#31 Jak biega się w grupie po raz pierwszy

Urszula Wawrzeniuk
Sep 5, 2018 · 2 min read

Nie jestem zawodowym biegaczem. Chyba nie nazwałabym siebie nawet biegaczem-amatorem. Raczej powiedziałabym, że biegam od czasu do czasu takie odległości, ile nogi dadzą radę (ale nie dalej niż 10 kilometrów).

Ostatnio zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym, aby może zacząć robić to trochę bardziej na serio, czyli wskoczyć na poziom biegów amatorskich. Do tego też przydałby mi się jakiś plan treningowy, być może trener, który powiedziałby mi jakie są poprawne techniki biegu, jak dobierać intensywność, długość itd.. I oto pojawiła się okazja nie do odrzucenia — znalazłam darmowe treningi biegowe, które odbywają się co tydzień w Lesie Bielańskim przez całą jesień od dzisiaj.

Pełna obaw wrzuciłam koszulkę na grzbiet i postanowiłam sprawdzić, jak to jest biegać w grupie i jak właściwie wygląda trening biegowy. W opisie w wydarzeniu na Facebooku nie było zbyt wielu szczegółów, jedynie informacja, że każdy biega jak umie i nawet początkujący żółtodziób da sobie radę.

Ostatecznie przebiegłam 7,5 km, wliczając w to podbiegi, skipy, przyspieszenia i podskoki. Nie wliczając ćwiczeń dodatkowych, rozciągania i krótkich przerw. Trening twał prawie półtorej godziny i o ile w pierwszej części treningu trzymałam się dzielnie gdzieś w połowie kolumny, tak wracałam już zamykając bieg. Biegłam w tempie trochę szybszym od moich własnych przebieżek.

Wrażenia? Mimo tego, że można było biec wolniej (było dwóch trenerów, na przedzie i na tyle kolumny) i opuścić część ćwiczeń (około 40 minut zajęły ćwiczenia w dwóch blokach wykonywane na jednym odcinku, więc można było z boku odpocząć), to nie wiem czy osoba zupełnie początkująca dałaby radę. Możliwe, że tak, bo ja wykonałam wszystkie ćwiczenia, choć pod koniec czułam wszystko w nogach i nie tylko.

Ostatecznie jestem bardzo zadowolona. W grupie było zdecydowanie rażniej, inni moblilizowali do tego, żeby biec szybciej i nie wymiękać przy wykonywaniu ćwiczeń. Wszyscy zdawali się być bardzo sympatyczni i nie odczułam, żeby ktoś się zanadto puszył. Czuwało nad nami dwóch trenerów i chociaż grupa była liczna, to cały czas mieli na nas oko i poprawiali podczas wykonywania ćwiczeń.

Czuło się też taką przyjemną energię od ludzi, którzy robią coś fajnego. Spotykają się w środku tygodnia wieczorem, zostawiają swoje problemy za sobą i przybiegają, żeby zrobić coś z pasji. Lubię otaczać się takimi zajawkowiczami. Niektórzy ewidentnie znali się z innych cyklów biegania, wyścigów oraz treningów i dyskutowali radośnie. Inni milcząco biegli w grupie. Każdy jednak zmobilizował się do tego, żeby dobrowolnie przyczłapać do Lasu Bielańskiego i pobiegać wspólnie.

Z przyjemnością dołączę za tydzień.

Urszula Wawrzeniuk

Written by

Reality, thoughts and fiction.