dużym namiotem i samochodem, bez korzystania z prądu w namiocie, w sezonie 2018 wahała się pomiędzy 60 zł a 140 zł za dobę. Podane przeze mnie 60 zł/dobę to najniższy akceptowalny dla mnie standard (porządne pole namiotowe), ale jeśli ktoś np chce osobno płacić za prysznic lub nie zależy mu na określonych udogodnieniach może spokojnie znaleźć pole namiotowe za 35 zł/doba (2 dorosłych + 2 dzieci + namiot + auto). Górna wartość to cena za parcelę na jednym z topowych campingów na Zachodnim Wybrzeżu, który ma własne wyjście na plażę.

Inwestycja w wyposażenie

Jak pisałem absolutne minimum to namiot, materac i śpiwór. Najtańszy namiot 4 osobowy w Decathlonie + 2 materace + 4 śpiwory + pompka nożna dało mi w sumie 1114 zł. Jakieś 100 zł poświęćmy na materiały eksploatacyjne — ścierki, sznurki, plandekę itd. Można założyć, że od zera dla 4 osób trzeba wydać około 1200 zł na konieczne wyposażenie. Czyli gdyby chcieć spróbować pierwszego wyjazdu pod namiot na dwa tygodnie trzeba liczyć minimalnie 2 tysiące złotych na czternaście dni za zakup wyposażenia i opłatę za pole namiotowe. Pomijam koszty dojazdu i wyżywienia.

Górnej granicy wydatków nie ma. Całkiem fajne namioty robią np Falco Tenten i kosztują ok 2500 Euro za 4 osobowy namiot. Również wyposażenie biwakowe jest zdumiewająco bogate — szczególnie pomysły amerykańskie — i potrafi być bajecznie drogie. A już w ogóle inną ligą finansową jest poruszanie się kamperem lub z przyczepą campingową…

Wyposażenie w namiocie, obok namiotu, pod namiotem i nad namiotem.

Podsumowanie

Ja lubię ten sposób spędzania urlopu. Daje mi dużo frajdy, pozwala odpocząć od miasta i mieszkania. Pozwala docenić luksus kuchni, ogrzewania, światła, radia i komputera pod ręką. Dotlenia organizm i ładuje baterie jak nic innego. Rejony, które wybieram to mniejsze miejscowości, mniej nasycone ludźmi, z czystszym powietrzem, ciemne nocą i cichsze od miasta. Społeczność campingowa też zachęca. Przywraca wiarę w ludzi i napełnia optymizmem.

Z dużym zaskoczeniem odbierałem zwątpienie, z którym spotkałem się w firmie rozmawiając o takich wakacjach i dlatego postanowiłem napisać ten artykuł i podzielić się z wami moimi przemyśleniami. Za pomoc przy wyborze namiotu i zwrócenie uwagi na kilka aspektów wyjazdu z dziećmi dziękuję kolegom z GFT — Marcinowi, Łukaszowi, Pawłowi i Bartkowi. Za konstruktywną krytykę modelu urlopowego dziękuję natomiast innemu Pawłowi, też z GFT. Dzięki!

Gdy natomiast będą chętni z radością poprowadzę warsztaty rozbijania namiotu i rozpinania plandeki dla zaawansowanych.

Udanych wyjazdów,

Michał