Śladami Ignacego Mosia (zachód słońca w centrum Poznania)

Warto czytać (Facebooka, rano)
Wtorkowy poranek — wstałem z łóżka i, rozpoczynając poranny rytuał, zacząłem od przejrzenia Facebooka. Gdzieś mignęła mi informacja, że w Bramie Poznania można zdobyć ulotkę gry miejskiej. Nic więcej w temacie nie zarejestrowałem.
W trakcie dnia, w pracy, mój zmęczony programowaniem umysł jednak przypomniał sobie o tym — postanowiłem po zakończeniu służbowych obowiązków udać się do wspomnianej Bramy Poznania i rzeczoną ulotkę odnaleźć.
Kilka godzin później, w holu Bramy, wpadła w końcu w me ręce, razem z kolejnym numerem magazynu “Let’s Fly” (wydawanego przez poznańskie lotnisko Ławica) i kilkoma innymi ciekawymi broszurkami.
Rzuciłem okiem na ulotkę. Traktowała o grze miejskiej śladami Ignacego Mosia — związanego z Poznaniem społecznika i kolekcjonera, przyjaciela rodziny Henryka Sienkiewicza. Poznaniowi przysłużył się przede wszystkim jako twórca i kustosz muzeum literackiego poświęconego właśnie Sienkiewiczowi.
W środku znajdowała się mapka z miejscami, w które należało się udać by rozwiązać rebusy znajdujące się na kartach ulotki. Każde z miejsc miało szczególne znaczenie dla patrona gry, co było również było opisane wewnątrz ulotki. Dla każdego z nich przygotowane było do odgadnięcia hasło słowne. Jedna literka każdego hasła była specjalnie oznaczona — to z nich należało ułożyć ostateczne hasło. Ułożenie go oznaczało zakończenie gry zwycięstwem.
Jest pomysł — jedziemy!
Miejsca były w centrum miasta, a zbliżał się wieczór — postanowiłem spróbować przebyć trasę gry rowerem i przy okazji poobserwować Poznań w promieniach zachodzącego słońca.
Nie zastanawiając się długo, w jedną rękę złapałem ulotkę, w drugą butelkę z wodą i wskoczyłem na siodełko swojego składaka. Wieczorne przyjemności czas zacząć!

Mam sporo szczęścia jeśli chodzi o lokalizację mieszkania — po wskoczeniu na rower postanowiłem przejechać część trasy do najbliższego punktu na mapie z ulotki (Katedry na Ostrowie Tumskim) brzegiem Jeziora Maltańskiego. Słońce akurat zaczęło zachodzić, dookoła panowało przyjemne dwadzieścia kilka stopni, nic tylko zatrzymać się na chwilę i podziwiać!

Po kilkuminutowych zachwytach ruszyłem w drogę już na dobre, dyktując dość solidne tempo. Po chwili byłem już na przeciwległym brzegu jeziora, w okolicach ronda Śródka. Moim oczom ukazał się w oddali zarys mojego celu — Katedry.

Jadąc w stronę Katedry spojrzałem w pewnym momencie przez lewe ramię — w stronę Wartostrady — nowej trasy rowerowej, wybudowanej wzdłuż wybrzeża Warty. Postanowiłem ją wypróbować w drodze do domu, po zakończeniu mojego rowerowego wypadu.
Po dotarciu na Ostrów Tumski — ujrzałem majestatyczną Katedrę— mogłem przystąpić do rozwiązywania związanej z nią zagadki.

Tutaj niestety rozczarowanie — w momencie gdy dotarłem do Katedry wybiła godzina 20:30, niestety budynek jest w dni powszednie zamykany o godzinie 19:00.

Na szczęście następny punkt na mapie z ulotki był dosłownie na wyciągnięcie ręki — był to znajdujący się po drugiej stronie ulicy Pałac Arcybiskupi. Ochoczo przeszedłem więc na drugą stronę ulicy, znalazłem furtkę wejściową, nacisnąłem klamkę i…

…znowu zawód — ciężko powiedzieć czy furtka zamknięta jest zawsze, czy może otwiera się w określonych godzinach. W każdym razie nie udało mi się wejść do środka, a na pocieszenie został mi widok pałacu zza otaczającego cała posesję płotu.

