Grzegorz Schetyna to przegryw.
Obserwując polską cenę polityczną od lat, tak jak większość Polaków, jedynie za pośrednictwem mediów, widziałem Grzegorza Schetynę mniej więcej od 2007 roku, kiedy Platformie udało się wygrać wybory. Pamiętam, że zawsze był opisywany jako następca Donalda Tuska w Platformie. Pamiętam, jak typowano go na przewodniczącego partii, gdyby Tusk wygrał wybory prezydeckie (do których PO ostatecznie wystawiła Bronisława Komorowskiego, i to tylko dlatego, że w momencie katastrofy smoleńskiej był marszałkiem sejmu i jego mocny gabinet potrafił odpowiednio reagować, dzięki czemu w kraju nie doszło do chaosu).
Schetyna był zawsze cieniem. Zawsze z tyłu. Kiedy Donald Tusk został wybrany na szefa Rady Europejskiej, jego miejsce w rządzie zajęła Ewa Kopacz, minister zdrowia. Kopacz odsunęła Schetynę na bok, zdając sobie sprawę z jego wciąż niespełnionych ambicji. Schetyna pozostał wierny wobec partii i premier (co już było żałosne), czekając cierpliwie na swoją kolej.
Przyszedł rok 2015 i wygrana Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Na jesieni - szczęśliwe zwycięstwo PiSu w wyborach parlamentarnych (serio, mieli bardzo dużo szczęścia, przy niespełna 40% głosów większość całkowita? Farciarze). W międzyczasie Grzegorz Schetyna zostaje szefem PO - i zaczyna się upadek Platformy. Startuje KOD, PO tam nie ma. Nowoczesna i Petru panoszą się w Sejmie i mediach, Schetyna nieśmiało zabiera głos. Nie wykazuje inicjatywy, nie reaguje, przez pierwsze pół roku rządu PiSu narzuca narrację "PiS jest zły, trzeba ich blokować" i straszy rządami, które już przecież nadeszły, które stały się faktem i codzienną rzeczywistością. Krytykuje kolejne pomysły rządu, po czym je podchwytuje ("zrobimy 500+ na każde dziecko!", lol), miota się jakby był w polityce pierwszy rok, a to przecież Petru był kompletnym nowicjuszem.
Petru widząc słabość Schetyny ogłasza się (jak w piaskownicy) liderem opozycji i k..., na miesiące mamy zabawę, bo jedna i druga partia się wywyższa i próbuje ustalić kto jest ważniejszy, zapominając o prawdziwych problemach.
Czy tego oczekiwaliście, głosując na PO? Takiego miotania się i kompletnego braku pomysłu na Polskę? Biernego przypatrywania się dekonstrukcji systemu? Jeśli Kaczyński jest jak cwany lis, to Grześ jest poczciwym jamnikiem, który poszczeka przez okno i wróci na ulubiony fotel dalej spać.
Panie Schetyna, polityka tak nie działa. Nie tego oczekują od Pana Polacy, nie tego oczekują młodzi, nie tego oczekuję ja. Proszę się wziąć w garść i albo być opozycją, albo oddać mandat i komentować politykę przed telewizorem z pilotem w jednej, i piwem w drugiej ręce. Na tę chwilę Ferdynand Kiepski jest bardziej opiniotwórczy niż Pan. Proszę się nie łudzić, że wygracie następne wybory. Nie wygracie. Nie wygracie choćby dlatego, że przewodniczy Platformie Pan, a nie ktoś pokroju Rafała Trzaskowskiego. Nie wygracie dlatego, że jedyne co robicie to szczekacie i donosicie. Nie wygracie dlatego, że nie macie ŻADNEGO pomysłu na Polskę. Daję sobie ręce uciąć, że po dojściu do władzy nie wiedzielibyście, co dalej (oczywiście, po obsadzeniu stołków). Jesteście tyleż warci, co sam PiS, ale nie macie poparcia Kościoła. Ani nawet najskromniejszej, najbiedniejszej wizji tego kraju. Nie rozumieciee młodych. Nie rozumiecie problemów prawdziwych obywateli. Przychodzicie przebrani w koszulki polo na protesty w obronie sądów (to już jest tak żałosne, jakbym ja przyszedł na protesty w garniturze i pod krawatem).
Nie myślicie. Nie myślcie więc, że wygracie. W dupie jesteście i jest gorzej niż przed rokiem. Wasze pomysły spalają na panewce i wypalają się medialnie po kilku dniach. Wiecie dlaczego? Bo gówno wiecie o naszym świecie. Bo nie znacie naszych problemów. Bo wydaje wam się, że jesteście pępkiem Polski. Nie jesteście. Nie będziecie.
Panie Schetyna, pan zawsze będzie przegrywem. Albo Pan otoczy się grupą młodych ludzi podebranych z Partii Razem (powodzenia), albo skończy Pan jak ten śmieszny staruszek, Leszek Miller. Pana wybór. To ostatnia szansa.
