O człowieku, który przechodził zbyt blisko ludzi.

Nie wiem, jak było mu na imię.
Być może nosił wiele imion
albo nie miał go wcale.
Ostatecznie dla kogoś,
kto tylko wtapia się w tłum,
musi to być mało ważne.
Czego on tam szukał?
Bliskości drugiego człowieka?
W takim razie, po co mu trzeci,
czwarty, piąty i tak dalej?
Może nikt nie reagował.
Może za słabo próbował,
a może zbyt bardzo.
To też niejednoznaczne.
Ludzie czasem traktują zbliżenia
aż nadto poważnie.
Szkoda, że ich spojrzenia
nie odbijają się wtedy od bruków,
którymi pokonują całe miasto.
Przetarte ślady
przetartymi oczami,
naznaczone startymi dłońmi,
cicho pobrzmiewającymi
w kieszeniach.
A to tylko dźwięk
proszący o zbliżenie.
O człowieku, który przechodził
zbyt blisko ludzi wiem jedynie tyle,
że któregoś razu otarł się o śmierć.
Nie jestem natomiast pewny,
czy i mnie
kiedyś nie minął.