Podróż do wnętrza… miasta
Następnym punktem na mapie był adres: Stary Rynek 40 — pod tym adresem kiedyś mieszkał Ignacy Moś, a świadczyć o tym miała pamiątkowa tablica. Ruszyłem więc czym prędzej w stronę Starego Miasta przejeżdżając nad Wartą na moście Bolesława Chrobrego a następnie skręcając w lewo, w Chwaliszewo — piękną okolicę pełną kostki brukowej i odnowionych kamienic.
Po drodze zatrzymałem się na moment, by popatrzeć na malowniczo wyglądającą w promieniach zachodzącego słońca ulicę Wielką.

Na stary rynek dotarłem w okolicach godziny 20:50, około pół godziny przed pełnym zachodem słońca. Rynek, jak to rynek latem w godzinach wieczornych, tętnił życiem aż miło.

Po dotarciu pod wskazany adres i chwilowym podziwianiu ogromu ludzi na Starym Rynku, przemieściłem się na jego przeciwległą ścianę, by odnaleźć muzeum Henryka Sienkiewicza, autorstwa bohatera gry miejskiej z ulotki, Ignacego Mosia.
Na ostatni punkt wycieczki wybrałem Sanktuarium Świętego Józefa (siedzibę klasztoru Karmelitów Bosych), znajdującym się na wzgórzu Świętego Wojciecha. Lekka wspinaczka wystawiła moje wątpliwe sportowe zdolności na próbę, a po dotarciu na szczyt wzgórza znów niestety musiałem pocałować klamkę — tym razem to sanktuarium okazało się być zamknięte i mogłem je podziwiać tylko z zewnątrz.

W momencie gdy zbierałem się do powrotu do centrum miasta, słońce zaszło na dobre. Ukontentowany widokami, jakimi miałem okazję się napawać przez półtorej godziny, postanowiłem wrócić do mieszkania, zahaczając dwa ostatnie punkty z ulotki w miejscach związanych z życiem Ignacego Mosia.
W drodze powrotnej, zgodnie ze złożoną sobie obietnicą, przejechałem fragment Wartostrady łączący mosty Bolesława Chrobrego i św. Rocha. Mnóstwo ludzi cieszyło się wspaniałą pogodą nad wartą — część z nich po prostu siedziała pogrążona w rozmowach, inna część pozostawała w ruchu — grając w siatkówkę, jeżdżąc na rolkach, czy, tak jak ja — pokonując metr po metrze trasy na rowerze.
Moim oczom podczas przejazdu wartostradą ukazywały się po raz ostatni już przepiękne widoki, na których miejska architektura przeplatała się z zielenią natury i niezliczonymi kolorami wieczornego nieba.

Jeśli chcielibyście aktywnie spędzić letni wieczór w mieście, polecam z całego serca wycieczkę rowerową po centrum! Dla mnie co prawda podążanie śladami Ignacego Mosia było tylko pretekstem do rowerowego przejazdu po Poznaniu, ale również zachęcam was do spróbowania swoich sił w grze miejskiej opisanej na ulotce, którą można odnaleźć w Bramie Poznania. Da radę również spokojnie pokonać pieszo trasę między punktami na mapce gry (gdybyście na przykład nie mieli co robić w weekendowe (przed/po)południe! Celowo nie zdradzam wszystkich miejsc, które znajdują się na mapce wrzuconej do ulotki, by nie zdradzać wszystkiego od razu. Po prostu przejdźcie tę grę sami!
To (mam nadzieję) pierwszy z wielu tego typu wypadów, na których mam nadzieję uchwycić krajobraz Poznania, mieszający piękno natury z wysmakowaną, cieszącą oko miejską architekturą. Spodziewajcie się więcej, bo jest co oglądać i czym się zachwycać.
Dzięki!
