#2

Mamo!
Właśnie robiłem sobie kawę i pomyślałem-ach!
Jak dobrze byłoby znowu się tak beznadziejnie zakochać!
Tak głupio zwariować dla kogoś, nie wiedząc nawet, czy za kilka miesięcy nie będę tego żałować.

Ile to lat już mija od Waszego ślubu?
A ile od poznania się?

Zastanawiam się, czy byłaś wtedy, taka jak ja?
I jak to jest, mieć tyle doświadczenia za sobą i umieć nie rozpadać się na miliony cząsteczek przy każdej gorszej sytuacji?

Ciekawe, co ma większą zdolność do zapamiętywania-
ciało czy serce?
Ile zależy od fizyczności, a ile od wewnętrznej wiary w to wieczne przeznaczenie, jakim jest miłość właśnie?

Widzisz, mamo, jak ja mogę mówić, że wydoroślałem, skoro stawiam same pytania, zamiast szukać odpowiedzi?

Chciałbym się głupio zakochać, ale z drugiej strony- który to już raz z rzędu mówisz mi, żebym odpuścił?

Męczą mnie te ciągłe starania, to beznadziejne poszukiwanie, bo tak- nie poddaję się.
I mówią, że należy czekać, że lepiej dać sobie spokój, a samo przyjdzie.

Przyszła do mnie, całkiem niedawno.
Wylała mi na serce trochę atramentu.
Dotknęła tam, gdzie nikt wcześniej nie potrafił (i to samymi słowami).
Kochaliśmy się nawet przez jakiś moment.

Ale się wahała. 
Od samego początku.
I to nas zgubiło chyba najbardziej.
Byliśmy ze sobą szczerzy, ale zostało kilka niedopowiedzeń, jak w tym wierszu Śliwonika.

I co teraz?
Niby jej nie ma od jakiegoś czasu, ale ślad pozostał.
Siedzi gdzieś tam z tyłu głowy, chociaż już od dłuższego czasu nam na sobie nie zależało.

Dlaczego Ci o tym mówię?
A no właśnie- bo to ona przyszła do mnie, nie ja do niej.
Ja tylko odwzajemniłem krok, a gdy już podszedłem bardziej- ona zaczęła odchodzić.

Nie żałuję tego, jak nigdy nie żałuję chwil, w których mogłem się poczuć choć odrobinę szczęśliwy.

I może mają rację ci, co twierdzą, iż nie sam koniec jest najpiękniejszy, lecz te wszystkie zdarzenia pomiędzy?