Pochwała pierdzenia i wstydu

Pierdzenie to jeden z ważnych wynalazków Pana Boga. Proces przewietrzania kiszek — opróżnianie zakamarków jelit z nagromadzonych tam toksycznych gazów przypomina katharsis jakie przeżywa nadęte ego wystawione na pośmiewisko. Głośny i smrodliwy pierd w towarzystwie tych, którym chcieliśmy zaimponować skutecznie przekłuwa nadęty balon ego. Nasz pieczołowicie konstruowany w umyśle wizerunek wali się w gruzy i… stajemy w prawdzie… Umysł oderwany w jednej sekundzie staje się umysłem ucieleśnionym…

Rzecz ujęta od strony filozofii praktycznej sprowadza się do relacji pomiędzy duszą rozumną posiadającą we władzy mięśnie szkieletowe, (w tym zwieracz odbytu!) oraz duszą wegetatywną zarządzającą mięśniami gładkimi ( w tym tak zwany przeze mnie “przedzwieracz” odbytu, współpracujący ze zwieraczem ale nie podlegający świadomej kontroli). Możemy oczywiście wstrzymywać gazy w towarzystwie, ale potem albo boli brzuch albo mamy zatwardzenie — prawda zawsze w końcu wyjdzie na jaw! Chcielibyśmy nie produkować nadmiaru gazów, ale nie potrafimy tego zrobić „od ręki”, bo rzecz nie zależy tylko od tego, co zrobimy przy pomocy mięśni szkieletowych. Dojść do porozumienia z własnym brzuchem — oto fundament etyki na poziomie duszy wegetatywnej! Oto zaniedbana w naszej cywilizacji oderwanych umysłów etyka brzucha! Na nic się zdadzą fakultety, jeśli nie umiesz spokojnie jeść, trawić i wydalać. Jeśli np. silniejsze od Ciebie są smażona skórka, czekoladowa polewa, kolorowa pianka czy złocisty płyn, musisz regularnie ćwiczyć zwieracze! Fundamentem cnót jest uczciwość wobec własnego brzucha. Tu na nic się zdadzą techniki autoprezentacyjne. Nie żywimy się samymi ideami. To, co przekazujemy do żołądka jest „kwintesencją realności”, to jest byt, z którym wchodzimy w najintymniejszą relację „fizycznego utożsamienia”.

Wstyd jest jednym z podstawowych mechanizmów socjalizacji. Osoby autystyczne nie potrafią się wstydzić. Wstydząc się pokazujesz, że inni są dla Ciebie ważni, że potrafisz przyjąć ich punkt widzenia i przejąć się tym jak, z tego punktu widzenia jesteś odbierany. Jest to fundament wychowania. Problem w tym, że ten fundament bywa źle położony. Wstydzimy się często nie tego, czego powinniśmy. Wiktor Frankl- twórca logoterapii zauważył, że po II wojnie nastąpiło przesunięcie akcentu wstydu. Już nie wstydzimy się jak za czasów Freuda swojej nieuświadomionej seksualności — dziś bardziej wstydzimy się swojej nieświadomej religijności. Europejczyk nie wstydzi się, już tego, że ma pragnienia seksualne , ale, że ich nie przejawia wystarczająco energicznie. Bardziej od swoich potrzeb seksualnych wstydzi się tego, że potrzebuje Boga. Ukrywa i tłumi swoje pragnienie zbawienia, to znaczy pragnienie uwolnienia się od największego prześladowcy — swojego własnego ego. Jeden z naszych kolegów instytutowych pierdzi na potęgę. Jego stosunek do tej czynności zasługuje na chwilę uwagi. Stara się nie zasmradzać otoczenia, ale też przyznaje z pokorą, że nie zawsze mu się to udaje…Praktykuje coś, co nazwałbym ćwiczeniem duchowym uświadomionego pierdzenia. Przede wszystkim nie wkurza się, gdy inni pierdzą. Nie wypiera ani nie projektuje swojego pierdzenia na innych. W efekcie wspólne pierdzenie z nim to jak fajka pokoju! Symbol wzajemnej akceptacji naszej pierdzącej cielesności. Jak w Tańczącym z wilkami.

Scheler pisał, że zdrowy wstyd jest warunkiem dojrzałej miłości. Wstydliwość w sferze seksualnej, według niego, jeśli nie ma podłoża neurotycznego, jest wyrazem naturalnej obawy przed „uprzedmiotowieniem”. Zdrowa wstydliwość wyrasta z pragnienia intymności w związku. Nasza duchowa strona chce wolności , nie chce pozwolić by mechanizmy fizjologiczne były jedynym sensem spotkania osób, które siebie sobie powierzają w akcie seksualnym. Jakoś to nam brzmi nienowocześnie…odwykliśmy od nazywania białego białym. Freudowska edukacja zrobiła swoje. Wstydzę się nie tego, co trzeba. Nie wstydzę się tego, że nie potrafię się modlić ale tego, że jestem zbyt “konserwatywny”. Zagadka: co wspólnego mają Święty Franciszek obnażający się przed ojcem, Diogenes sikający na przedrzeźniających go młodzieńców i pierdzący Krates?

Wszyscy wychodzą poza mechanizmy autoprezentacji, odrzucają źle rozumianą wstydliwość — są niezależni od dyktatury społecznego wizerunku. Wstydzą się w zdrowy sposób: boją się uprzedmiotowienia, fałszu, nieautentyczności i rozdźwięku między brzuchem a głową słowem: utraty wewnętrznej wrażliwości i zdolności kochania. Bardziej im wstyd przed Bogiem niż przed ludźmi. Ot i cała tajemnica