Skończyłam szkołę.

Skończyłam szkołę.
Mogę teraz otwarcie ją skrytykować. Ale nie chcę. Chcę za to nieśmiało podzielić się z Wami odrobiną moich emocji i moim małym wielkim odkryciem. Jeżeli chcecie zostać, to mi miło. :)

Myślę o ostatnich dwóch latach. [uśmiech] Fajnie mi było. Wiele razy zmieniłam zdanie, poznałam fajnych ludzi z fajną wizją, odrobinę się zbuntowałam, pojechałam tam, gdzie chciałam, byłam zagubiona, dostałam wsparcie, stawiałam na swoim, szukałam i znalazłam lub nie. Byłam i TU, i tam. W międzyczasie chodziłam też do szkoły. Ona czasami mi przeszkadzała, a czasami też pomagała- zależy.

Teraz 12-letnie przygotowanie i 6-cio dniowy finał starcia poważnej Oli vs. niepoważnego egzaminu dobiega końca.

Pomaturalnie fizycznie wyczerpana zasiadam do czytania serio fajnej książki (bo w końcu sama ją wybrałam). Mam ją od zimy, chyba nawet przeczytałam całkiem pokaźną jej część. Zakładka wypadła, ja ze wstydem nie pamiętam żadnych konkretów. Po chwili uspokajam się i uświadamiam, że przecież jestem po maturze, mam czas i mogę pozwolić sobie na to, żeby zacząć czytać od początku…
Czytam, przerywam, biorę ołówek, dalej czytam, podkreślam co chcę, nie rozumiem, myślę, czytam jeszcze raz, płynę. Po ponad pół godzinie przeczytałam dokładnie 7 stron.

W tym momencie odkryłam. Odkryłam czytanie.

Przez całe życie “czytałam” na czas. Nie kończąc książek, bo przecież kolejna lektura już czeka. Im szybciej tym lepiej, bo może uda mi się zdążyć i znaleźć czas na moją książkę. Ale nie, bo ją też szybko i po łebkach, a i tak nieskończona. 
Cieszę się niesamowicie, że odkryłam, bo przyjemnie, wartościowo i bez stresu. Wreszcie! Ale to chyba też i smutne, że 19-sto letnia dziewczyna dopiero teraz nauczyła się czytać. Chyba tak.

Ale nie chcę tylko o smutno-radosnych wewnętrznych odkryciach po latach. Chcę też o moich kolegach maturzystach lub pomaturzystach, lub przedmaturzystach. Chcę o nauce-sztuce, nie szkole.
Przede mną (co najmniej!) 4 miesiące wytęsknionej przestrzeni. Przestrzeni tylko i wyłącznie na mnie, i dla mnie. Czekałam na nią długo i wytrwale, bo w końcu 12 lat. Wszystko zaplanowane, tak, żeby był też czas na niezaplanowane niespodzianki. Jestem ciekawa i chcę się uczyć. Jestem gotowa, w dużej mierze dzięki wsparciu moich TUmanów. Fajnie, że ich mam. Ale niestety wiele moich rówieśników takowych nie ma.

Jakoś tak mi smutno kiedy słyszę od ludzi, że przerwa po maturze fajna, bo to 4 miesiące, ale byle tylko nie za długo. Rok jest już nie do pomyślenia. Początkowo niby luz, wolność, ale potem nudy. A później to w ogóle masakra. Przecież tacy już rozleniwieni nie pójdziemy na studia. Smutno mi, bo odnoszę wrażenie, że takie osoby to nieświadomo-smutni ludzie. Dla mnie nauka jest najpiękniejszą ze sztuk. Ja swoją edukcję dumnie zabieram wszędzie. :) Gap year widzę jako spokojny czas dla mnie, moich myśli i mojej niekończącej się ciekawości. Polecam każdemu, świadomemu, odważnemu.

Odważnemu!

Rok przerwy. Łatwo o nim mówić, trudniej się go podjąć. Ja nadal się waham. Nie jest łatwo, bo ciekawości z dnia na dzień coraz więcej. Same wątpliwości. Poczynając od potrzeby akceptacji mojej decyzji wśród ważnych dla mnie osób, kończąc na braku ulgi biletowej. Dotychczas w razie konieczności potrafiłam się postawić, ale jeszcze nigdy na rok!

Odkrywajcie swoją ciekawość, a za mnie i moją decyzję trzymajcie kciuki! :)

Ola Morańda

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.