Dwa ostatnie papierosy

Dziś się wszystko wyjaśni. W takich chwilach nienawidził siebie. Nienawidził tego co zaraz zrobi. Przez to czuł jakby chłód mroził jeszcze bardziej jego kości, jakby deszcz bardziej moczył poły jego płaszcza niż zazwyczaj. Niestety ten dzień był taki sam jak wiele innych. Czuł, że przemoknięty śmierdzi psem, że jest jak bezpański kundel.

Latarnia pod którą stał przygasała co chwila i nie dawała o sobie zapomnieć przeciągłym piskiem ukrytego w niej transformatora. Zapalił przedostatniego papierosa. To ostatnia paczka. Tak sobie zawsze powtarzał.

Niecierpliwie spoglądał na zegarek, odliczał minuty jakby mu się gdzieś śpieszyło, lub może jakby liczył, że nie będzie musiał nigdy odejść spod tej latarni. Pojawiła się ona. Ruszył.


Podstawą związku jest utrzymywać balans pomiędzy jednoczesnym dystansem i bliskością, podobnie jest ze śledzeniem kogoś. Czuł, że nie chce stracić jej z oczu, czuł, że musi być jak jej cień, lecz jednocześnie na tyle odległy by nie wyczuła jego obecności. Nie był to pierwszy raz jak za nią podąża. Z każdym razem przyciągała go co raz bardziej.

Znał ją coraz lepiej, wiedział co myśli, a przynajmniej tak mu się wydawało. Czuł bliskość jakiej nie czuł do żadnej innej osoby od dawna. Nie dawała mu spokoju. Mimo woli zachwycał się jej włosami i tym jak się porusza.

A co jeśli ona wie, widzi go i się nim bawi? — ta myśl przerywała każdy taki moment odrętwienia. Przypominał sobie czemu to robi i nabierał dystansu, zarówno fizycznego, jak i mentalnego. Znów czuł ten sam chłód co zawsze.

Ona stała i rozmawiała z kobietą sprzedającą gazety w kiosku. On przypomniał sobie jak się wpakował w tę beznadziejną sytuację. Niewierny mąż, który szuka pretekstu do zerwania intercyzy wiążącej go z niczego nieświadomą żoną. Takich spraw miał coraz więcej i coraz bardziej nienawidził tego czym się zajmuje. Zajmuje się już tym trzeci tydzień i nie znalazł nic. A może podejść do niej i powiedzieć prawdę? Nie. Nigdy tego nie zrobi. I nie chodzi wcale o etykę zawodową…


Ruszyła dalej, tym razem prosto ulicą. Nie idzie do pracy - to zmiana której się nie spodziewał. Szła pospiesznie nierównym chodnikiem, starała się trzymać jak najbliżej obdrapanej ściany, by uniknąć ochlapania wodą z kałuż rozsianych po całej ulicy. Ta zmiana była dla niego na tyle nieoczekiwana, że szybko rozpłynęły się resztki melancholii sprzed kilku chwil.

Nie mogła zauważyć nadjeżdżającego samochodu. Postanowiła przejść na drugą stronę ulicy, wyszła zza zaparkowanego na poboczu vana i weszła przed jadący z dużą prędkością wóz. Kierowca nie mógł jej zauważyć. Nie mógł też zatrzymać pojazdu. Wpadł w poślizg, próbując ją wyminąć i zahaczył ją tyłem samochodu. Upadła na ziemię. Jej ciało niemrawo drgało.

Dzieliło go od niej 200 metrów. Kiedy zauważył co się stało, ruszył bezmyślnie przed siebie. Dobieg do niej. Była nieprzytomna, krwawiła z otwartego złamania. Czuł że oddycha. Zdjął płaszcz i ją nim okrył, jednocześnie próbując zatamować uciskiem krwotok. Krzyknął jeszcze do kierowcy samochodu, by ten dzwonił na pogotowie.

Po kilku minutach było po całej akcji. Policja spisała jego zeznania. Starsza kobieta stojąca na poboczu powiedziała, mu że jest bohaterem. On ruszył dalej prosto ulicą, w zakrwawionym płaszczu, sam. Myślał o tym co się stało. Nie miał pewności, czy ten dzień jest wyjątkowo zły, czy może dobry.

Doszedł do rozległego placu. Zapalił ostatniego papierosa. Od sanitariusza dowiedzał się do jakiego szpitala zawiezie ją pogotowie. Dziś się wszystko wyjaśni.

Show your support

Clapping shows how much you appreciated Bagder! Badger!’s story.