Tesla szybsza od Ferrari, Ferrari szybsze od Tesli

Zupełnie niespodziewanie, w ciągu zaledwie tygodnia, portalami motoryzacyjnymi wstrząsnęły dwie wiadomości z zupełnie różnych światów. Elektryczna Tesla ustanowiła nowy rekord przyspieszenia od 0 do 100 km/h, a Ferrari pokazało najmocniejszy produkcyjny samochód z wolnossącym silnikiem. Niestety dla Włochów, Elon Musk był pierwszy.

Opowiedz o Ferrari!

Nowe Ferrari 812 Superfast, poza głupią nazwą, zdaje się być fenomenalne. Zastępuje model F12 Berlinetta, któremu w zasadzie nic nie brakowało. Od 2011 roku było najpiękniejszym wytworem człowieka, bez problemów pokonując prace Van Gogha, Taj Mahal i „Bohemian Rhapsody” grupy Queen. Tylne koła napędzało 730 koni mechanicznych, co spokojnie pozwoliłoby do wprowadzenia w ruch małej wyspy, a co dopiero dwudrzwiowego GT. Mimo to, „812-tka” spokojnie wyprzedza F12 w każdej z tych kategorii. Jest ładniejsza. Jest mocniejsza. Skręca się w niej więcej kół. Inżynierowi nafaszerowali ją jeszcze bardziej skomplikowanymi systemami.

Efekt? Pierwsza „setka” w zaledwie 2,9 sekundy. Chociaż, zgodnie z dzisiejszymi standardami, powinienem był tu napisać „aż 2,9 sekundy”. Nie sposób bowiem nie wspomnieć o ostatniej aktualizacji Tesli Model S P100D. Dzięki niej, 2,5-tonowy, czterodrzwiowy, elektryczny sedan rozpędza się do 96 km/h w 2,28 sekundy. Ałć.

Aha. Amerykanie mierzą czas od 0 do 60 mph, co przekłada się na nasze 96 km/h. My mierzymy czas od 0 do 100 km/h, co przekłada się na ich 62 mph. Drobna różnica, dlatego na potrzeby tego wpisu pominiemy ją.

Czyli Tesla jest szybsza od najnowszego Ferrari?

I tak, i nie. Tesla rozpędzi się szybciej do około 100 km/h od najnowszego Ferrari, ale to w zasadzie tyle. Na kolejny próg, czyli 160 km/h (100 mph), trzeba w Tesli czekać 6 sekund, co stawia ją na równi z poprzedniczką 812 Superfast. Jeszcze następny, 200 km/h: Tesla — 10,5 sekundy, F12–8,8 sekundy.

źr. MotorTrends

Zestaw je na torze, a wyjdzie inna, równie dziwna cecha Tesli. Jakby to powiedzieć delikatnie… Tesla dostarcza sporo frajdy przez jakieś 2 minuty. Później redukuje moc, by nie przegrzać baterii. Dlatego jeśli masz Model S i chcesz zabrać go na track day, żeby “pokazać tym maniakom w ich spalinowych samochodach” to powiedz, że boli Cię głowa i tym razem tylko popatrzysz.

Trzeba jednak przyznać, że relacje z tych 2 minut frajdy mówią jasno — Tesla prowadzi się zaskakująco dobrze jak na olbrzymiego kloca, jakim jest. Prawdopodobnie byłoby w stanie dotrzymać kroku nawet 812. Przez 2 minuty.

Ferrari możesz spokojnie zabrać na tor i upalać tam tak długo, na ile pozwoli Ci zbiornik paliwa, bieżnik w oponach, lub barierka, w którą się wbijesz, bo za szybko wszedłeś w ten zakręt. Powinno to wystarczyć na ukończenie przynajmniej kilku kółek wokół Nürburgringu.

źr. https://www.youtube.com/watch?v=Jrsmd8BxhY0 (tak, to Porsche, nie Ferrari, ale co tam)

To co jest w końcu szybsze?

Trudno powiedzieć. Mam wrażenie, że prosimy tutaj Usaina Bolta, by przebiegł maraton, jednocześnie wymagając od niego ustanowienia nowego rekordu na 200 metrów. Ale gdybym miał wybierać, powiedziałbym: Tesla.

Nie oszukujmy się. Zarówno Tesla, jak i Ferrari wylądują w dużych miastach, gdzie rozpędzenie się do ponad 100 km/h kończy się trzymiesięcznym biletem na komunikację miejską. Więc w czysto realistycznej rozmowie pominąłbym wszystkie wyższe prędkości i przegrzewające się baterie.

W elektrycznych samochodach fascynują mnie ich kosmiczne przyspieszenia do nistkich wartości. A w miastach to jest najważniejsze. Dzięki tym ułamkom sekundy złapiesz ostatnie miejsce parkingowe pod biurem. Dzięki nim łatwiej prześlizgniesz się na skrajny pas, by zjechać do Maka na cheeseburgera. Dzięki nim faktycznie można dotrzeć gdzieś szybciej.

Zresztą, supersamochody (jakim zdecydowanie jest 812 Superfast) kupuje się dla ich wyglądu, dla ich dźwięku, dla reakcji jakie wywołują na ulicach, dla frajdy jaką dają kierowcy. Czy Twoje nowe Ferrari rozpędzi się do setki w 2,9 sekundy czy w 2,28 sekundy kompletnie Cię nie interesuje. Jedziesz Ferrari. Tylko to się liczy. Z pozytywów, w 812 Superfast zachowasz prawo jazdy przez 0,62 sekundy dłużej niż w Tesli.

Dlatego mam propozycję. Pchajmy silniki elektryczne do samochodów miejskich, kompaktowych. Niech one sprawią, że Fiesty i Corsy będą przelatywać przez skrzyżowania jak tylko światło zmieni się na zielone. A w supersamochodach, gdzie istotne jest więcej aniżel przyspieszenie do mizernych 100 km/h, zostawmy silniki spalinowe na tak długo, jak tylko się da. Brzmi dobrze?

A ja poproszę jedno 812 Superfast. W kolorze Rosso Scuderia, jeśli będzie. Tylko błagam, niech ktoś zdejmie emblemat z nazwą modelu.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.