#34 Obiecujące życie Stanisławy /epizod 1/

Urszula Wawrzeniuk
Sep 8, 2018 · 4 min read

Staśka biegła po schodach jak burza. Na oślep, próbując przeskoczyć kilka schodków na raz, potykając się o własne nogi w końcu wypadła z budynku. Mroźne, zimowe powietrze uderzyło ją w rozgrzane policzki. Zakręciło się jej w głowie, zobaczyła ciemne plamki przed oczami. Przytrzymała się za oparcie ławki, żeby nie upaść. Padające płatki śniegu wplątywały się w jej rozwiane, jasne loki, osiadały na czarnych, okrągłych oprawkach okularów i wpadały za kołnierz rozpiętego, ciemnobrązowego płaszcza.

— A niech to szlag… — wycedziła, oddychając ciężko. — I cały plan poszedł w…

— Staśka! Staśka, poczekaj!

Z budynku w samych bokserkach i w klapkach wybiegł młody facet. Bokserki miał w groszki.

— Stasiu, słońce — zaczął, podchodząc do dziewczyny i uśmiechając się pod nosem. — To zupełnie nie to, co myślisz.

Staśka spiorunowała go wzrokiem. Spojrzała z politowaniem na bokserki w groszki. Włożyła ręce do obszernych kieszeni płaszcza.

— Jezus Maria — wywróciła oczami. — Czy ty naprawdę myślisz, że jesteśmy w jakieś popieprzonej komedii romantycznej?

— Ale o czym ty mówisz, ja Ci zaraz wszystko…

— Bartek, posuwałeś moją przyjaciółkę w naszym łóżku.

— W zasadzie to w moim… nieważne, Staśka, wejdź do środka, Ilonka pójdzie do siebie, porozmawiamy na spokojnie, wierzę, że jesteś rozsądna i zrozumiesz sytuację.

Staśka najpierw wybałuszyła oczy, a potem zaczęła się śmiać na całe gardło. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Zaczęła się bardzo poważnie zastanawiać, czy na pewno nie jest to środek komedii, może niekoniecznie romantycznej, ale wydawało jej się, że takie rzeczy to tylko w filmach. Co za palant, pomyślała. Jak w jego mózgu mogła w ogóle powstać taka myśl, żeby powiedzieć jej coś takiego? Sam się naoglądał filmów albo nasłuchał wyssanych z palca historii kolegów. Chyba jednak nie zrozumiał powagi sytuacji. Coś takiego może by na nią podziałało, gdyby przypadkiem znalazła jakiś miłosny liścik. Nawet w ostateczności nieswoje majtki w pralce. Ale gdy na żywo widzi się nagiego narzeczonego odbijającego się od równie nagich pośladków Ilony, to bycie rozsądną i rozumienie sytuacji jakoś nie idzie z tym w parze.

— To jest ostatni raz w twoim życiu, kiedy mnie widzisz — odpowiedziała. — Właściwie to możesz to samo przekazać Ilonie.

Odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie.

— Poczekaj — złapał ją za nadgarstek Bartek. — Zgłupiałaś?

— Tego już za wiele! — wykrzyknęła Staśka. — To ty zgłupiałeś. Chyba ci zupełnie odpłynęła krew z mózgu podczas stosunku. Odchodzę! I nigdy już nie wrócę! Czy teraz wyraziłam się wystarczająco jasno?

Bartek puścił jej rękę i skrzyżował ramiona, trochę z zimna, ale trochę na przekór. Jego twarz zmieniła się. Błąkający się uśmiech zniknął, a oczy nabrały ciemnego wyrazu.

— Brawo — powiedział bezbarwnym tonem. — To powiedz mi, proszę, dokąd zamierzasz pójść? Co ze sobą zrobisz, hę? Już to przerabialiśmy. Wracaj na górę.

Staśka kątem oka zobaczyła, jak Ilona wymyka się z klatki i nie patrząc na nich chyłkiem odchodzi w innym kierunku.

— Tak trudno być dobrym człowiekiem, kiedy ma się do czynienia z takimi jak ty. Obyś spłonął w piekle — Staśka po raz drugi spiorunowała go wzrokiem i odeszła szybkim krokiem, pozostawiając Bartka zupełnie osłupiałego na środku drogi, pośród ludzi w ciepłych kurtkach, którzy przyglądali mu się badawczo. Z politowaniem patrząc na bokserki w groszki.

Staśka zastanawiała się, co właściwie powinna teraz czuć. Smutek? Pęknięte serce? Ból? W ogóle nie chciało jej się płakać. Oprócz zmarzniętych palców od początku docierało do niej tylko jedno uczucie — wściekłość. Na wszystko i na wszystkich, łącznie ze sobą. Nie mogła uwierzyć, że takie coś spotkało ją. Była przekonana, że takie sytuacje zdarzają się tylko niezadbanym mężatkom po czterdziestce. Wygląda na to, że nie tylko.

Dopiero teraz powoli zaczynała także rozumieć, że jej sytuacja jest dość podbramkowa. Póki co wędruje sobie bez celu, ale zaraz oprócz palców zacznie marznąć cała. A dwie osoby na świecie, do których normalnie skierowałaby się w trudnej sytuacji, właśnie wykreśliła ze swojej listy życiowej.

Poza tym był gorszy problem. Nie miała pieniędzy i nie miała pracy. Jej skromne oszczędności nie starczą na więcej niż dwa miesiące i to pod warunkiem, że nie będzie musiała płacić za czynsz. Od dawna mieszkała u Bartka, a gdy ostatnia firma, w której pracowała ogłosiła upadłość, nie spieszyło jej się szczególnie ze znalezieniem nowego stanowiska. Bartek zarabiał krocie, poza tym odziedziczył mnóstwo kasy po swoim dziadku. Staśka miała więc czas, aby oddawać się innym, wyższym celom niż praca.

Opatuliła się płaszczem i szczelnie owinęła czerwonym szalikiem. Spojrzała na swoje odbicie w witrynie sklepowej. Zobaczyła filigranową kobietę o szarym, wnikliwym spojrzeniu ukrytym za drucianymi oprawkami. Byłoby nieźle, gdyby tylko matka nie dała mi na imię Stanisława, pomyślała. Nie chciała wracać do domu. Wiedziała, że w zasadzie nikt tam na nią nie czeka, a ojciec już dawno przerobił jej pokój na pracownię.

Wiedziała, że na ten moment ma tylko jedno wyjście. Wyciągnęła telefon ze zbitą szybką i wybrała jego numer telefonu.

    Urszula Wawrzeniuk

    Written by

    Reality, thoughts and fiction.