O wojnie medialnej. Z innej strony.

Lubię Michała i lubię to, co pisze.

Kolejny, bardzo ciekawy, fajnie napisany tekst, z którym mógłbym się zgodzić w całej rozciągłości gdyby nie to, że w mojej ocenie, w walce o media chodzi o coś odrobinę innego.

Cofnę się o krok i zacznę od podpięcia się pod tekst Michała: “Nie będę się tu rozwodził czy preferuję PiS czy PO, bo byłaby to rozprawa o tym, czy wolę cierpieć na kiłę czy na rzeżączkę”. Dla mnie, to co przedstawił Michał, to bardzo “nasza” perspektywa: ludzi, którzy w zasadzie wychowali się w Internecie.

Sam nie mam telewizora, od kiedy wyprowadziłem się od rodziców (prawie 13 lat), nie słucham radia poza samochodem. Wszystko co wiem, przynosi mi Internet. 
Ale kiedy wyjedziesz poza “miasto”, okazuje się, że nawet tam, gdzie jest Internet, sytuacja nie wygląda już tak samo.

W kręgu moich znajomych, nikt nie słucha Radia Maryja i nie ogląda Telewizji Trwam ale kiedy pojadę w rodzinne strony, ta perspektywa się zmienia i z jej powodu, zacząłem inaczej patrzeć na to zjawisko. Od strony zasięgu i sensownych programów (zapewniam, że są, tylko trzeba cedzić ziarno od plew), te media zasługują na pełen podziw i szacunek. Dlaczego? Bo “dowożą kontent” tam, gdzie nikt inny, do ludzi, którzy z różnych powodów nie uczestniczą w życiu. To są starsi ludzie, często schorowani, mieszkający w miejscach, gdzie największą atrakcją jest niedzielna msza i okazjonalny pogrzeb. Łatwo zgubić tę optykę, kiedy prowadzi się wygodne i dostępne życie w dużym, nowoczesnym mieście ale w Polsce są jeszcze miejsca, gdzie w taki dzień jak dziś, kiedy jest -6 za oknem i od rana sypie śnieg, ludzie po prostu utykają. Fizycznie — nie są w stanie ruszyć się ze swojego domu. I te dwie atrakcje stają się niedostępne — dla nich pozostaje telewizor lub radio. A co ma najlepszy zasięg?

Kiedy sobie to uświadomiłem, zacząłem też rozumieć dlaczego partia, która odniosła zwycięstwo przede wszystkim w Internecie, deklasując wszystkie inne partie, z PO włącznie, po wygranych wyborach zaczęła… zmieniać to najbardziej klasyczne, przestarzałe medium. I nie, nie ma to związku z tym, że PiS nie rozumie Internetu. Właśnie rozumie — wie, że wygrał w nim jako opozycja i wie, że wygrał bo to medium, którego nie da się kontrolować.
Wie również, że tzw. “twardy elektorat”, nigdy nie był odbiorcą Internetu — PiS potrzebował Internetu by zgarnąć te parę punktów procentowych u tych, którzy chcieli dokopać Platformie, ale nie potrzebuje już tych ludzi tak bardzo, by dalej prowadzić swoją narrację. Wie, że ta narracja w Internecie bardzo szybko zostanie rozbita i tzw. “racjonalni” sobie poradzą, wie również, że ich przeciwnicy, tak jak ja, nie oglądają telewizji.

Musi jednak dotrzeć z tą narracją do ludzi, którzy stanowią wierny, twardy elektorat, a oni — raczej — nie korzystają z Internetu. Dla nich telewizja to jedyne, “natychmiastowe” źródło wiedzy i potrzebują go, by wierzyć, że nadeszła “dobra zmiana”.

Okej, ale nie taniej byłoby po prostu zmienić nazwę? Jasne, że byłoby taniej, ale tutaj chodzi o możliwość odtrąbienia sukcesu. O propagandę, o “oderwanie świń od koryta”, i czy lepiej nie brzmi stwierdzenie, że “Telewizja jest w końcu Polska!”? Brzmi. I to co cały rwetes.

Czy telewizja to medium umierające, jak chce Michał… nie, nie sądzę. Niedawno krzyczeliśmy, że papierowe książki umierają, że zabiją je ebooki. Na razie na to się nie zanosi, tak jak i nie zanosi się na śmierć telewizji, głównie ze względu na jej zasięg w mniejszych osadach ludzkich.

Najważniejsze pozostaje jedno stwierdzenie, pod które również się podepnę: uczcie się czytać ze zrozumieniem. Lub raczej: uczcie się przyswajać wiedzę ze zrozumieniem. To boli, wiem, ale to jedyna opcja, by co “chwila” nie pojawiały się “gadające głowy”, które twierdzą, że one wiedzą lepiej od ciebie, co jest dla ciebie ważne i tobie potrzebne.

P.S. A tak poza tym, chciałem się przekonać, czy potrafię jeszcze napisać dłuższy tekst, od początku do końca.