Photo by Brooke Cagle on Unsplash

Z pojęciem “użytkownik” spotykam się w swojej codzienności już ponad osiemnaście lat. Pierwszym “użytkownikiem” dla mnie byli uczniowie szkoły, do której uczęszczałem. Moim zadaniem było stworzenie nowej strony internetowej naszego liceum. Później przez wszystkie lata pracy jako developer, a teraz projektant, nie było dnia, bym przynajmniej raz dziennie nie wypowiedział tego słowa (nawet w weekendy). W końcu to właśnie “użytkownik” jest odbiorcą mojej pracy i głównym celem dla którego na codzień stawiam przemyślane, zbadane i przedyskutowane z innymi projektantami kreski.

A co gdyby zamienić “użytkownik” na “człowiek” w naszym codziennym podejściu?

Jakiś czas temu skonfrontowałem się z dwoma sytuacjami, które…


O tym jak bywam wkurzony troszeczkę.

Photo by Aleks Dorohovich on Unsplash

Siedzę na fotelu i zastanawiam się kiedy z twórcy stałem się konsumentem. Czy był to moment kiedy wykupiłem subskrypcje (takie trudne słowo) Netflixa, czy może jeszcze wcześniej. Strasznie zaczęło mnie to irytować, gdyż na każdym kroku słyszę, że już zaraz czterdziestka i świat się kończy, a ja nie spijam pianki no chyba, że z wanny w której mi się czasem zaśnie.

Dopadł mnie konsument. No dopadł.

Konsumuję codziennie artykuły o tym jak konsumować i co warto skonsumować. Nawet branżowe świerszczyki piszą do mnie językiem Consumato powtarzając się w kółko i proponując książki zawierajace te same treści z tych samych artykułów…


Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach, Karmelki i Gruz, 2011 (okładka płyty)

Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach

Momentami tęsknisz za nutą, która cały czas przypomina tobie, drogi mi czytelniku, jakąś sytuację w życiu. Rzadkością jest muzyka, której słuchając, sama stwarza takie sytuacje, sama jest tą najprzyjemniejszą sytuacją. I to jest właśnie Kombajn. Jedna z najprzyjemniejszych sytuacji jaka mi się zdarza kiedy puszczam ich muzykę. Sytuacja do której wracam rzadko, gdyż zatopienie się w niej na dłużej uspakaja myśli w sposób kliniczny.

Policja śpi na drzewie, anioły bombardują ziemię…

Kiedy byliśmy na studiach, muzycznie kręciło nas wszystko co miało choćby pozór ćpania lub załamania nerwowego, miło przyjmowało się artystów tworzących na rauszu, albo po prostu inaczej niż można było usłyszeć w radiu. Byliśmy nowym…


foto: Paweł Kadysz

o okrążeniach, zrezygnowaniu i sentymentach słów kilka

Tego tekstu nie dedykuję moim znajomym, koleżankom i kolegom z tzw. branży i tym co w pełni świadomie nie kupowali nigdy telewizora bądź telewizji na życiowym starcie. Nie dedykuję też osobom starszym wiekiem, gdyż jestem świadom ogromnej bariery jaka dzieli ich przed tego typu rozwiązaniami. Nie dedykuję też fanom telewizji śniadaniowych, bo nie.

Koniec.

Kończy się dzień w którym dałeś z siebie wszystko. Dzieci już śnią o bajce, którą im przeczytałeś, zmywarka pierze poobiednie naczynia, kolacja pachnie przy twoim boku lewym, a przy prawym pieni się w pokalu piwko. W ręku trzymasz pilota.

Relaks.

Z chęcią byś coś obejrzał, zatem zaczynasz…


foto: Alexandra, https://pixabay.com/pl/users/Alexas_Fotos-686414/

Od razu odpowiem, czyli tl;dr, srutu tutu, nie odpoczniesz (badabuuum tsss, aha i proszę wydać dźwięk paszczowo i głośno, nawet jeżeli czytasz ten tekst w knajpie).

Ale, od początku…

Przez kilka lat byłem mocno oddany różnym zajęciom (w końcu humanista w świecie IT), co najlepsze niektóre były z totalnie różnych bajek, więc ani na nudę, ani na brak urozmaiceń nie mogłem narzekać. Generalnie, w ogóle nie narzekam. …


foto: Paweł Kadysz

W ciekawych czasach przyszło nam żyć. Dbamy o świetny makijaż, dizajnerski styl mieszkań, dobry ciuch i elegancko wyglądający telefon z pięknymi ikonkami.

