Ty chory fiucie

Nie wiem, kiedy poznałam słowo fiut, ale bardzo je lubię. W zależności od tego, jak je akcentuję, to nabiera ono różnego znaczenia.

Mogę mówić jak nauczyciel — teoria wielkiego fiuta, albo jak lekarz — no co my tutaj za fiuta mamy? Czasami jest romantycznie, jak na randce rozbierance — oh, co za fiut! Bywa też, że fiut (jak przeciągnę uuu i ttt) brzmi obraźliwie.

Nie znam fiuta, który koegzystuje sam bez swojego człowieka, ale znam za to kilku fiutów, którzy w spodniach noszą swoje drugie imię.

Tak to już jest, niby w dowodzie ma wpisane XYZ, a to po prosu fiut.

Bywa też tak, że ktoś wysyła ci zdjęcie swojego przyrodzenia i w sumie nie wiesz po co to robi. No bo nie dość, że to jakiś obcuch, to jeszcze jego korzeń jest chory. Serio, serio.

Ja nie jestem jakimś medykiem, ale umiem zauważyć, że organ ma zmiany chorobowe. I takie zmiany zauważyłam u pana, który postanowił pokazać mi co nosi między nogami. Nie wiem, czy pan mówi po polsku, bo poradziłam mu udać się do lekarza, wiecie o zdrowie trzeba dbać.

Nie jest też tak, że mnie jakoś to zniesmaczyło, czy obraziło. Ot, ekshibicjonista przeniósł się do internetu. Na dworze zimno już, a człowiek nie jest taki, co by nie miał potrzeb seksualnych. Życie, wiadomo.

Początkowo chciałam wkleić zdjęcie, które dostałam, ale jednak tego nie zrobię. Nie to, że jakoś boję się o waszą wrażliwość, ale po co oglądać chore organy, skoro można oglądać zdrowe?

Człowiek od zdjęcia fiuta wysłał zaproszenie do znajomych na Instagramie… Może jestem jedyną, która go nie wyśmiała, a może po prostu jest pojebany jak lato z radiem. Możecie głosować w komciach

Piosenka nie ma nic wspólnego z tekstem, ale właśnie jej słuchałam

A single golf clap? Or a long standing ovation?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.