Powab obojętności

Czy bez emocji bylibyśmy jak maszyny? I jeśli w jakimś sensie tak, to czy bylibyśmy dobrzy. […]Przecież — co prawda kosztem pięknych i pozytywnych uczuć — pozbawilibyśmy się emocji złych, destrukcyjnych i toksycznych. Stąd obojętność wydaje się nęcąca. […]

Martinus w swoim świątecznym wpisie na stronie Pogadalni http://pogadalnia.pl/2016/12/23/na-swieta-ekscytujaca-osobliwosc-obojetnosci/ poruszył we mnie czułe struny. Zadał tyle trudnych pytań, że potrzebowałem 3 tygodni, żeby zebrać się w sobie i coś odpowiedzieć.

Czy bez emocji bylibyśmy jak maszyny? pyta Martinus, wzbudzając we mnie chętkę „nicowania założeń”. Po pierwsze, „mechaniczność” nasza w stanach silnego pobudzenia emocjonalnego wyraźnie wzrasta. To emocje nas odczłowieczają, nie ich brak. Silne mocje powodują zawężenie pola uwagi i wyłączenie wyższych funkcji psychicznych, takich jak kreatywne myślenie czy uczucia wyższe. Reakcje emocjonalne powiązane z jądrem migdałowatym sprawiają, ze stajemy się przewidywalni jak maszyna. Weźmy na przykład strach. Tak pisze o nim Johnson:

Mózg wydaje się tak skonstruowany by uniemożliwiać opanowanie reakcji lękowych siłą woli. Istnieje wyraźna dysproporcja pomiędzy gęstością szlaków nerwowych łączących jądro migdałowate z korą, a gęstością połączeń w przeciwnym kierunku, na niekorzyść tych ostatnich […] w sytuacjach zagrożenia konstrukcja mózgu sprzyja przejmowaniu kontroli nad naszymi reakcjami przez układ autonomiczny, celowo tłumiąc ekspresję świadomego, racjonalnego ja

Umysł szeroko otwarty s. 73.

I dalej „ u jednej pacjentki lekarze przypadkowo pobudzili obszary mózgu, które spowodowały, że kobieta skurczyła się w fotelu, na jej twarzy odmalowało się skrajne przygnębienie i zaczęła mówić słowami jakby żywcem wyjętymi z „Zapisków z domu umarłych” Dostojewskiego „już się dość nażyłam, mam dosyć”… Po wyłączeniu prądu, ponury nastrój pacjentki minął jak ręką odjął.

Po drugie, całkowity brak reakcji emocjonalnych nie jest tożsamy z obojętnością. Co więcej to właśnie pobudzenie emocjonalne często powoduje, że zamykamy się na innych ludzi, nie dostrzegając ich potrzeb. Zamykamy się w obrębie przeżywanej przez siebie frustracji czy radosnego podniecenia. Martinus opisując powaby obojętności nawiązał do stoików i Buddyzmu. W obu tych tradycjach obojętność jest wynikiem pracy nad umysłem i nie polega na wygaszeniu emocji lecz pragnień. Zachodzi pomiędzy nimi istotna różnica. Emocje to reakcje ciała. Pragnienia to byty umysłowe. W obu wymienionych tradycjach duchowych dąży się do spokoju ducha, tj. stanu względnej (dopasowanej do indywiduum) równowagi emocjonalnej (zależy im na tym, by nie być nadmiernie szarpanym przez emocjonalne pobudzenia), ale drogą do tego jest praca nad tym, co podlega naszej bezpośredniej kontroli czyli wyobrażeniami i przekonaniami w naszym umyśle. Wygaszenie pragnień jest stanem umysłu wolnego od takich zachcianek jak „bycie obojętnym”, a nie stanem ciała całkowicie wolnego od pobudzeń. Obojętność w tym w tym ostatnim znaczeniu to śmierć lub katatonia.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.