#32 6 rzeczy, za które lubię Łódź
Sep 6, 2018 · 3 min read
Podróż podróży nierówna, a wyjazdy służbowe rządzą się swoimi prawami. Niewiele jest miejsc na mapie Polski, do których tak ochoczo jeżdzę do pracy. Nie napiszę tutaj o ciekawych muzeach i innych atrakcjach (zazwyczaj, gdy kończę pracę wszystkie typowe miejsca turystyczne są już nieczynne), ale o moich ulubionych codziennych miejscach, w których bywam, odwiedzam i z miłością do nich wracam.
- Hotel Stare Kino
W tym wypadku należy pochwalić moją firmę za znalezienie perełki w miejskiej dżungli miejsc noclegowych. Jest to jeden z ciekawszych i najbardziej ujmujących hoteli, w jakich byłam w swoim życiu i wcale nie chodzi tutaj o liczbę gwiazdek.
Stare Kino to miejsce z duszą. Stworzone w filmowym stylu, z własną kameralną salą kinową, która codziennie realizuje sense polskich filmów dla gości. Każdy apartament jest zaprojektowany w innym stylu, każdy z nich posiada motyw przewodni związany z polskim kinem, w nowej części hotelu także ze starymi filmami zagranicznymi (tam jest już troszkę mniej klimatycznie). Zatem możecie spać z Nikodymem Dyzmą, Ojcem Chrzestnym lub Marylin Monroe.
Każdy apartament posiada małą kuchnię, jest zadbany, elegancki i stylowy. Śniadania są przepyszne.
To niezwykle klimatyczne miejsce położone jest w samym sercu Łodzi, na ulicy Piotrkowskiej, w jednej z bram. Akceptuje zwierzęta. - Piotrkowska
O ile Tbilisi w Gruzji wydawało mi się mieszanką wybuchową nowoczesności, zniszczenia, sztuki, dramatu, biedy, bogactwa, różnorodności, wielu pokoleń, offu, majestatu stolicy, nadziei i zrezygnowania to nie trzeba daleko szukać, aby odkryć to u nas.
Może nie warto o niej nawet pisać, bo wszyscy ją znają, dla mnie jednak ma szczególne znaczenie, bo właśnie tutaj spędzam najwięcej czasu. Piotrkowska jest jedyna w swoim rodzaju. Chociaż jest to jedna z najbardziej reprezentatywnych ulic Łodzi, wciąż gości w swoich witrynach lumpeksy, alkoholowe oblegane przez żuli, sklepiki wszystko po 2 złote, kebaby i chińczyki wątpliwego pochodzenia. A pomiędzy nimi wyrastają eleganckie restauracje, OFF Piotrkowska, warsztaty artystyczne, showroomy i najdroższe sklepy w całym mieście. Tak może być tylko w Łodzi. - Szama
Mam tu swoje trzy ukochane miejsca z jedzeniem.
*Otwarte drzwi — włoska kajpa w tej samej bramie co Stare Kino. Przepyszne pasty, cudowne pizze i doskonałe sałaty. Wszystko co najlepsze prosto z Włoch.
*Ato Ramen — mój pierwszy i najukochańszy ramen w życiu. Nigdzie potem nie jadłam lepszego. Malutka knajpka z niewielką liczbą stolików i aromatycznym zapachem w środku. Obowiązkowy punkt wycieczki dla każdego maniaka ramenu.
*Tel Aviv Urban Food — jak Łódź to i hipsterzy ze swoim żarłem. Izraelska knajpa, która jest też w innych miastach, ale tutaj doskonale wtapia się w klimat. Pysznie, szybko i dwie minuty od mojego hotelu. - Bieganie w Parku Poniatowskiego
Głównym powodem, dla którego zaczęłam biegać to fakt, że nie potrzeba do tego właściwie żadnego sprzętu, specjalnego czasu ani towarzystwa innych osób. Wygodne buty, koszulka i można biec kiedy się chce. Ja jednak nie lubię biegać pomiędzy budynkami przy ulicach pełnych smogu, dlatego zawsze poszukuję parku lub małego lasku. Park Poniatowskiego IDEALNIE nadaje się dla biegaczy. Jest rozległy, uroczy, ma wiele pozakręcanych alejek, można w nim robić pętle, okrążenia, a dla bardziej ambitnych jest też mini siłownia, aby się dobić po bieganiu. Jakiś czas temu jeszcze w remoncie, jutro rano biegnę sprawdzić na jakim etapie są prace. - Murale
Są przepiękne, artystyczne i są wszędzie. Nadają miastu niepowtarzalny klimat wolności i pokazują, czym naprawdę jest sztuka uliczna. Jest to jeden z powodów, dla których lubię wędrować po Łodzi bez celu, wtedy odkrywam najbardziej imponujące obrazy. - Wszędzie blisko
Sama Łódź jest w zasadzie rzut beretem od mojego domu. Zazwyczaj gdy wracam z delegacji, docieram do mieszkania późnym wieczorem. Z Łodzi, jeśli się sprężę jestem chwilę po moim narzeczonym.
Wszystkie miejsca, które opisałam powyżej są nie dalej niż 10 minut spacerem od hotelu i mojej pracy. Gdy jestem w Łodzi w ogóle nie korzystam z komunikacji miejskiej, a najlepsze rzeczy mam pod nosem. Wracam sobie spacerem z biura, zostawiam rzeczy, robię sobie herbatę, a potem wyruszam w miasto. I chociaż nie odwiedziłam jeszcze najbardziej znanych punktów turystycznych, mam swoją małą Łódź w sercu (i żołądku).
