Sowy…
Puk, puk. Jesteś czy Cię nie ma? Dlaczego, gdzie, z kim, po co, kurwa!
Podchodzę do okna. Śnieg, który jeszcze kwadrans temu sypał z nieba płatami wielkimi jak kapsle od piwa, powoli uspokaja się. O tej porze, w taką pogodę, nikt już nie chodzi po ulicy. Nikt normalny, w każdym razie. Co kilka minut przejedzie…