Moją uwagę zwrócił ostatnio magazyn Kinfolk, a dokładniej tytułowy napis na winiecie okładki, któremu warto poświęcić kilka słów.

Wydawany od 2011 roku magazyn stosunkowo szybko utorował sobie drogę do ikonicznego czasopisma life style, wytyczając trend i znajdując wielu lokalnych naśladowców. Charakter Kinfolk łączy dwa porządki — elegancję i niebanalność. Wizualnie skrajnie estetyczny i minimalistyczny, co zawsze rodzi ryzyko chłodnej techniczności, zachowuje przy tym przyjemne ciepło i ludzki pierwiastek. Piękne fotografie, papier i typografia, w zasadzie wiele więcej nie trzeba, aby uzyskać pożądany efekt. Tekst gra tu rolę drugoplanową, ostatecznie czasopisma life style służą w większym stopniu przyjemnościom cielesnym, niż duchowym, i Kinfolk potrzeby te zadowala bardzo profesjonalnie.

Layout magazynu w ciągu ostatnich sześciu lat przechodził mniejsze i większe przeobrażenia, co znaczy, że w przypadku tak modnego czasopisma swoiste “bycie na czasie” pełni funkcję kluczową. Z charakterem Kinfolk, ideą, która stoi za publikacją (slow life, kuchnia, sztuka, community), w bardzo organiczny sposób łączy się tytuł na winiecie. Napis ujęty szeryfową kapitałą niewątpliwie zawiera te dwa pierwiastki — czystą elegancję i sąsiedzką przyjazność, co w przypadku magazynu kształtującego zbiorowe poczucie estetyki ma wartość szczególną — nie pozostawia odbiorców obojętnymi, tym samym tworząc odpowiednie warunki do przyswajania umiejętnie opakowanej idei.

Źródło: www.kinfolk.com

Charlotte Heal, dyrektorka kreatywna Kinfolk, w wywiadze dla It’s Nice That przyznaje że przy pracach nad ostatnim odświeżaniem layoutu (w 2015 roku) zdecydowano się na zmianę typografii, zrezygnowano z układu osiowego, wprowadzono nowy styl dla ilustracji i fotografii, siatkę projektu uwolniono ze sztywnych ram i uczyniono bardziej elastyczną. To wszystko widać gołym okiem. Co być może trudniejsze do uchwycenia, zmiany nie ominęły także logotypu. Uznano, że dotychczasowy nie odpowiada kierunkowi, w jakim dalej będzie rozwijał się magazyn, i konieczny jest jego redesign.

Uważna analiza pokazuje, że zmiany nie są jednak tak rewolucyjne. Co istotne, zachowano krój pisma, który w wytrawnych obserwatorach budzi niemałe emocje. Na pierwszy rzut oka jest on łudząco podobny do słynnego kroju Trajan Carol Twombly z 1988 roku, opartego na inskrypcji z cokołu kolumny Trajana. Na zbliżeniu widać wyraźnie, że font, choć bliski, różni się zwłaszcza w rysunku litery O. Zostało ono opracowane w sposób bardziej surowy, bliższy rytemu w kamieniu pierwowzorowi. Krój ten to Optimus Princeps, zaprojektowany przez niemieckiego typografa Manfreda Kleina, rocznik 1932. Klein, który karierę rozpoczynał w branży reklamowej, w latach 90. poświęcił się całkowicie projektowaniu krojów i znany jest z wielu żartobliwych fontów składających się całkowicie z dingbatów, ale nie tylko. Po chwili zastanowienia łatwo zrozumieć, dlaczego twórcy Kinfolk sięgnęli właśnie po Optimus Princeps.

Trajan (Adobe) i Optimus Princeps (Manfred Klein)

Litera O, tak różna pomiędzy krojem Twombly a Kleina, to sedno rzeczy. Nieco niezgrabna, wykoślawiona, dla innych ekscentryczna, to ona stanowi o sile logotypu Kinfolk. Elegancja i perfekcja rzymskiej kapitały przy zachowaniu humanistycznego pierwiastka ukrytego w dukcie narzędzia, to w rzeczy samej doskonała graficzna reprezentacja konceptu całego magazynu.

Ciekawe, że większość krojów Kleina jest darmowych, przy zastrzeżeniu o ich niekomercyjnym wykorzystaniu. Dla pozostałych zastosowań autor prosi o odpowiednie wpłaty na cele charytatywne.

Show your support

Clapping shows how much you appreciated OKO LITERY’s story.