Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii /recenzja/

To musi być piekło!— stwierdził pół-żartem mój przyjaciel słysząc o wietrze, poziomym deszczu i niewygórowanych temperaturach, które panują na Islandii. A jednak ta surowa, niezbyt gościnna, porzucona samotnie na oceanie wyspa corocznie przyciąga nie tylko setki tysięcy turystów, ale także osoby, które postanawiają związać się z nią na dłużej. Tak jak Berenika i Piotr, autorzy popularnego wśród islandofilów bloga IceStory i wydanego właśnie reportażu “Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii”.

Berenika i Piotr nie serwują nam jednak pocztówkowych widoków rodem z turystycznych folderów, teledysków Bon Iver, czy “Sekretnego życia Waltera Mitty”. W poszukiwaniu prawdy o wyspie wybierają się w podróż po 21 opuszczonych miejscach: od najbardziej znanych (jak dawna przetwórnia śledzi w Djúpavíku, czy wrak samolotu US Navy na plaży Sólheimasandur), po te niemal zupełnie zapomniane. Początkowo projekt miał być zaledwie serią wpisów na blogu, ale para szybko zorientowała się, warto przekuć go w coś więcej. Tak powstała jedna z najbardziej niezwykłych książek o Islandii.

Opuszczone wraki i ruiny ożywają w historiach opowiadanych przez tytułowe kamienie, porośnięte pleśnią mury, pożółkłe zdjęcia sprzed kilkudziesięciu lat i monety, którymi niegdyś płacono pracownicom przetwórni. Przede wszystkim jednak opowiadanych przez zwykłych-niezwykłych rozmówców, którzy są prawdziwymi bohaterami tej książki. Wśród nich znajdziemy artystów, właścicieli hotelu, kucharza, turystów i emigrantów, a każdy z nich wnosi do obrazu Islandii nowe, nieoczywiste elementy.

W przywróceniu życia opuszczonym miejscom bardzo pomaga styl pisania autorów, w którym rzeczowy, chwilami chłodny jak sama Islandia reportażowy ton miesza się z niemal poetyckimi opisami miejsc, przepełnionymi prawdziwą miłością do tego miejsca. Berenika i Piotr kochają wyspę razem z jej surowością i nieprzewidywalnością, nie jest to jednak miłość szczeniacka i naiwna.

“Najprzyjaźniejszą porą roku na wędrówki jest lato, lecz najbardziej klimatycznym czasem — jesień. Światło “działa” tu wtedy inaczej, jest rozproszone i mgliste. Promienie padają pod niskim kątem, malując szczyty pomarańczowymi odcieniami, pozostawiając doliny w rozrzedzonym mroku. Islandczycy i na to mają nazwę: sólstafir — promienie zmierzchowe. Nawet kolory nabierają jakiegoś pierwotnego rysu. Są rzadką mieszanką żółci, czerwieni i fioletu, w wilgotnym powietrzu lub mżawce rozbijają się na dziesiątki tysięcy odcieni. Na przełomie września i października, gdy trafi się wyjątkowo spokojny dzień, brak sztucznego światła sprawia, że nocne niebo przeraża głębia i pięknem. Dobra przestrzeń dla czarnoksiężników.”

Opowieści bohaterów układają się w kronikę historii Islandii, znaczoną przez kolejne wybuchy wulkanów, śledziową “gorączkę złota”, kryzysy finansowe i wreszcie ogromny boom turystyczny, w którym wielu z nich widzi nie tylko źródło bogactwa, ale także poważne zagrożenie. Nie jest to jednak historia, jaką odnajdujemy w podręcznikach — obserwujemy ją przez pryzmat prywatnych losów mieszkańców, którzy od lat starają się znaleźć szczęście w tym niezwykłym zakątku świata. Bo “trzeba pamiętać, że zawsze i we wszystkim najważniejsi są ludzie”.

O książce:

Tytuł: Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii
Autorzy: Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak; 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data premiery: 2017–04–26
Liczba stron: 256
ISBN: 978–83–751–5437–5

Nota wydawcy:

Islandia — wyspa aktywnych wulkanów i olbrzymich lodowców, gorących źródeł i tysięcy wodospadów. Miejsce, o którym marzy wielu turystów. Obszar równy jednej trzeciej powierzchni Polski zamieszkany przez niespełna czterysta tysięcy osób.
Berenika i Piotr, autorzy bloga IceStory, osiedlili się na Islandii, aby poznać prawdziwe życie w kraju, który kusi i zachwyca surowym pięknem, ale też wiele wymaga od swoich mieszkańców. Poznają historię i skutki kryzysu finansowego — w 2008 roku dotknął on nie tylko Islandczyków. Penetrują wyspę w poszukiwaniu opuszczonych miejsc. Odwiedzają odizolowany Djúpavík. Kiedyś była to jedna z największych na świecie przetwórni rybnych zatrudniająca setki pracowników, dziś mieszka tam garstka ludzi. Udają się na archipelag Vestmannaeyjar. W 1973 roku wybuch wulkanu Eldfell niemal rozpołowił jedną z jego wysp i zmusił mieszkańców do ewakuacji.
Szepty kamieni ukazują nieznane, nieopisywane w przewodnikach oblicze Islandii. Niczego nie ujmując jej urokowi, dopowiadają niedopowiedziane.
Like what you read? Give Martyna Zastrożna a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.