Protesty: jak nam dobrze w partyzantce. A strategii dalej brak
W ferworze kolejnego emocjonującego starcia o (niewątpliwie istotne) zmiany ustrojowe, ośmielam się wyjść z szeregu i zadać pytanie — co dalej? „Co z ideą, co z programem”? Gdzie strategia opozycji?

Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że działaniami opozycji rządzi reaktywność — potrafią jedynie reagować na kolejne działania władz. To Prezes dyryguje dziś opozycyjną orkiestrą. Opozycja posłusznie skacze w rytm kolejnych ustaw, zapowiedzi, „niefortunnych” sformułowań rzucanych mimochodem w wywiadach czy z mównicy. Podczas gdy rządzący konsekwentnie realizują założony plan, w swoim tempie, opozycja — ledwo dysząc — podąża. Zawsze w odpowiedzi, zawsze krok z tyłu.
Bzdurą jest twierdzenie, że nic się nie da zaplanować bo sytuacja zmienia się dynamicznie. W biznesie dobrze znane jest powiedzenie Eisenhowera: „Plans are worthless, but planning is everything” (plany są nic nie warte, ale planowanie jest wszystkim). Z pewnością znane jest też w polityce. Na brak strategii nie ma usprawiedliwienia, to wynik słabości, intelektualnego lenistwa, braku pomysłu na siebie i Polskę.
Co dziś macie do zaoferowania poza doraźnymi postulatami „powstrzymać zmiany” oraz „PiS musi odejść”?
Zaglądam na stronę Platformy Obywatelskiej. Na głównej stronie odnośniki do artykułów. Z piętnastu, trzy z nich oceniam jako mogące mieć związek z działaniami strategicznymi. Reszta odnosi się do tematów minionych i bieżących, narzucanych przez partię rządzącą. Strategia przegrywa więc z partyzantką i reaktywnością 3:12. Na stronie Nowoczesnej link do programu partii znalazłem dopiero na ostatnim z kilku przewijanych slajdów. Wynik: 1:13.
Brak spójności i odpowiedzialności
Mam poczucie ogromnej niespójności między przekazem opozycji a ich działaniami. No bo skoro Polska się wali, to co jeszcze robicie w rozproszeniu?
Jak widać strach przed dyktaturą i poczucie odpowiedzialności nie są wystarczająco silne by pokonać osobiste ambicje, osobisty lub partyjny interes, doprowadzić do zwarcia szeregów i utworzenia choćby wspólnego, trwałego frontu — nie mówiąc już o jednej partii czy ruchu.
Elity potrzebne od zaraz
Tylko kto miałby mieć jakiś głębszy i konstruktywny pomysł na przyszłość? Mam wrażenie, że ostatni który potrafił w tym towarzystwie myśleć długofalowo, wyjechał do Brukseli.
Miernością zieje po obu stronach barykady. Po jednej stronie pycha i lekceważenie. Po drugiej bezplan i mizeria. Sezonowi liderzy, których wyobraźnia nie obejmuje oczywistych konsekwencji wystawiania fikcyjnych faktur, i inni niepoważni, strzelający samobója za samobójem — dla wielu wyborców są nie do zaakceptowania.
Potrzebni są ludzie, którzy mają twarde umiejętności i kompetencje, a także wizję, plan i strategię, alternatywną lub korygującą tę obecnie wdrażaną. Bo jak wiemy z historii, jeden program jednej partii, to za mało.
W kolejnych wyborach chciałbym móc zagłosować z przekonaniem na kompetentnych i odpowiedzialnych ludzi, a nie wybierając mniejsze zło.
Obudźcie się ci, którzy naprawdę potraficie, a nie macie śmiałości włączyć w sprawy publiczne. Czas się ruszyć. Już dziś. Potrzebuję — potrzebujemy — reprezentacji na poziomie.
Bo oprócz tego co dziś dzieje się za oknem, interesuje mnie przyszłość. A najważniejsze sprawy dla naszej przyszłości dzieją się nie w Polsce, ale na świecie. Bez odpowiednich kadr i podejścia, wiatr historii (tej dużej, pisanej przez wielkich tego świata) znowu może nas sponiewierać.
