Dregdrawer full

Świat ruin i efektów ubocznych — tak przyszli zapewne nazwą nasze czasy.

Zacznijmy od kawy. Kawa, choć na ogół o tym nie myślimy, jest najpowszechniejszym narkotykiem na świecie (a kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamień). I rzeczywiście — od lat mówi się, że kawa to jeden z czołowych produktów eksportowych dzisiejszego świata (kontrowersje na ten temat rozpykane na drobne znajdziesz pod tym linkiem — zdradzę jednak werdykt: nawet jeżeli kawa nie jest na drugim miejscu zaraz po ropie to i tak handluje się nią na potęgę i spokojnie mieści się w ścisłej czołówce).

No, a wiadomo, jak się pije dużo kawy, to robi się przy okazji dużo śmieci. Naprawdę dużo śmieci. Szacuje się, że odpady dookołakawowe — od opakowań po fusy — ważą 32 miliony ton w skali roku. A to i tak tylko jeden z szeregu negatywnych skutków jakie przemysł kawowy wywiera na środowisko — tu polecam link z wymienianką tychże.

Człowiek jednak wszystko potrafi zamienić w złoto. U nas w pracy na przykład odpady z ekspresów są pieczołowicie zbierane, by użyźniać rośliny naszych pracowników. Coś podobnego, tylko na wielką i zaawansowaną skalę, dzieje się na świecie. W ten sposób kawowe odpady ponownie napędzają gospodarkę — tu link w który akurat warto kliknąć: How Coffee Waste Is Fueling a Circular Economy.

Dodajmy drugi element układanki — ruiny. Walter Benjamin zauważył kiedyś, że im szybciej zmienia się świat, tym młodsze powstają ruiny.Jak zwykle Walter miał rację. Żyjemy wśród ruin: od starych magazynów i zasypanych piwnic, przez rosnące lawinowo hałdy elektronicznych odpadów, po martwe strony www i porzucone adresy mailowe. Opuszczonych budynków jest na świecie więcej niż bezdomnych. Taka dziwna prawda.

Tak dochodzimy do postapokaliptycznego kapitalizmu nadchodzących czasów. Najlepszym jego przykładem jaki znalazłem jest hodowla grzybów na odpadach kawowych w opuszczonej pływalni. Bo taki właśnie biznes istnieje i ma się świetnie w Rotterdamie. RotterZwam wygląda jak na zdjęciach, a kto ciekaw szczegółów, niech odwiedzi ich stronę — link tutaj. Biznes jest opłacalny i rozwija się szybko.

Nasuwa mi się taka refleksja:
nie trzeba czekać na żadną atomową wojnę, by dożyć czasów postapokalipsy. Nadprodukcja jest tak obezwładniająca, że chcąc nie chcąc będziemy musieli przeprowadzić się na stare śmieci. Dosłownie.

Świat ruin i efektów ubocznych — tak przyszli zapewne nazwą nasze czasy.