A pod spodem, pod tą warstwą piękna chowa się czasem turpizm pełną gębą, zamiłowanie do brzydoty, okropieństw, paskud i tego co złe, szkaradne. Zaskakuje mnie to, że coraz bardziej pragniemy przeżywać i patrzeć na wszystko to co nas w pewnym sensie przeraża i odpycha, a nie umiemy cieszyć się tym co piękne, dobre i daje nam w pewien sposób pokój. Uciekamy od tego, naśmiewamy się z dobrych rzeczy, z góry twierdząc że są nudne.

Zbliża się wielkimi krokami…


photo by Jordan Whitt (http://www.verandaindy.com/)

Kiedy byliśmy dziećmi, posiadaliśmy broń. Nie, nie wirtualną, taka pojawi się dopiero za sześć lat. Prawdziwą, nie byle jaką, o dużym zasięgu. Biegaliśmy z witkami na które nabijaliśmy pigwy i miotaliśmy nimi w dal patrząc do którego piętra doleci. Naszymi okopami były krzaki, to pomiędzy nimi ustalaliśmy koordynaty i główny cel naszej batalii.

Były tylko dwie armie, my byliśmy Polakami, oni zawsze Niemcami. Żadnego więcej wroga. O złym i przebiegłym „Związku Sowieckim” dowiadywaliśmy się dopiero na lekcjach historii. Nie robiło to wtedy już na nas wrażenia.

Podróżowaliśmy na huśtawkach i ślizgawkach, na drabinkach mieliśmy czołg. Czy coś nas powstrzymywało? Tylko…


Kopia zapasowa, kiedy w życiu straci się troszeczkę ważnych danych z błahych dość powodów, jakimi są chociażby wirusy komputerowe, lub z trywialnych jakim jest o jeden shift + del za daleko, to czynność nazywana bakapem potrafi stać się nawet lekkim obłędem.

I tak oto ja, ponad miesiąc temu stanąłem twarzą w twarz z przeprowadzką z ośmioletniego komputera na nowy. To co uzbierało się na już raz wymienianym dysku jest niezłą kolekcją materiałów wszelkiej maści. Od zdjęć do filmów, dokumentów, parunastu projektów i małych skarbów czekających na odkrycie za parę miesięcy, może lat. …


Kiedy kończą się bajki.

Drogi Muchomorku,
piszę do Ciebie ten list z poczucia wewnętrznej tęsknoty jaka się zrodziła po obejrzeniu w telewizji naszych przygód. Przypomniały mi się stare dobre lata, zanim wyjechałeś. Fakt, nie odzywałem się do Ciebie długo, nawet musiałem dowiadywać się o Twój adres różnymi drogami, gdyż wyrzuciłem go z pamięci. Nie ukrywam złości, która mnie wypełnia, po tym jak mnie zostawiłeś samego w naszym domku i wyjechałeś za tą swoją sławą, której i tak nie udało Ci się zdobyć, jednak w duchu cieszę się, że jakiś grzybiarz nie zrobił z Ciebie zupy i nie poczęstował nią swojej rodziny. …


A może tytuł powinien brzmieć: nowych muzycznych legend już nie będzie?

W zeszłym tygodniu dopadła nas szokująca wiadomość, kolejna legenda muzyki, Prince, odszedł do wieczności. Nie powiem, przy jego utworach swoje wyskakałem, zauważyłem, że całkiem niedawno coraz więcej było go widać w telewizji i słychać w sieci, że aż dziwnie pomyśleć, że się więcej nie ukaże. Zapewne jednak wiele razy go jeszcze usłyszmy, pewnie nawet jakieś nowe piosenki, tak jak pośmiertnie wydają Elvis, Tupac i MJ. I jak generalnie każda śmierć, z natury, powinna wzbudzać do refleksji nad życiem(?), tak mnie ta śmierć pobudziła do refleksji nad współczesną branżą muzyczną, czego owocem było wypowiedziane przeze mnie zdanie:

Nowych muzycznych legend już…

Piotr Siwiński

Humanista w świecie IT. Kochający opowiadać mówiąc, pisząc i fotografując. Projektant rzeczy użytecznych. Niepoprawny realista w rogowych okularach.

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store