Zmiany i inne szatany

Dawno nic nie pisałam, bo nie miałam czasu. Znaczy pisałam, ale nie tutaj dla przyjemności, ale dla hajsiwa. Dzisiaj postanowiłam jednak wylać z siebie słowa w tym miejscu.

Nie można być nigdy niczego pewnym. Serio, po prostu nie ma to najmniejszego sensu, bo wystarczy dosłownie minuta, żeby nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Dzisiaj mamy 12 dzień roku pańskiego 2017, a ja doświadczyłam już tyle, że nie bardzo wiem, czego w ogóle mogę się spodziewać. W którą stronę iść, czy może po prostu stać w miejscu i dać się owiewać cząsteczką teraźniejszości. Mieć na wszystko wywalone, jak krowa na pastwisku i tkwić.

Ale po kolei:

  1. Poszłam do kardiologa na kontrolę. Taka tam zwyczajna kontrola, przecież nie chcę mnie operować, więc w zasadzie po co ja tam chodzę. No i okazało się, że te kontrole mają sens, bo coś ta moja pikawa świruje Andrzeja i trzeba znowu się przyjrzeć. Zapewne skończy się na nowych lekach, albo wrócą stare, ale jakby to powiedzieć — nie jestem taka stara, a zdrowie mam zjebane jak rollercoster w Okuniewie. Pan doktor zarządził Holtera i zaczęło się. Żeby założyć na CITO na NFZ, musiałam odwiedzić 2 przychodnie, dostać informację, że CITO to jest kwiecień, a w ogóle to się nie uda, bo lekarz pierwszego kontaktu źle wystawiła skierowanie. Ręce opadły, chciałam być jak mała Mi i spalić wszystko ze złości. Na szczęście można zawsze zapłacić prywatnie i mieć na CITO za 2 dni. No i super, ale nadal nie rozumiem po co płacę co miesiąc składkę na zdrowie. Na emeryturę nie płacę już od kilku lat. Mam plan jak umrzeć w okolicach 70 w razie czego. Umrzeć tak, żeby narobić kłopotu państwu. Chociaż pewnie do tego czasu, zostaną już wymyślone specjalne procedury utylizacji dziadów.
  2. Wywalono mnie z pracy, co chyba wbrew wszystkiemu okaże się najlepszą rzeczą jaka mogła mnie zawodowo spotkać. No ale jeszcze nie zapeszam, ale też nie załamuję rąk, chociaż przez 3h od tej mało zabawnej informacji, byłam podłamana. Najlepsze okazało się jednak na koniec tego dziwnego dnia. Jeden z byłych już szefów wywalił mnie ze znajomych na fejsbuku. Szanuję to, że mentalna gimbaza wśród dorosłych ma się nieźle.
  3. Kupiłam sobie kapelusz czarownicy w tanich ciuchach. Za tydzień jest impreza pod wyzwaniem “Mistrza i Małgorzaty”, mam zamiar przebrać się za Małgorzatę, chociaż korci mnie bycie Behemotem. Grubym czarnym kotem, który pije wódkę z kieliszka i zakąsza ogórkiem kiszonym. Jak upoluję kocie uszy, albo wąsy to będę Behemotkiem. Najlepsze jest to, że to jednak plan jakiś, a co się wydarzy do tego czasu, to ja nawet nie wiem. Może spadnie na nas w końcu kometa i będzie pozamiatane?
Like what you read? Give A ZAJRZĘ a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.