Hej, zróbmy kwartalnik!

Szymon Piotrowski
Mar 9, 2016 · 3 min read

9 lutego 2016 roku, równo miesiąc temu, chwilę po 18. Idę ulicą. Spotykam Adama, opowiadam mu gdzie idę. On stwierdza, że w sumie to też chciał tam iść, rusza więc ze mną. Wpadamy na Daniela, który docenia cel naszej wędrówki, rusza z nami, choć twierdzi, że cały czas dotrzymywać nam towarzystwa nie może. Chwilę później jednak stwierdza, że może. W międzyczasie łapiemy też Julię, która chętnie przyłącza się do wesołej kompanii. Namawiać długo na wspólną przechadzkę nie daje się również Ala. Ostatecznie zgadza się kawałek z nami iść nawet Bartek. Gdzieś w kompanię wplątuje się też Hugo. Widząc nas z daleka, podbiega do nas Rafał, który łapie ze sobą też Mateusza. I tak sobie idziemy, zmierzamy do naszego celu, określanego wesołym okrzykiem naszej bandy:

”Hej, zróbmy kwartalnik!”


Rozpoczęliśmy jakże piękną metaforą, możemy więc przejść do meritum. Powyżej macie przedstawione zbieranie ekipy. Bardzo fajnej ekipy. Najfajniejszej w internecie.

Ekipy magazynu Light Magazine.

Równiutko miesiąc temu odezwałem się do Adasia ze swoim pomysłem stworzenia Light Magazine. Adaś, jak się okazuje, nosił się już z pomysłem stworzenia czegoś takiego, tj. medium związanego z technologią. Tak rozmawiając, okazało się, że dzięki jego sprytowi, mieliśmy w pół godziny domenę, w godzinę mieliśmy już ogólny zarys kwartalnika o technologii i kulturze. Nie wyobrażam sobie tworzenia takiego projektu bez Daniela, toteż odezwałem się do niego w zasadzie od razu. Choć z początku twierdził inaczej, ostatecznie bardzo się zaangażował i 10 lutego zaczęliśmy wstępnie to ogarniać, wraz z Julią, która chętnie włączyła się w projekt. Wszystko, co teraz widzicie, jest elementem dokładnie rozplanowanego planu, przygotowanego przez Daniela niewiele po rozpoczęciu prac nad magazynem. Oczywiście, to nie jest tak, że nic nie dzieje się na spontanie, ale jednak znaczna większość działań i publikacji była przygotowana i zaplanowana wcześniej. Cały luty milczeliśmy, o tym, co robiliśmy, wiedziało raptem parę osób. 1 marca ruszyliśmy z przytupem, prezentując światu dość sporo informacji dotyczących Light Magazine. Od tamtej pory chwalimy się naszym nowym dzieckiem gdzie się da, ale taki urok — jesteśmy naprawdę podekscytowani tym, co robimy, kręci nas to.

Dziś chciałem Wam opowiedzieć troszkę o tym, jak to wyglądało od kuchni, jak mniej więcej doszło do tego, że obecną ekipą składamy teraz wydanie 1, numer 01/2016. Przed nami jeszcze wiele pracy i z pewnością bardzo ciężkie chwile tuż przed niesławnymi „deadline’ami”, ale jesteśmy pewni, że nie zawiedziemy efektem nikogo.

Jeśli choć trochę zainteresowałem Cię tym, co robimy, możesz odwiedzić naszą stronę, na której znajdziesz więcej ogólnych informacji o magazynie, a także co nieco o naszych redaktorach.

Na naszej stronie (a konkretnie o tutaj) możesz też dołączyć do naszego newslettera. Dlaczego to tak istotne? Ponieważ właśnie drogą e-mailową odbywać się będzie wysyłka kolejnych numerów Light Magazine. Za darmo, bez żadnych haczyków — wystarczy podać swój adres e-mail, potem potwierdzić zapis do naszej listy mailingowej przez otrzymany na podany adres link — i już! Wraz z premierą każdego numeru — poczynając, rzecz jasna, od nr 1 z 31 marca — otrzymasz link do jego pobrania na swoją skrzynkę.


Celowo nie opisywałem tu stricte jak będzie wyglądać Light Magazine — tego się jeszcze dowiecie z paru innych źródeł bardzo niedługo, można też sporo wyczytać na stronie. Tutaj chciałem Wam pokazać, jak mniej więcej doszło do tego, że w ogóle taki magazyn tworzymy. Mam nadzieję, że nie żałujecie tych kilku minut memów z kotami, które zamieniliście na przeczytanie tego tekstu. Z mojej strony to tyle — czekajcie cierpliwie na więcej informacji i nie zapomnijcie zasubskrybować Light Magazine przed 31 marca!

Trzymajcie się,

Szymon Piotrowski

Written by

W moim życiu są: muzyka, za dużo kawy, marzenia, przemyślenia, filmy, książki, gry. Nie ma: snu. Kontakt: szpiotrowski@icloud.com, http://fb.com/szmpiotrowski.