Bunt

Mam dwadzieścia jeden lat, czyli dopadł mnie wiek, w którym podobno płeć męska jest na ostatnim etapie dojrzewania.
Jeżeli można mieć zastrzeżenia co do samej tezy, to nie zmienia ona faktu, że do tej pory, doświadczając większość młodzieńczych wzlotów i upadków, ostatnio dręczy mnie pewne zjawisko, którego nie przeżyłem:
bunt.
Szczerze mówiąc, to pojęcie w moim odczuciu jest czysto ambiwalentne. Zarówno cieszy, jak i niepokoi mnie świadomość, ile zbędnych emocji udało mi się przez to pominąć, a ilu, w skutek jego braku, nie udało się wyprodukować.
W wielu kluczowych sytuacjach brakowało mi czegoś takiego, jak upartość czy stanowczość. Przez bardzo długi czas nie byłem pewny czy potrafię wyrażać “własne zdanie”.
Z drugiej strony, uporczywą walkę toczyłem, by nie podchodzić do niektórych spraw w sposób impulsywny lub gwałtowny, z tą jedyną różnicą, że wszystko toczyło się tylko i wyłącznie we mnie.
Nigdy nie dawałem po sobie poznać, że gdzieś tam w środku, przeżywam właśnie prawdziwą rewolucję.
Takie namiętności ma jednak większość z nas.
Więc co tak właściwie niesie ze sobą bunt?
Wydaje mi się, że jest on próbą na odnalezienie siebie.
I jest to próba czasu.
Czasu, który może nauczyć nas oraz nasze otoczenie cierpliwości, bo nie można zapominać, że bunt oddziałuje także na zewnątrz i często wobec tej zewnętrzności się sprzeciwia.
Ta intymnie-powszechna sprzeczność wypływa z różnorakich pobudek, lecz w głównej mierze leży u podstaw jakichś idei.
My, jako młodzi ludzie, potrzebujemy jasnych punktów odniesienia, autorytetów, kogoś lub czegoś, co będzie nas prowadzić odpowiednio do celu, a przy tak potężnej rozbieżności i ułomnościach, popadamy w konflikty natury tożsamościowej i stąd rodzi się właśnie bunt.
Myślę, że w którymś z tych momentów pojawia się pytanie: kim jestem i dokąd zmierzam?
Chociaż jest to zagadnienie dość fundamentalne, tak rzadko się nad nim zastanawiamy i nie formułujemy odpowiedzi, która mogłaby przynieść przecież sporo korzyści.
Czuję, że dopiero teraz dopada mnie właśnie taki bunt.
To jest właśnie ta chwila, kiedy należałoby się określić i wejść nieco swobodniejszym krokiem w dorosłość, która czyha już tam, blisko, za rogiem.
Problem w tym, że to wszystko jest niczym wojna domowa.
Walka pomiędzy grupami w jednoosobowym wnętrzu.
Ciężko określić, co należy wyrwać dosadnie wraz z korzeniami, a jakimi ziarnami sypnąć na nowo zaludnianą ziemię.
To swoiste “być albo nie być”.
Buncie.
Nadchodź czym prędzej.
